Dlaczego nie pragnę wnuków

Bardzo fajny artykuł napisała autorka „Bezdzietnika”, Edyta Broda, o zjawisku społecznym, które narasta, a nikt go nie zauważa. Czyli o coraz większej liczbie osób w dojrzałym wieku, które nie odnajdą się w zwyczajowo im przypisywanej roli społecznej babci czy dziadka, a to z tej przyczyny, że albo sami nie mają dzieci, albo ich dorosłe dzieci będą głuche na nawoływania i nie „dadzą” im wnuków.

W artykule jest kilka dobrych rad jak sobie z problemem „bezwnukowości” poradzić, ciekawym linkuję.

„Jak cieszyć się życiem bez wnuków – coraz więcej seniorów i seniorek nie ma wnuków. Nowy trend”. – Twój Styl (twojstyl.pl)

Ja sobie ostatnio uświadomiłam, że znowu jestem jakaś dziwna, bo przyjaciółka odpytująca moją córkę o życiowe plany rzuciła mi się współczuć, kiedy młoda zadeklarowała planowaną bezdzietność i osłupiała z lekka kiedy oświadczyłam, że te deklaracje mnie nie martwią, bo wcale nie tęsknię za wnukami i rolą babci.

Tak bardzo się utarło, że kobiety w moim wieku, czyli 50+ marzą już jedynie o wnukach, że moje poglądy budzą raczej niedowierzanie. Pewnie bym chciała, ale się nie przyznaję.

No więc nie. Serio. Nie marzę o wnukach. Nawet mi przez myśl nie przechodzą. Gdyby były, to by były, ale nie śnię o nich po nocach.

Marzę to ja o podróżach, romansach i domu w Hiszpanii. I o tym, że może w końcu nauczę się porządnie jakiegoś obcego języka. Najlepiej francuskiego, bo ładny.

Dostaję dreszczy kiedy koleżanki każą mi oglądać zdjęcia swoich skarbeńków. Zupełnie nie rozumiem czemu muszę udawać zachwyt dziesiątkami zdjęć obcych maluchów. To jeszcze nudniejsze niż oglądanie zdjęć z cudzych wakacji. Dzieci są dosyć pospolitym zjawiskiem i naprawdę małe kotki są dużo ładniejsze i bardziej fotogeniczne.

Spróbuję się wytłumaczyć z tego dziwactwa.

No więc po pierwsze. Najwyraźniej nie potrzebuję odrabiać rodzicielskich zaniedbań i dawać wnukom to, czego nie umiałam dać dzieciom. Gdyż dałam moim córkom wszystko co mogłam. Tyle miłości ile mogłam, tyle energii, wiedzy i dobrych chęci, ile tylko potrafiłam. Wcale nie twierdzę, że wystarczyło i nie dało się lepiej, ale to było wszystko co miałam. Nie wytrzymam ani jednej bajeczki czytanej po raz setny więcej. Ani jednego więcej pytania o wszystko co akurat przyjdzie do małej główki. Żadnego więcej katarku, wstawania w nocy, marudzenia przy owsiance. Wizyty w wesołym miasteczku, jasełek i laurek, którymi się trzeba zachwycać. I last but not least- nie będę musiała chodzić na dnie babci do przedszkola, gdzie musiałabym spotykać inne babcie.

Są ciekawsze rzeczy w życiu do roboty. Nie mam nic przeciwko dzieciom w ogólności, bylebym się nimi nie musiała zajmować, słuchać seplenienia, znosić wrzasków i udawać, że mnie interesują przedszkolne problemy.

Po drugie. Robienie sobie dzieci, a potem wymaganie od nich produkcji następnych pokoleń, bo nie mamy innego pomysłu na własną starość i przeraża nas ta wizja, wydaje mi się dosyć egoistyczne. Traktujemy własne dzieci dosyć przedmiotowo, jeśli motywacją do rodzicielstwa jest ta słynna „szklanka wody na starość”. A na wnuki bym tu nie liczyła, mnie moi dziadkowie obchodzili niespecjalnie, za duża przepaść czasowa. Z punktu widzenia ekonomii dużo prościej zbierać na tego kelnera od kieliszka wina niż inwestować w dzieci, bo dzieci mogą mieć inne pomysły na życie niż latanie ze szklanką, a jakiś kelner zawsze się znajdzie.

