Bestiariusz polski i Wanda co nie chciała Niemca

Zgodnie z zasadą, że jak chcesz mieć coś zrobione to sobie sama zrób zaczynam pogłębioną analizę zjawiska socjologicznego pod roboczym tytułem “Metaanaliza braku kompatybilności singielek po 30 z analogiczną grupą rówieśniczą płci przeciwnej”. Nie wiem czy nie wyjdzie trochę archiwalnie, ale mam wrażenie, że w warunkach polskich pewne zjawiska są zaskakująco trwałe i odporne na progres dziejowy. W razie czego upraszam Młode Czarownice o stosowne poprawki.

Czyli mówiąc prościej i na temat, problemy ze znalezieniem partnera spełniającego wymagania dorosłej, wykształconej, ogarniętej, samodzielnej i nastawionej na partnerstwo kobiety nie są w naszym pięknym kraju ani niczym nowym, ani nie zanosi się na ich szybkie rozwiązanie.

Po pierwsze zjawisko to ma korzenie historyczne. Bo przypominam, że elita młodzieży męskiej bywała systematycznie wyrzynana w odstępach praktycznie co jedno pokolenie przez prawie dwa wieki. Insurekcje, powstania, dwie wojny, z czego ostatnia doprowadziła naród na krawędź biologicznej zagłady. Więc po pierwsze, pula genetyczna nie jest z gumy i jak się dobre geny eliminuje z populacji to następuje negatywna selekcja. Tyle biologia.

Natomiast psychologicznie, jeśli KAŻDY wracający z pola bitwy samiec posiadający dwie nogi i dwie ręce staje się z automatu rarytasem na matrymonialnym rynku to panom odbija palma, bo są przewartościowani jak każdy w przyrodzie towar rzadki. W dodatku do naturalnego dla przedstawicieli płci przeciwnej przekonania o własnej wyjątkowości dokłada się NASZE o tej wyjątkowości przekonanie. Pociągające za sobą szereg niekorzystnych zachowań damskiej części populacji. Słusznie mówi ludowe porzekadło, że “mężczyzna to ciało, a ciało to mięso, a mięso w cieple się psuje”. A co my robimy? Przegrzewamy. Otulamy opieką, troską i staramy się ulżyć w obowiązkach. Z opłakanym skutkiem. To uwaga głównie do mamusiek, ale i pierwszych żon. Drogie moje, nie jesteście ostatnią ręką dzierżącą męską pałeczkę w damskiej sztafecie pokoleń, okażcie trochę troski o następczynie.

A czemu pałeczka? Bez głupich skojarzeń por favor. Nie chodzi mi o męski organ rozrodczy i jego rozmiar, ale o fakt, że polski młody mężczyzna rzadko miał dotąd okazję hasać sobie po świecie bez kobiecej opieki i wsparcia. Zazwyczaj był przekazywany z jednych damskich rąk w drugie, całkiem jak pałeczka w sztafecie.

Teraz to się zmienia, ale z oporami, bo męskie single nadal uparcie trzymają się mamusinej spódnicy zamiast puścić się odważnie w odmęty dorosłości na własną rękę. A mamusia (patrz wyżej) zamiast wykopać gada w samodzielność i dać mu szansę wydorośleć, opiera i obkarmia dorosłego byka jakby nadal był trzylatkiem z grupy Biedronek. A potem dumnie przekazuje narzeczonej, z ręki do ręki, żeby pałeczka broń boże nie miał okazji pochodzić po świecie samodzielnie. Kiedy pierwsza żona, zmęczona niesamodzielnością pałeczki, wywala go na rynek wtórny, natychmiast znajduje się następna opiekunka przechwytująca pałeczkę w locie. I tak dalej, do usranej śmierci. Facet może przebrnąć całe życie NIGDY nie dowiadując się jak działa pralka.

Kiedyś jeszcze była szansa, że w czasie przymusowej służby wojskowej nauczy się chociaż czyścić buty i ścielić łóżko, ale od kiedy nie biorą w kamasze to nawet ta możliwość odpadła.

Troskliwa mamusia zadba o to żeby synek nie dowiedział się skąd się biorą w lodówce produkty spożywcze i dlaczego gary nie myją się same. Dobra żona sama ogarnie dzieci i ubieranie choinki, a kochanka zapewni, że z nikim nie było tak dobrze. Koleżanka z pracy odwali za niego rozliczenie roczne, a sąsiadka chętnie zaprosi na domowe pierogi kiedy żona będzie w delegacji.

Zaznaczam, że mimo tych niekorzystnych warunków rozwoju nadal spotykam wielu całkiem udanych sympatycznych kolegów i czasami aż zachodzę w głowę jak im się udało wyjść na ludzi w tak wrogim męskości środowisku jakim jest polski dom i szkoła. W domu umęczona i poświęcliwa Matka Polka dumnie dzierżąca berło z chochli, w szkole koszmarnie sfeminizowane i mocno histeryczne kadry pedagogiczne.

Chłopak od małego chroniony przed każdym możliwym niebezpieczeństwem, nadmiernym wysiłkiem i odpowiedzialnością za siebie samego nie ma wielu szans na osiągniecie życiowej dojrzałości. A jednak wielu z nich się to udaje. Tym większy szacun, chłopaki.

Tyle o przyczynach, o skutkach i metodach radzenie sobie ze zjawiskiem będzie w c.d.n.

4 komentarze
  • M
    Posted at 15:28h, 15 września Odpowiedz

    ,, Chłopak od małego chroniony przed każdym możliwym niebezpieczeństwem, nadmiernym wysiłkiem i odpowiedzialnością za siebie samego nie ma wielu szans na osiągniecie życiowej dojrzałości.” Dziewczynka w analogicznych warunkach, niestety, też 🙁 Nadmierna ,,ochrona” dzieci to teraz koszmarny problem. Ochrona przed odpowiedzialnością chyba.

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 15:41h, 15 września Odpowiedz

      skutek odwrotny od zamierzonego

  • Amanda
    Posted at 11:22h, 16 września Odpowiedz

    Polski dom jest też wrogi normalnej kobiecości, rozumianej jako kobiecość (kim jestem) a nie służba :O

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 20:41h, 17 września Odpowiedz

      tradycyjny owszem

Leave a Reply

%d bloggers like this: