4 wesela i pogrzeb

Gadałyśmy sobie ostatnio w gronie młodych czarownic o tym, jakie jeszcze pytania, oprócz tych o dzieci, ze strony starszych przedstawicieli rodziny, wprowadzają w czasie świąt i imprez rodzinnych niepotrzebne napięcie. Okazuje się, że na drugim miejscu wylądowało pytanie o zmianę stanu cywilnego, czyli mówiąć potocznie do nieulubionych pytań młodzież zalicza te o ewentualny ślub.

Bardzo to rozumiem. Ale niech się cieszą, że w dzisiejszych czasach są to tylko pytania. Bo pamiętam siebie sprzed 25 lat i społeczny przymus brania ślubu, bo się człowiek zwyczajnie chciał dopasować, razem pomieszkać i bezstresowo pobzykać. No nie było zmiłuj. Ani rodzicom, ani teściom nie mieściło się w oglądzie świata, że można razem mieszkać bez urzędowego potwierdzenia i kościelnego namaszczenia. Przynajmniej w mojej i mojego ówczesnego narzeczonego rodzinie. Ale u innych było podobnie. Do tego na ostatnich latach akurat moich studiów zapanowała jakaś dziwna panika, że jak nie teraz, to pewnie nigdy. Może dlatego, że były mocno sfeminizowane. No i zaczęła się seria ślubów w okolicy dyplomatorium. Trzeba było czy nie trzeba. Jeszcze się człowiek dobrze nie zastanowił, czego chce w życiu, a już na palcu była obrączka, a w wózeczku darł się “dowód miłości”.

Więc, moi kochani młodzi, macie teraz dużo lepiej. Już moje młodsze o kilkanaście lat kuzynki mieszkały z chłopakami, musiały tylko coś tam naściemniać babci, żeby nie usłyszeć paru przykrych słów. Jak na przykład, że się “najęły za materac”.

Podejrzewam, że to przystawianie młodzieży lufy do skroni ma swoje źródło w strachu starszego pokolenia, że młodzi pobłądzą, zagubią się w gąszczu możliwości, a potem młodość przeminie, a oni nie zdążą narobić dzieci, nabrać kredytów, tylko wylądują w jakiejś stacji badawczej na Alasce. I tyle ich zobaczymy. I będą mieli “życie nieułożone”. Jak gatki w kostkę.

No spokojnie, życie jest długie. Zdążą się ustatkować, a dzieci spokojnie można sobie robić co najmniej do 40-stki. Pod warunkiem, że się w ogóle chce, bo Ziemia jest i tak przeludniona. To, że ty kochana mamo, nie masz lepszego pomysłu na siebie w najbliższych 20-stu latach niż niańczenie wnuków, to nie znaczy, że masz prawo wymuszać na synu czy córce wpasowywanie się w jedyny, znany tobie, scenariusz. Przypomnij raczej sobie, czy to tak fajnie mieć w okolicy lat 25-ciu uczucie, że wszystko ważne już się w twoim życiu wydarzyło, a teraz pozostaje tylko smutna i nudna orka na ugorze codziennego wstawania do nielubianej roboty.

Po drugie, wbrew doniesieniom programów informacyjnych, świat jest bezpieczny jak nigdy dotąd. Rzadko są zbójcy przy drodze, raczej wszędzie kamery i służby porządkowe. Więc niech sobie jadą i ten świat oglądają, bo kolorowy i na wyciągnięcie ręki.

Poza tym, mocno poszerzyło się spektrum akceptowalnych modeli życia. On i on, ona i ona, konkubinat, poliamoria, friend with benefits. Albo bycie “puszczalskim” singlem. Pewnie, że to bardziej ryzykowne niż powielanie modelu sprawdzonego i znanego. Ale bywa dużo ciekawsze.

A na irytujące pytanie “kiedy ślub” kuzyn mojej rozmówczyni znalazł genialną ripostę. Ponieważ, jako najstarszy z kuzynostwa, był namolnie indagowany o matrymonialne plany, bo teraz “jego kolej”, zaczął, popatrując wymownie po starszych krewnych, dopytywać z troską, czyja to też teraz kolej na pogrzeb.

 

 

 

Tags:
, ,
3 komentarze
  • Ken.G
    Posted at 10:16h, 07 września Odpowiedz

    Ech, jak ja to dobrze pamiętam… Kiedy nie miałam przy sobie męskich gatek, słyszałam takie “życzliwe” dopytywanie. A czemu ciągle sama, czy kogoś mam – bo, jak wiadomo, najważniejsze osiągnięcie w życiu kobiety to znaleźć mężczyznę, który obdarzy ją zainteresowaniem. I nie puszczać go na krok, bo jeszcze zostawi! A kiedy miałam i do tego praktycznie od razu zamieszkaliśmy razem (w akademiku), słyszałam bąkanie, że jak to tak, to się nie godzi. No ale ja pochodzę ze wsi, niby podkrakowskiej, ale mentalnie najwyżej początek XX w. Lepiej szybciutko załatwiać ślub (bo ciasto w piekarniku rośnie) niż tak jawnie, otwarcie mieszkać z facetem. Bo ta z ciastem powstydzi się krótko, a ja – bezczelnie świecę po oczach przez cały czas. Ech… Młodzi muszą po prostu nie przejmować się i robić swoje.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 15:40h, 07 września Odpowiedz

      No ja się przejęłam 🙂 i po co? 🙂 Teraz młodzi chyba są odważniejsi i mają “wyrąbane” na zdanie babć i cioć 🙂

  • tanpatu
    Posted at 09:51h, 08 września Odpowiedz

    dziękuję za materiał

Dodaj komentarz