W ogóle wymuszanie na innych dorosłych ludziach żeby spełniali nasze zachcianki i używanie w tym celu emocjonalnego szantażu jest dosyć niesmaczne.

Po trzecie. Naprawdę powinniśmy sprowadzać nowe dzieci na ten świat, który spieprzyliśmy jak się tylko dało? Nie możemy im zapewnić nie tylko świetlanej przyszłości, ale być może żadnej. Ziemia jest dosyć przeludniona i jeśli koniecznie chcemy zajmować się małymi dziećmi, to jakieś się znajdą.

Ostatnio nawet sporo.

 

 

 

 

 

[social_share show_share_icon="yes"]
6 komentarzy
  • Amanda
    Posted at 11:00h, 05 marca Odpowiedz

    Mnie śmieszą argumenty, że niemyślenie o dzieciach to myślenie ,,tylko o sobie”. Tak, bo jak ktoś nie ma dzieci to na pewno nie ma problemów, bliskich, znajomych, rodziny, nie ma zwierząt, pracy… Śmiech na sali. A ci, co (bezmyślnie, bez zastanowienia) powołują dzieci to myślą, czy one nie będą zakrwawione uciekały przed wybrykami jakiegoś starego wariata? Polskie kobiety to w większości jak widać, rzadko która jest inna… Mądrych babć też jest mało, niestety 🙁 Takich z pasją, które potrafią dzieci czegoś nauczyć a nie tylko wtłaczać w spełnianie oczekiwań. Smutne to jest. Najłatwiej na fb psioczyć, że ktoś niedobry bo ,,dzieci nie ma i nie rozumie”. Polska mentalność, beton i tyle. Szkoda do takich osób kierować argumenty nawet. Teraz dzieciaki mają cudowne dzieciństwo…

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 11:47h, 05 marca Odpowiedz

      a myślenie o dzieciach w kategorii „szklanki wody” to nie jest czasem myślenie o sobie?

  • M
    Posted at 11:18h, 05 marca Odpowiedz

    Moim zdaniem, jedynymi egoistami na świecie są właśnie ludzie narzucający innym swoją opinię. Ci wszyscy dzietni (bo bezdzietni robią to dużo rzadziej, dlatego tak piszę, raczej muszą się wszędzie tłumaczyć jakby kogoś zabili), którzy mówią, że ktoś jest egoistą bo nie chce dzieci, to bardzo płytcy ludzie. Z bardzo ograniczonym spojrzeniem na świat. Ja takich ludzi nie traktuję poważnie w dyskusji. Jest wielu fajnych ludzi (dzietnych i nie), którzy robią fajne rzeczy i szanują każdą (niekrzywdzącą, normalną) decyzję drugiego człowieka. Niestety, Polacy mają z tym często problem (z bez/dzietnością to głównie kobiety, od normalnego mężczyzny nigdy nie słyszałam krytyki, najwyżej ktoś ma inne zdanie, doświadczenia ale szanuje) i to nie tylko w kwestii dzietności, czy bez-. Po prostu taki program ,,ja wiem lepiej a Ty jesteś głupi/a, egoistyczny/a, nie znasz się”. Taka próba połechtania własnego ego chyba, bo co innego? Szczęśliwi ludzie, nawet jak sami robią inaczej, nie wtrącają się do innych i niczego nie muszą ,,udowadniać”. Bo nie ma czego, są szczęśliwi, robią, co mogą/chcą/lubią/trzeba. Ludzie dalej nie ogarnęli chyba, że są inne problemy, tuż za rogiem niż patrzenie komuś w gacie i jeszcze nie ,,odślepli”…

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 11:48h, 05 marca Odpowiedz

      ja się męczę to i ty musisz 😉

  • Ewela
    Posted at 15:39h, 05 marca Odpowiedz

    Podobał mi się kawałek o romansach. To jest krzywdzący mit, że kobiety w pewnym wieku już interesuje tylko ciąża, a jak się odchowa dzieci to już tylko się czeka na wnuki. Jest wciąż wiele pragnień i pożądanie życia się wcale nie wypala, czasami trzeba tylko okazji.

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 16:26h, 05 marca Odpowiedz

      no też tego nie rozumiem, przecież po odchowaniu dzieci zaczyna się najlepsza zabawa 🙂

Leave a Reply

%d bloggers like this: