Cukrzyca mózgowa

Diabetes mellitus czyli cukrzyca to poważna choroba, obecnie dość powszechna, którą prawdopodobnie płacimy cenę za dostępność cukru w kulturze agrarnej. Znamy dwie jej odmiany, typu pierwszego i drugiego, ale nie o wykład medyczny tu chodzi.

Chodzi o biologię i fakt, że mechanizm, który pomagał przetrwać w kulturze łowiecko-zbierackiej i szybko doładować się energią, w kulturze agrarnej działa na naszą zgubę. Tysiące lat ewolucji wykształciły w naszych mózgach mechanizmy odpowiedzialne za miłość do słodkiego smaku.  Mózg, mimo, że stanowi zaledwie 2% masy ciała, zużywa 20% energii zawartej w pożywieniu, a na dodatek wyłącznie w postaci glukozy, czyli cukru prostego. Kiedy żywiliśmy się tym, co wyrosło w lesie, jego podaż była stosunkowo niewielka, w kulturze rolniczej zyskaliśmy w zasadzie nieograniczony dostęp do tego, co nasz mózg kocha najbardziej. Efekty widać.

Podobny problem, jak się okazuje, mamy z urodą. Wrażliwość na piękno jest wrodzona, już niemowlęta preferują piękne twarze w przeprowadzanych testach. To też mechanizmy ewolucyjne i socjobiologia. Naturalnie wysoko oceniamy gładką skórę, symetryczne rysy, czy duże oczy o czystych białkach. Oraz określone proporcje sylwetki, w przypadku kobiet kształt klepsydry i stosunek talii do bioder 0,7. Chodzi oczywiście o oznaki płodności. I reprodukcję.

Stąd nasza obsesja piękna. Książkę pod tym tytułem wydała Renee Engeln, amerykańska psycholog, polecam, choć obecnie niedostępna w empiku i merlinie. Autorka bardzo wnikliwie zajmuje się w niej naszym fiołem na punkcie kobiecej urody i wynikającymi z tego problemami jak anoreksja, bulimia czy zwyczajne kompleksy. Ja mam jeszcze jedną p.t. “Przetrwają najpiękniejsi” Nancy Etcoff, też dobra, choć rozpatrująca temat bardziej pod kątem socjobiologii.

Prawda jest taka, że pięknu nie potrafimy się oprzeć. Pięknym ludziom automatycznie przypisujemy też inne zalety, co w psychologii nosi nazwę “efektu aureoli”. To naturalny mechanizm wbudowany w nasz hardware i nie zmienimy tego postanawiając sobie, że od jutra cenimy wyłącznie osobowość.

Tyle, że z pięknem jest obecnie dokładnie tak samo jak z cukrem. Z każdej okładki spoglądają na nas poprawione fotoszopem modelki kusząc idealnymi buziami i przyciętymi odpowiednio sylwetkami. Zapominamy, że to wizerunki nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością. I dostałyśmy zbiorowej cukrzycy mózgowej. Standardy zostały zawyżone tak bardzo, że normalnie wyglądająca kobieta, porównując się z tym co widzi w reklamach i filmach, wpada w kompleksy i niewiele jest takich, które lubią swoje ciało, nie postanawiają przejść na dietę od jutra, a na siłownię zapisać się w poniedziałek. W czasie, który przeznaczamy na dbanie o urodę spokojnie machnęłybyśmy doktorat. A i tak wszystko na nic, bo większość kobiet jest wiecznie z siebie niezadowolona. Przemysł kosmetyczny notuje miliardowe zyski, a my siedzimy robiąc paznokcie zamiast czytać książki.

Na szczęście hybrydy długo trzymają, więc nadążam z jednym i drugim. Jestem więc świeżo po lekturze “Obsesji piękna” i pod wrażeniem wniosków, do jakich doszła autorka. Otóż okazuje się, że sposobem na poprawę sytuacji nie jest wcale powtarzanie wszystkim kobietom, że są piękne, bo to nieprawda i dobrze o tym wiemy. W dodatku w badaniach wyszło, że komplementy skutkują finalnie obniżeniem samopoczucia, bo przykuwają uwagę kobiety do jej wyglądu, a to końcem końców nieuchronnie doprowadza ją do wniosku, że jednak nie jest idealna. Tu wierzę autorce na słowo, bo mi absolutnie nie przeszkadza, kiedy otoczenie potwierdza to, co i tak sama wiem. Choć przyznam, że od niedawna. Całą młodość planowałam operację nosa, kto mnie zna, doceni poziom absurdu. Level master, doprawdy.

Nie pomoże też zbiorowe doprowadzenie się do aparycji kocmołucha, żeby pokazać jak nam nie zależy. Bo zależy. I będzie zależało. Co zatem pomoże? Jak zwykle-umiar. Świadome przekierowanie uwagi na sprawy bardziej istotne niż waga i długość rzęs. Taka insulina złożona z celów innych niż figura top modelki i korona miss Ziemi. Może Nobel? Pulitzer? Nike? Ratowanie świata? Albo po prostu bycie fajnym człowiekiem.

Dbajmy o siebie, cieszmy się tymi szmineczkami kolorowymi jak cukiereczki, jeśli to lubimy. Byle nie przedawkować. Dokładnie tak, jak z cukrem. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli całkowicie odmówisz sobie słodyczy, to zaczniesz obsesyjnie myśleć o czekoladzie z orzechami, a w końcu włamiesz się do najbliższej cukierni. To samo z pięknem. Kochamy je i chcemy dobrze wyglądać. Nic w tym złego, dopóki dostrzegamy, że mamy też ważniejsze w życiu rzeczy do zrobienia niż fryzura albo makijaż.

I że nasze córki są przede wszystkim mądre i dzielne. A dopiero potem piękne.

 

Tags:
,
9 komentarzy
  • Avatar
    M
    Posted at 23:10h, 30 grudnia Odpowiedz

    W sumie faceci też coraz częściej o siebie dbają, o wygląd także (nie licząc polskich przeterminowanych macho). Tylko im jakoś łatwiej wyglądać po prostu pięknie/ przystojnie naturalnie a kobiety to robią z tego piękna karykaturę często. Bo czym innym są np. doklejane rzęsy/doczepiane włosy jak nie karykaturą?

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 23:28h, 30 grudnia Odpowiedz

      To jedno, ale niech sobie nawet doczepiają, byle się potem dobrze czuły, a nie wiecznie nie takie jak trzeba. No i przede wszystkim dbały o to, co pod włosami 🙂

      • Avatar
        M
        Posted at 12:02h, 31 grudnia Odpowiedz

        Tylko, że, moim zdaniem, jak ktoś sam ze sobą się dobrze nie poczuje i nie zaakceptuje, że nie jest doskonały to nawet ,,poprawki” mu/jej nic nie pomogą albo nie za wiele dadzą. Albo dadzą tylko na chwilę. Bo jak jedno będzie ok to zawsze się coś innego znajdzie. Wiem ze swojego przykładu, że bez akceptacji to ani rusz. Ale jak kto lubi 🙂

        • Wiedźma Radzi
          Wiedźma Radzi
          Posted at 14:24h, 31 grudnia Odpowiedz

          Zgadzam się. Ja to w ogóle popadłam w jakąś odwrotność anoreksji, im waga pokazuje więcej, tym szczuplejszą laskę widzę w lustrze 😉 samoakceptacja to podstawa :-)))

  • Avatar
    B,R
    Posted at 15:40h, 31 grudnia Odpowiedz

    Zgadzam się na odwrotność anoreksji, dziwnie mi z hollywodzkim makijażem, nie przeszkadza mi lekka nadwaga, i pomyśleć, że kiedy byłam w wieku mego syna miałam jakieś kompleksy

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 15:54h, 31 grudnia Odpowiedz

      Wiesz co, może musi być równowaga w przyrodzie i lepiej kiedy młode czarownice nie wiedzą, jakie sa śliczne ? 😉

      • Avatar
        Amanda
        Posted at 17:37h, 31 grudnia Odpowiedz

        Za to facetom w tym wieku za dużo się zdaje w tej kwestii (zresztą nie tylko w tej i nie tylko w młodym wieku). Bo jakby tak ciut krytyczniej ale normalnie na siebie spojrzeli a nie z wyolbrzymionym ego…

        • Wiedźma Radzi
          Wiedźma Radzi
          Posted at 18:25h, 31 grudnia Odpowiedz

          Chcesz żeby wpadli w zbiorową depresję?/;-)))

  • Avatar
    Ken.G
    Posted at 19:34h, 07 stycznia Odpowiedz

    “W czasie, który przeznaczamy na dbanie o urodę spokojnie machnęłybyśmy doktorat” – poczułam się jakaś taka zaniedbana 😉 A wróciłam dziś z pazurków i niedawno byłam u fryzjera. Z tym, że mam tak od niedawna. Nijak nie szłoby napisać doktoratu, nawet damskiemu Remigiuszowi Mrozowi :/

Dodaj komentarz