5 niezawodnych sposobów na nudnych narzeczonych, czyli jak się pozbyć faceta

Czasem tak się w życiu zdarza, że nawiedzi nas klęska urodzaju. Jeszcze jeden narzeczony czeka z nadzieją, że się w końcu ustatkujemy, a tu na horyzoncie pojawia się drugi kandydat, bardziej interesujący. W dodatku odzywa się niespełniona miłość ze studiów, więc jest w końcu szansa sprawdzić, czy koleżanki mówiły prawdę o jego łóżkowych zdolnościach. A my tu nieopatrznie naopowiadałyśmy bzdur jakie to jesteśmy dozgonnie zakochane. Przyszła niemal teściowa dała na zapowiedzi, niedoszłe szwagierki wyszywają obrusy haftem krzyżykowym, mama poleruje rodowe srebra w oczekiwaniu na przyjęcie zapoznawcze. No po prostu katastrofa. Sumienie nie pozwala powiedzieć tak po prostu, że nam przeszło, na scenę ucieczki od ołtarza jak w filmie “Absolwent” nie mamy odwagi. Co robić zatem, żeby nie wyjść na podłą zdzirę, nieczułą łamaczkę serc męskich?

W takiej sytuacji musimy uciec się do podstępu.

  1. Jeśli mamy oddaną przyjaciółkę, której nasz narzeczony chociaż troszkę się podoba, sprawa jest prosta. Faceci mają jakąś dziwną skłonność do najlepszych przyjaciółek swoich narzeczonych. Może im się wydaje, że to po prostu czekoladka z tego samego pudełka, tylko o innym smaku, więc można. Prosimy przyjaciółkę o zaaranżowanie kompromitującej sceny i po kłopocie. Facet rzucony za niewierność to trochę jak poległy w bitwie bohater udekorowany pośmiertnie. W sumie nie będzie miał żalu, bo udowodnił sobie właśnie, jaki z niego kogut. W życiu nie wpadnie na pomysł, że to była podpucha, duma mu nie pozwoli.
  2. Udajemy przewlekle i ciężko chorą. Powinno zadziałać bez pudła, chyba, że mamy na stanie romantycznego wielbiciela “Damy Kameliowej”. Ale to taka rzadkość, że w sumie zastanowiłabym się, czy rzucać taki wyjątkowy egzemplarz. Przeciętny facet nie lubi chorych, a rolą pielęgniarki się brzydzi.
  3. Meldujemy, że naszym marzeniem jest wielodzietność, produkcję zamierzamy zacząć tuż po ślubie i nie odpuszczać, dopóki nie będziemy w stanie wystawić składu drużyny osiedlowej. Nie zadziała na katolika-fundamentalistę. Może też być magnesem na lenia, od kiedy mamy 500+.
  4. W narzeczeńskich rozmowach upieramy się stanowczo przy pomyśle zamieszkania jak najbliżej naszej mamusi i odwiedzania jej co niedzielę. Albo zapraszania do nas. Chyba nie muszę tłumaczyć. Zadziała na każdego.
  5. Odradzam antyreklamę w postaci komunikatu “nie umiem gotować”. W dzisiejszych czasach coraz więcej mężczyzn świetnie czuje się w kuchni i gotuje lepiej niż ich partnerki. Natomiast można ewentualnie zostać ortodoksyjną weganką, która w domu nie zniesie obecności mięsa w żadnej postaci. Ani jajek, mleka czy serów. Zadziała na jakieś 80%. Nie zadziała, jeśli zapisałyśmy się na jogina. Jeszcze się, biedak, ucieszy. Desperatkom polecam jeszcze wzięcie jakiegoś wyjątkowo brzydkiego psa ze schroniska i przygarnięcie ze trzech kotów. Zadziała na pewno, ale narzeczony zwieje, a zwierzaki zostaną, więc do tego sposobu trzeba lubić zwierzęta.

Jeśli żaden z powyższych sposobów nie da rezultatu, to znaczy, że facet zakochany jest śmiertelnie i wyleczyć z uczucia może go jedynie małżeństwo z nami. I to szybko.

 

No Comments

Dodaj komentarz