Chińska stópka

Kto z nas nie słyszał o uroczym starodawnym, chińskim zwyczaju krępowania stóp dziewczynkom?
Żeby były śliczne (??!!) i przypominały kwiat lotosu(?). Co do urody, odsyłam na youtuba, można tam znaleźć filmiki, na których widać ten koszmar.
Dzięki owej “urodzie” połamana stopa stanowić miała dla właścicielki źródło dumy i była oznaką statusu. Oraz nieustającym bólem i absolutną niemożnością oddalenia się od domu i męża na większą odległość samodzielnie.
Więc takie okaleczone dziewczynki były bardziej atrakcyjne na rynku matrymonialnym. Im mniejsza stópka, rzekomo przypominająca kwiat lotosu, tym lepiej.
Z naszego punktu widzenia-okropieństwo. Ból, smród gnijącego ciała, odebranie możliwości choćby zwyczajnego spaceru.
I tak naprawdę dość obrzydliwy widok, kto nie wierzy, niech sprawdzi. A jednak ta moda trwała jakiś tysiąc lat. W jakiś sposób udało się wmówić kobietom, że to JEST PIĘKNE. Co więcej, udało się to wmówić mężczyznom. W końcu- ich nie bolało.
Trochę tak jak teraz z wmawianiem nam, że szczytem urody kobiecej jest wychudzona sylwetka Anji Rubik. Nic do niej nie mam, fajna dziewczyna, ale to, że uważamy ją za piękną, to tylko aktualna moda. Jak chińska stópka. I wszystkie modelki odżywiające się selerem naciowym i namoczonymi wacikami są w sumie jak te małe Chinki w bandażach na połamanych stopach. Wiecznie głodne, często chorujące na anoreksję. A to śmiertelna choroba.
Ale to nie o modzie chciałam.
Intryguje mnie inna kwestia. Przecież to nie tatusiowie krępowali stopy swoich córek. To kobiety pilnują społecznych rytuałów.
Krępują stopy córek. Pozwalają na obrzezanie. Pilnują stroju. KOBIETY. Matki, ciotki, babki, teściowe.
Rozumiem, że w kulturach opresyjnych dla kobiet najprawdopodobniej inaczej nie mogą. Muszą się podporządkować. Ale wiele robi to z przekonaniem. Nie bronią siebie i nie bronią swoich córek.
Pozwalają żeby działa im się krzywda. Żeby cierpiały ból i upokorzenie.
My żyjemy w podobno nowoczesnym społeczeństwie. Nie musimy chodzić w czadorach, nie grozi nam rytualne obrzezanie.
Ale niech no się któraś wychyli poza ogólnie przyjętą normę.
Nie chce mieć dzieci. Weźmie sobie młodszego kochanka. Zostawi małe dziecko i pojedzie w Himalaje. Odda dzieci przy rozwodzie pod opiekę ojca.
Pól biedy, jak jest od tego nieszczęśliwa, to jej jeszcze można wybaczyć.
Ale jeśli jest SZCZĘŚLIWA?
Zgroza. Zaraz się wszystkie gęsi rozgęgają. Bo nie po to one się męczą i wypełniają swoje kobiece obowiązki, żeby jakieś ladaco śmiało im się w nos.
I miało LEPIEJ.
Pamiętam falę hejtu jaka spotkała Martynę Wojciechowską, kiedy jako świeżo upieczona matka, zostawiła półroczną Marysię i pojechała na wyprawę. Gdyby była mężczyzną, nikt by złego słowa nie powiedział. Ale matka! MATKA!! No i co? Nic się dziecku nie stało. Założę się, że wiele dzieci w naszym kraju chciałoby mieć taką mamę. Zamiast nudnej kury domowej o ograniczonych horyzontach. Bez żadnych pasji i zainteresowań, za to zawsze na miejscu.
Sama chodzisz w chińskich bucikach? Uważasz, że MUSISZ codziennie ugotować obiad dla całej rodziny? I padać na nos robiąc świąteczne porządki oraz wigilijną kolację na 12 dań?
Wekować tony ogórków i kompoty truskawkowe, prasować górę ubrań?
To chociaż nie wkładaj ich na nogi twojej córki. Niech chodzi gdzie chce.
Dla jej dobra zweryfikuj swoje przekonania na temat tego, co kobieta POWINNA.
Powinna być szczęśliwa. Po swojemu.
Mamo, dziękuję.

 

 

No Comments

Dodaj komentarz