Boomerki kontra Julki

Na portalu Polki.pl artykuł matki, która urodziła swoje trzecie dziecko po 40-stce. Dziecko okazało się być wymagające, a późne macierzyństwo męczące. Artykuł jak artykuł, dużo takich. Najciekawsze zadziało się w komentarzach.

To była wojna.

Mnie osobiście macierzyństwo męczyło już po 25-tym roku życia, widocznie się szybciej starzeję. Albo jestem bardziej szczera.

I to nie znaczy, że moich dzieci nie kocham, albo że nie chciałam ich mieć. Chciałam i kocham. To, że macierzyństwo jest męczące znaczy tylko i wyłącznie tyle, że jest zajęciem trudnym, żmudnym, wymagającym i pochłaniającym energię.

Tego właśnie nie mogła zrozumieć jedna z młodych komentujących i popierające jej zdanie koleżanki. Napisała w komentarzu, że trzeba sobie nie robić dzieci, a nie potem wypisywać jak się ich nienawidzi. W artykule ani słowa nie było o tym, że matka swojej córki nienawidziła. Było tylko tyle, że się ucieszyła kiedy córka po osiągnięciu wieku lat 25 wyprowadziła się z domu.

Też się ucieszyłam. Ale nie dlatego, że nienawidzę swoich dzieci, tylko dlatego, że cieszy mnie ich samodzielność.

Oczywiście, komentujące matki były dotknięte komentarzem młodej do żywego i nie zostawiły na niej suchej nitki. Padły nieśmiertelne argumenty- co ty tam wiesz, jak nie masz dzieci i się nie wypowiadaj. To z kolei typowe dziaderstwo, bo nie muszę mieć gruźlicy, żeby się wypowiadać o prątkowaniu. Natomiast dobrze jest uprawiać seks, jeśli się komuś chce opowiedzieć czym jest orgazm. A i tak trudno to przekazać i lepiej pokazać.

Z macierzyństwem jeszcze trudniej, bo decyzję podejmuje się w ciemno i raczej nie da się wypożyczyć bombelka na miesiąc, żeby się przekonać czy się nadajemy na matkę.

Moja ś.p. babcia dzieliła ludzi na tych, którzy dzieci mają i na tych, którzy nie mają i dla niej to były dwa odrębne światy. Trochę prawdy w tym jest, bo z doświadczeniem macierzyństwa jest bardziej jak z tym orgazmem i raczej trzeba przeżyć.

Natomiast każdy z nas był dzieckiem i myślę sobie, że te komentarze udręczonych rodziców dlatego tak mocno w Julkach internetu rezonują, że nikt nie lubi usłyszeć jakim to był ciężarem.

Za mało mówimy naszym dzieciom jaką są dla nas radością. Pewnie to takie odreagowanie po latach fałszowania prawdziwego obrazu macierzyństwa i polewania go lukrem. Do głosu pragną dojść też wszystkie nasze rodzicielskie frustracje, wkurwy i zmęczenie. Ludzka rzecz.

Ale.

DZIECI SĄ RADOŚCIĄ.

Decyzja o macierzyństwie jest trudna, ryzykowna i obarczona ogromną odpowiedzialnością. Nie każdy ma ochotę sobie na barki tą odpowiedzialność brać. I to też jest OK.

Nie każdy, kto już wziął, dobrze obliczył się z siłami. I wtedy należy pomóc, a nie mówić z wyższością “Trzeba sobie było dzieci nie robić”.

Nie chcesz być matką OK. Możesz być fajną ciocią, albo całkiem istnienie dzieci ignorować.

Natomiast napadanie na inne kobiety NIE JEST OK.

Ani na Julki, ani przez Julki na starsze od siebie boomerskie matki.

Czy nie milej być wzajemnie się wspierającymi Wiedźmami i Młodymi Czarownicami?

Sprawdźcie na Akademii.

 

2 komentarze
  • Avatar
    M
    Posted at 14:02h, 04 maja Odpowiedz

    Mężczyźni maja tę zaletę (mówię o odpowiedzialnych, normalnych ojcach, co obiady dzieciom robią, odprowadzają, czytają bajki i KOCHAJĄ a nie upośledzonych cwierć-chłopcach ,, Jak on tam ma na imię… to samo się nie zrobi, haha?”. I tak, są też takie dziewczynki…), że nie licytują się na to, kto jest najlepszym ojcem roku. Nie muszą się (tym) przed sobą popisywać. Polskie kobiety (i nie tylko polskie) mają jakieś niezdrowe fascynacje macierzyństwem i obsesje, zamiast normalnego stanu. To zazwyczaj kobiety czepiają się innych, jeśli chodzi o rodzicielstwo. Nie spotkałam nigdy normalnego mężczyzny, który by innemu pierdzielił, ze ,,jest najgorszym ojcem bo Kazia nie lulał w eko-chuście”. Albo kobiecie robił wyrzuty (jeśli sam jest normalnym ojcem). Są na tyle dobrzy (ci odpowiedzialni, nie patole) na ile potrafią. A tu nie, zawsze coś nie tak. Kiedyś na jakimś portalu mądre inaczej panienki twierdziły, że cesarka to nie urodzenie dziecka tylko ,,wydobyciny”, nie narodziny… Mam często wrażenie, że nawet jakby tych patriarchalnych wyeliminować i zostaliby sami normalni, to zaraz by ze strony kobiet do innych kobiet coś się znalazło…

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 21:44h, 04 maja Odpowiedz

      no właśnie, kompletnie tego nie rozumiem

Leave a Reply

%d bloggers like this: