Bohaterowie są zmęczeni

Żeby nie było . Bardzo cenię i podziwiam kobiety takie jak Kamila Rowińska, czy Ania Witowska, które zawodowo zajmują się coachingiem, mentoringiem i motywowaniem kobiet do bycia niezależną. Do robienia kariery, ciężkiej pracy i bycia fit 24 godziny na dobę. Przyznam, że po wysłuchaniu jednej czy drugiej motywacyjnej pogadanki nawet ja mam przez chwilę przypływ energii i zaczynam układać ubrania w szafie i buty w przedpokoju. Przechodzę na dietę od poniedziałku i kupuję karnet na siłownię.

Tylko wiecie co? Mija parę dni, trafia się gorzej przespana noc, albo bolesna miesiączka. Ubrania jakoś znowu się kotłują, buty przewracają, a w kalendarzu Tłusty Czwartek. A ja się czuję gorzej niż przed odbyciem kursu on-line o tym, że mogę wszystko, wystarczy ciężko pracować, a jak nie wychodzi, to jeszcze ciężej. Bo inni to mieli straszne dzieciństwo, przeszli ciężkie choroby, popadali w długi, ale potem poszli na coaching i zarobili miliony.

No bo tak. Nie miałam strasznego dzieciństwa. Kochający rodzice przychylali swojej jedynaczce nieba jak tylko mogli. Przytrafiały mi się różne drobne operacje, jak wyrostek, czy woreczek, ale chirurdzy okazywali się kompetentni, a personel szpitala przyjazny. Nie popadam w długi, bo strasznie boję się pożyczać duże pieniądze. Czyli, na zdrowy rozum biorąc, to co najmniej dziwne i niestosowne, że jeszcze na mojej szyi nie wiszą ze trzy olimpijskie medale, a pod domem nie stoi najnowszy model jaguara. Najwyraźniej coś chyba ze mną nie tak. Nie wyrabiam na zakrętach. Obawiam się, że mam chyba za mało motywacji, żeby wspiąć się na szczyty sukcesu, nawet po wysłuchaniu najlepszych wykładów motywacyjnych. Nigdy nie zarobię milionów i pewnie znowu przytyję tej zimy. Lista rzeczy, których nie umiem jest długa jak rolka papieru toaletowego. I jestem zbyt leniwa żeby nauczyć się chociaż połowy z nich.

Mimo tego uważam, że można mieć całkiem fajne życie nie uczestnicząc w tym wielkim wyścigu po NAJWIĘKSZY SUKCES ŚWIATA.

I ze swoją nieokładkową urodą, a bez willi na Lazurowym Wybrzeżu czuję się zazwyczaj całkiem ok. I zupełnie dobrze się bawię.  Zwłaszcza od kiedy niespecjalnie przejmuję się tym, co zdaniem większości “kobieta powinna”. A kiedy w przymierzalni spodnie okazują się za ciasne, to nie dowalam sobie za wszystkie zjedzone czekoladki, tylko wzorem facetów pytam “co za idiota szył te spodnie?”

Jestem wystarczająco dobra. Ty też.

 

No Comments

Dodaj komentarz