Droga do piekła wybrukowana jest empatią

To nie moje zdanie, przysięgam, przeczytałam to w koreańskiej książce o nunchi, czyli koreańskim sekrecie życia społecznego. Choć pewnie mogłoby być moje, bo nawet moje dzieci twierdzą, że jestem mało empatyczna, więc coś musi być na rzeczy.

Dobra, biorę to na klatę. Pewnie faktycznie jestem. Dlatego tak dobrze zgrywam się z moim zawodem, bo słabo by to wyglądało gdybym zamiast robić co trzeba, rozczulała się i współczuła. Czasem po prostu muszę zadać ból żeby uzdrowić. Taka praca. Zwrotem “taka praca” odpowiada mój jeden kolega na pretensje małżonki, kiedy wraca podchmielony ze służbowego spotkania, a jest dziennikarzem ekonomicznym. A moja jest taka, że czasem boli, bo musi. Lekarz jest od leczenia, a od współczucia to już bardziej pielęgniarka.

Wracając do tematu empatii. Utarło się uważać, że empatia to zaleta porównywalna właściwie jedynie z umiejętnością chodzenia po wodzie. Zdolność emocjonalna do odczuwania stanów psychicznych innych osób, czyli stopień rozwoju naszych neuronów lustrzanych stała się synonimem bycia człowiekiem dobrym, współczującym i pomocnym.

I żeby nie było. Ogólnie empatia jest dobrą cechą, ale czy my jej jednak troszeczkę nie przeceniamy?

Czy z bycia osobą empatyczną, czyli współczującą automatycznie wynika, że jesteśmy też osobą, na której można polegać, czy zwrócić się do niej o ratunek w trudnej sytuacji?

No i tu mam jakby rozbieżne doświadczenie, zwłaszcza co do tego ostatniego. A wynika ono z rodzinnej obserwacji. Otóż jedna z moich babć była niewątpliwie obdarzona sporą empatią i nikt tak jak ona nie potrafił wczuć się i współczuć. Naprawdę przeżywała każdy przedstawiony jej problem i wczuwała się w opowiedzianą historię. Płakała i lamentowała nad każdym nieszczęściem. Tyle, że wszystko kończyło się na komunikacie, że trzeba by “coś” zrobić w danej sprawie. I koniec. Dalej nic. Takie “weźmiemy się i zrobicie”.

Druga z babć była oceniająca, krytyczna i ogólnie postrach rodziny. Zero empatii. Ale kiedy uważała, że należy “coś” zrobić, to po prostu to robiła. Mogłaś w trudnej sytuacji zebrać ochrzan, być doprowadzona do łez i mieć wyznaczoną karę, ale pożar zostawał ugaszony, sprawa była załatwiona, a ty bezpieczna.

Zostawiam wam wybór, co wolałybyście, kiedy toniecie. Płaczącą na brzegu empatyczną osobę, która tak ci współczuje, że aż opada z sił, czy kogoś kto rzuci koło ratunkowe? Albo sam wskoczy i wyciągnie cię za łeb z głębin.

Drugie co mam do zarzucenia empatii to pułapka, jaką może się stać dla samych empatycznych. Na przykład nie polecałabym osobie pozostającej w związku przemocowym nadmiernego wczuwania się w stany emocjonalne oprawcy i prób zrozumienia jakież to traumy uczyniły go tym, kim się stał. A kobiety bardzo często to robią. Tłumaczą swoich katów na setki sposobów. A bo miał trudne dzieciństwo, a bo do szkoły pod górkę i pod wiatr, a bo jego tata go bił, to i on bije.

Pewnie to wszystko prawda, ale wyłącz swoje neurony lustrzane i wiej, bo możesz nadmiar empatii przypłacić życiem.

I bardzo mi się podoba anegdota o sędzim, który wprawdzie bardzo współczuł złodziejowi trudnego dzieciństwa, ale jednak przysolił mu za kradzież stosowną karę.

Tak więc, chociaż empatia uważana jest za bezdyskusyjną zaletę, to jednak byłabym ostrożna. Neuronów lustrzanych należy używać równie rozważnie jak całej reszty.

Ale używać, rzecz jasna.

 

4 komentarze
  • Avatar
    Irena
    Posted at 11:24h, 16 marca Odpowiedz

    przeczytałam kiedyś określenie “egoista dobrotliwy” – czyli wysłucha ale nie pomoże

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 11:33h, 16 marca Odpowiedz

      o, świetne, dokładnie tak

  • Avatar
    M
    Posted at 22:22h, 17 marca Odpowiedz

    Ja uważam, że to wszystko faktycznie uproszczenie i zależy od wielu czynników. Jeśli mówimy o czynnikach ,,wewnętrznych” to są to cechy danego człowieka. Są ludzie, co się wczują bardzo głęboko i pomogą (kiedy jest potrzeba). Są ludzie, co się nie wczują wcale i też pomogą, bo uważają, że trzeba coś zrobić. I jest jeszcze trzeci rodzaj ludzi. Wredne gnidy albo inaczej-skrajni egoiści, co nigdy nic nie zrobią. Jeśli ktoś naprawdę jest wrażliwy, NAPRAWDĘ go/ ją coś obchodzi, to postara się pomóc czy coś zrobić. Inni po prostu dobrze udają. Myślę, że empatia oznacza umiejętność wczucia się. Wczucia, ale niekoniecznie np. pochwalenia takiego czy innego wyboru/czynu. Mnie inni uważają za osobę empatyczną a dla mnie skrajną głupotą i nie wiem czym jeszcze jest np. tłumaczenie, że ktoś gwałci dziecko bo miał trudne dzieciństwo. To niech idzie na jakąś terapię zanim zacznie to robić jak mu trudno. A za takie zbrodnie należy się kara.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 06:17h, 18 marca Odpowiedz

      nie mam nic przeciwko empatii, po prostu sama empatia to za mało

Leave a Reply

%d bloggers like this: