Co z tym poczuciem (własnej wartości)

Problem wszechobecny. Dla jednych (szczęściarze) mniejszy, drugim odbiera chęć do życia.

Mnie odbierał. Szeroko otwarte nożyce pomiędzy domowym wychowaniem (jesteś taka mądra), a feedbackiem od rówieśników (ty przemądrzała kujonko) powodowały niejakie zamieszanie w samoocenie. Do tego absolutne niezadowolenie z własnego wyglądu potwierdzane co i rusz totalną zlewką ze strony wpadających mi w oko kolegów.

Czyli mądra i piękna, jak chcieli rodzice, świata nie widzący poza swą jedynaczką, czy brzydka i głupia, jak uważali gremialnie rówieśnicy? Każdy, kto wie, jak bardzo jest się zależną od opinii grupy w wieku młodocianym, dobrze zna odpowiedź.

A gdzie leżała prawda? Pośrodku? Z boczku? Przed nosem? Kto wie.

Po latach dokopywania sobie i poprawiania chujowym PRem doszłam w końcu do tej prawdy, bo jestem dosyć bystra. Na tyle bystra żeby doznać olśnienia już przed 40-stką. Niewielu kobietom to się udaje, więc jestem dumna.

Otóż, moje drogie i kochane, świat wie o nas tyle, ile mu same powiemy. I pokażemy. Każdy jest głównie zajęty sobą i nie poświęca aż tyle uwagi nam żeby dokopywać się o nas jakiejś obiektywnej prawdy. Która zresztą nie istnieje.

Bo niby jakie jesteśmy? I mądre i głupie, i brzydkie i ładne. Zależy od dnia, nastroju, ogólnej formy.

Świat nam tylko wzmocni komunikat, jaki nadajemy. Uważasz siebie za głupią? No cóż, pewnie sama wiesz najlepiej. W końcu kto tak ciebie zna jak ty sama. Nieatrakcyjną? To samo.

Zachowując się tak, jak robi to spora część kobiet, czyli wymieniając swoje wady i czekając aż otoczenie uprzejmie zaprzeczy i wyrobi w nas poczucie wartości, którego nam brakuje, wpadamy w błędne koło. Bo świat jedynie potwierdzi nam to, co same mu o sobie powiemy. Czy pokażemy. W ten czy inny sposób.

Więc jeśli chcesz się dobrze poczuć ze sobą i światem, to popracuj nad poczuciem wartości we własnym zakresie, a potem zakomunikuj wszystkim jaka jesteś wspaniała. Piękna, Mądra. Z sukcesami.

Tyle, że najpierw sama musisz w to uwierzyć, żeby być wiarygodna. I tu zaczynają się schody.

Setki razy słyszałam to rozpaczliwe pytanie „Ale jak to zrobić??”

Może na początek się polub i wybacz sobie, że nie jesteś skrzyżowaniem Angeliny Jolie z Olgą Tokarczuk i Igą Świątek.

W końcu od swoich koleżanek nie wymagasz niemożliwego. Czemu zatem od siebie?

Potem trochę zacznij kłamać. Jeszcze nie czując się taka znowu świetna, mów to sobie i innym. Jeśli będziesz wystarczająco przekonująca, uwierzą. I dadzą pozytywny feedback. Który cię utwierdzi, więc będziesz jeszcze bardziej przekonująca. Koło zacznie kręcić się w drugą stronę.

Dobrze jest też zacząć robić coś dla innych, zamiast wpatrywać się we własny pępek i nad sobą użalać. Ludzie zajęci pomaganiem innym, nie skupiają się tak na sobie i mają większą skłonność do tego, żeby się od siebie odpierdolić i dać sobie żyć.

I tak pomału, pomału, jakoś to poleci.

Aż któregoś dnia odkryjesz, że jesteś całkiem OK. Podobnie jak inni. Wystarczająco dobra.

Powodzenia.

 

[social_share show_share_icon="yes"]
3 komentarze
  • Irena
    Posted at 10:41h, 19 sierpnia Odpowiedz

    Moje dwie koleżanki ze szkoły podstawowej zapiły się na śmierć z frustracji, że nie są pępkiem świata (szczególnie facetów) i nikt nie potwierdza ich świetności (chyba że z wyrachowania, aby coś osiągnąć). Nałogi, zawiść, dzielenie ludzi na lepszych (im się trzeba podlizywać) i gorszych (oni mają być szarym tłem dla ich wspaniałości). Trzecia jest na równi pochyłej. I nie zależy to od urody (dwie b. ładne), wykształcenia (2 z wyższym jedna z doktoratem), układów rodzinnych, (2 z nich to rozpieszczane jedynaczki). Wszystkie zdumione (z konsekwencją – dokopać) dlaczego ta Irena (ja) nie pije, nie pali, nie jest zawistna tylko życzliwa i bezinteresowna mimo fatalnego traktowania w domu, średniej urody, b. średnich zdolności, biedy – nie chce być ich szarym tłem. Tak to jest jak się szuka poczucia własnej wartości u innych a nie u siebie.

  • M
    Posted at 12:44h, 19 sierpnia Odpowiedz

    To wszystko prawda, jednak mam wrażenie, że dzisiaj dużo osób ma problem w drugą stronę. A mianowicie uważają, że są tacy świetni (obojętnie co robią, mam na myśli rzeczy obraźliwe, czy krzywdzące), ,,Ty” za to jesteś do kitu, nie znasz się, im się wszystko należy, nie liczą się z potrzebami innych (nie chodzi o usługiwanie w żadnym wypadku), ,,co ich to obchodzi”, mają na wszystko (nawet sprawy ważne) ,,wywalone”. Spotykam się z tym w Polsce często. Ze zwykłym chamstwem i cwaniactwem podszytym pewnością siebie (bezpodstawną) również. U ludzi w różnym wieku, choć głównie przodują w tym ludzie albo bardzo starzy (,,dziadki i babki”, bo im się należy) albo młodzi, tak gdzieś od 15 wzwyż, do ok 35, na oko. Podejście BO JA, a nie ja, ty i inni tak samo ważni. U mężczyzn częściej ale i kobiet takich nie brak.

  • Amanda
    Posted at 12:19h, 20 sierpnia Odpowiedz

    Duży udział w zaniżaniu poczucia wartości młodych dziewczyn maja ich ,,kochane” mamusie/babcie itd. Nie mówię, że ojcowie nie, często też, ale są też ojcowie, którzy właśnie zachęcają córki do ,,olania” opinii sąsiadki, cioci, księdza, innego znawcy jakiegoś, chu wie jakiego. A mamusia często nie, bo co ludzie powiedzą? Bo sama żyje ,,dla ludzi” a nie dla siebie i innych, fajnych osób. A jak ojciec próbuje to zmienić u córki to jeszcze owal… Bez aprobaty samych kobiet żaden debilny patriarchat by nie istniał.

Leave a Reply

%d bloggers like this: