Dla Ciebie zabiję się

“..A wszystko to, bo ciebie kocham,

nie wiem jak bez Ciebie mógłbym żyć

Chodź, pokażę Ci, czym moja miłość jest,

dla Ciebie zabiję się..”

Coś mi się wydaje, że niejedna z nas mogłaby słowa przeboju grupy Ich Troje nosić przed sobą na sztandarze, kiedy maszeruje z ukochanym przez życie. Rzecz jasna, w wersji damskiej, bo oni wprawdzie na ogół bez kobiety żyć nie mogą, ale ustalmy, że to nie musi być ciągle ta sama kobieta. A nawet nie powinna, pamiętajmy o efekcie Coolidge’a, kto nie wie co to, proszę sobie wyguglać.

I wcale nie chodzi mi o spektakularne samobójstwo, kiedy ukochany nas opuszcza, albo tylko zaczyna olewać. Nie, nie, wcale nie, wtedy zwykle świetnie sobie radzimy, zwłaszcza, że na ogół wspólna progenitura nam zostaje na stanie i wymaga opieki i wsparcia.

Bardziej o tak zwane “udane małżeństwa”, co to sobie z dzióbków piją, tyle, że rodzaj trunków wyznaczają upodobania pana domu.

Na przykładach może, żeby było jaśniej. Rozmawiałam o poranku z osobistą matką i rozmowa ta przypomniała mi bardzo ładny chiński film p.t. “Cesarzowa”, w którym cesarz codziennie przysyła swej małżonce napój zawierający truciznę. Ona o tym wie, ale musi wypić, pilnowana przez służbę. Nie no, spoko, mój tatuś nie truje ukochanej małżonki, gdzież by tam. Po prostu jego upodobania kulinarne od 50-ciu lat wyznaczają rodzaj kuchni serwowanej w domu moich rodziców. Dieta jest wysokomięsna, mimo, że mama mięsa właściwie nie lubi, a teraz już prawdopodobnie jej szkodzi w takich ilościach.

Inne, znane mi, dobre żony jeżdżą 80 kilometrów rowerem w lipcowych upałach po górach, bo on lubi sobie zrobić wymagającą traskę. To, że po takiej wycieczce żona jest sina ze zmęczenia i słania się na nogach umyka jego uwadze. Żonę bardzo kocha, wcale w to nie wątpię.

Przykłady można mnożyć. Te wszystkie wakacje na niewygodnej łódce, bo on lubi, a ona udaje, że też. Mieszkanie latami ze znienawidzoną teściową, bo mąż sobie nie wyobraża przeprowadzki. Rezygnowanie z koleżanek, bo on nie lubi, kiedy przychodzą do domu obce osoby. Rezygnowanie z ulubionych zajęć, bo on nie lubi, kiedy jej nie ma w domu wieczorami. I tak dalej.

Jeśli chodzi o Tygrysa, walka trwa.

Ostatnio o weekend w Warszawie.

Bo czemu ty znowu gdzieś jedziesz i czy ja mam sobie na weekendy poszukać żeńskiego zastępstwa? Dopiero wróciłaś z Kazimierza. To jedź ze mną, już się umówiłam z dziećmi i w ośrodku ajurwedyjskim. A nie, bo ja nie lubię weekendów latem w dużym mieście.

W starych dobrych czasach wystarczyło kobiecie na lato zrobić dziecko, a na zimę zabrać buty. I już wiedziała, gdzie jej miejsce. I komu to przeszkadzało? Cholerne feministki.

Ty nie jedź, bo JA nie lubię. 

No, ale JA lubię.

Najwyraźniej brak mi kwalifikacji wymaganych do stworzenia dobrego małżeństwa.

 

2 komentarze
  • Avatar
    M
    Posted at 17:25h, 27 lipca Odpowiedz

    Dużo w tym racji, że kobiety same sobie to robią. Przecież jakby raz, drugi, trzeci, i większość kobiet, powiedziała nie (albo tak na coś co druga strona- nie) to by się przyzwyczaili, że ktoś ma swoje zdanie. Jakby faceci (normalni w tym przypadku, nie patologia) się godzili na każdą głupotę, co jakaś tipsiara wymyśli, to kobiety też by się przyzwyczaiły, że ,,im się to należy” przez pokolenia. Ale oni potrafią walczyć o swoje a dziewczynki (nie wszystkie, na szczęście) uczy się, żeby się głupio dostosować do każdego, innych kobiet zresztą też 🙁

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 18:47h, 27 lipca Odpowiedz

      no jak się będzie dbało o to żeby wszyscy byli zadowoleni to najczęściej my nie jesteśmy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: