Dlaczego już na nikogo nie czekam

Nauczyciele duchowi twierdzą, że to co nas w życiu spotyka, pokazuje nam, że mamy jakiś problem do przepracowania. Czyli najwyraźniej ja mam jakiś problem z szacunkiem do samej siebie. Gdyż będąc osobą z natury nadpunktualną, całe życie mam szczęście do spotykania osób traktujących pojęcie czasu swobodnie i na luzie. Moje przyjaciółki wpadały zwykle na umówione spotkania z rozwianymi włosami i, siejąc wdziękiem, tłumaczyły, że tramwaj nie przyjechał, kot przebiegł drogę, albo zagadały się z wróżką. Mój mąż spóźnił się już na pierwszą randkę i potem przez wiele lat czekałam na niego w różnych miejscach i z wielu okazji. A to pod basenem, bo ja zdążyłam ubrać siebie i dwoje dzieci, a on wciąż jeszcze guzdrał się w szatni. A to na mrozie pod wyciągiem narciarskim, bo “ostatni zjazd” przeciągnął się do dwóch godzin. Teraz kluczyki od samochodu przezornie przechowuję we własnej kieszeni. Jednak wizja powrotu autobusem potrafi zdyscyplinować każdego. Moje córki nastawione mniej konfrontacyjnie, a bardziej praktycznie, kiedy chcą zdążyć na pociąg, a tata podwozi je na dworzec, podają po prostu wcześniejszą godzinę odjazdu.

Zatem wiele godzin swojego życia spędziłam czytając książki w kawiarniach, czekając pod kinem, albo na umówiony telefon. I w końcu dotarło do mnie, co sobie robię. Jak siebie traktuję, pozwalając, żeby czyjś brak zorganizowania powodował, że mnie podnosi się ciśnienie i gotuję się ze złości. Bo wiecie co, drodzy spoźnialscy? Wasze zachowanie nie jest objawem niefrasobliwego wdzięku, rozkosznego roztrzepania, ani uroczego nieogarniania. Wasze zachowanie jest objawem lekceważenia innych i tak to właśnie odbieramy. My- czyli ci frajerzy, którzy zawsze są na czas. Którzy potrafili przewidzieć, że w środku dnia będzie korek i wyszli z domu pięć minut wcześniej. Którzy się na czas spakowali i stoją teraz samochodem pod waszym domem, żeby razem pojechać na wakacje. Którzy oddzwaniają, odpowiadają na maile i dotrzymują terminów. Może nie macie takiego zamiaru, ale swoim zachowaniem dajecie nam do zrozumienia, że wasz czas i ogólnie wasza osoba, są ważniejsze niż my. No chyba, że na spotkanie w sprawie pracy z Billem Gates’em też przyszlibyście spóźnieni.

Zresztą nie jestem odosobniona w tej opini, polecam, zwłaszcza panom, świetny wpis na blogu Czas Gentlemanów “Punktualność ma znaczenie”.

I dlatego ja już na nikogo nie czekam. Bo postanowiłam szanować przede wszystkim siebie. Jeśli się umawiam i ktoś przekroczy kwadrans akademicki, to znikam z miejsca spotkania. Pacjentów, którzy nie pojawiają się na umówionej wizycie bez telefonicznego powiadomienia, skreślam z listy i nie umawiam ponownie. Na wakacje jeżdzę sama, więc odpada denerwowanie się, że nie zdążę na samolot. Z osobami, które w żaden sposób nie potrafią zarządzać swoim czasem umawiam się ewentualnie w domu, wtedy zawsze mogę, czekając, napisać jakiś post. Na przykład o potrzebie punktualności.

2 komentarze
  • Dżoł dżoł
    Posted at 16:48h, 02 stycznia Odpowiedz

    Z tym czekaniem to ciekawa sprawa. Pamiętam, że kiedyś w ogóle się nigdzie nie spóźniałam i wtedy tym bardziej nie tolerowałam ludzi spóźniających się. Jak sama sobie trochę odpuściłam, to przestało mi tak przeszkadzać, że ktoś się spóźni 5-10 minut. Można więc założyć, że ci mega-spóźnialscy również wybaczą nam obsuwy i nagłe zmiany planów. A tak się czasem zdarza. To tak jeśli chodzi o mini-plusy 😉 Chociaż i tak ludzie zawsze będę się dzielić na tych, którzy wolą być na dworcu wcześniej i na takich, którzy wolą biec za pociągiem. Jakim cudem ta druga grupa funkcjonuje w takim ciągłym pędo-stresie, to nie wiem. Może to jest w genach a może to jest właśnie większa odporność na stres?

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 19:36h, 02 stycznia Odpowiedz

      nagła obsuwa każdemu może się zdarzyć, mnie raczej chodzi o takich, którzy wiecznie każą wszystkim na siebie czekać

Dodaj komentarz