Ech mała, zaszalej

Do naszego bielskiego Domu Kultury zajechały ponownie wędrowne aktorki z “Klimakterium”, tym razem była część druga, czyli “Menopauzy szał”. Ubawiłam się, choć druga część, moim zdaniem, nie dorównała pierwszej, zwłaszcza, że odpadł element zaskoczenia. Najlepsze były piosenki, szczególnie “Ech mała” Maryli Rodowicz, która zwięźle opisuje to, co ja rozważam w niezliczonych felietonach. W końcu poezja to mistrzostwo skrótu. Pomijając wieszczów.

O czym dziewczyny śpiewają? Ano o tym, że kobiety niewiele się bawią. Wychowywane do niezliczonych obowiązków i powinności, bez przerwy pouczane i oceniane. Nadodpowiedzialne i nadpracowite. Pilnowane najpierw przez tatusia i mamusię, którzy zamiast nauczyć antykoncepcji, straszą wczesną ciążą i moralnym upadkiem. Potem, szczęśliwie lub mniej, upchnięte we wczesne małżeństwo i dzieciątka, rzadko wyrywają wolne chwile na kąpiel i to bez świec. Z trudem uzyskują od męża przepustki na spotkania z koleżankami, o kolegach w ogóle nie ma mowy, co by sąsiadki powiedziały. A nawet jak męża porwie zawierucha, albo powali zawał, to do pilnowania zabierają się dorosłe dzieci. Ja wiem, że nie dotyczy to wszystkich, ale chyba dosyć sporej części, sądząc po reakcjach widowni. I kiedy przychodzi tytułowa menopauza najbardziej boli je świadomość, że tak niewiele miały z tego życia dla siebie, a tu już za chwilę będzie po balu.

To zastanawiające, że w kraju, w którym to kobiety często zostawały, bez swojej woli i ochoty, tylko z powodu powstań i wojen, głowami rodzin i menadżerkami rodzinnych majątków, wciąż traktuje się je trochę jak dzieci, a trochę jak niewolnice. Pytają o pozwolenie na samodzielny wyjazd i ukrywają metki rzeczy kupionych za własnoręcznie zarobione pieniądze. Potulnie znoszą ustawy godzące w ich prawo do własnego ciała i pokornie zamiatają kościelne kruchty. Same sobie to robią i jeszcze pilnują, żeby się która nie wychyliła. Ja wiem, że Czarne Marsze były na tyle duże, że wystraszyły rządzących. Ale co znaczy 100 czy 200 tysięcy, kiedy jest nas jakieś 38 milionów, a więcej niż połowa to kobiety.

W telewizji za to powtórka filmu o Michalinie Wisłockiej i jej ciernistej drodze do wydania “Sztuki kochania”, biblii małżeńskiej w czasach późnego PRL-u. I znowu to samo. Droga była ciernista, bo do tamtej pory w “tych sprawach” wypowiadali się wyłącznie mężczyźni. Autorytety. A głos kobiet i ich przyjemność nikogo nie interesowały. Dopiero ona uświadomiła polskim kobietom, że też mają prawo do przyjemności w łóżku.

To w sumie wciąż jedno i to samo. Mamy prawo do przyjemności w łóżku i poza nim. Do cieszenia się życiem i czerpania z niego garściami. Do sięgania po to, na co mamy ochotę bez poczucia winy i wstydu.

I bez pytania nikogo o zdanie.

 

5 komentarzy
  • Avatar
    M
    Posted at 13:56h, 12 marca Odpowiedz

    Mnie zawsze zastanawia dlaczego wielu ludziom tak trudno zrozumieć takie normalne i podstawowe rzeczy o jakich piszą Wiedźmy…

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 20:14h, 12 marca Odpowiedz

      Bo wielu ludziom jest wygodnie tak jak jest..

  • Avatar
    Amanda
    Posted at 15:29h, 12 marca Odpowiedz

    Mi się przypomniała moja koleżanka (następna, która studiuje) co się nam (koleżankom z poza uczelni) tłumaczyła, że jej chłopak ją chyba zabije bo zapisała się do jakiegoś, zdaje mi się, koła tanecznego. A jej chłopak chyba też gdzieś śpiewa czy tańczy. I się z tego tłumaczyła. Jezus. Mentalność sto lat za Murzynami a tak w ogóle to Murzynom chyba by to do głowy nie przyszło. Chce to tańczy/śpiewa.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 20:15h, 12 marca Odpowiedz

      Widocznie tak ją mamusia nauczyła 😉

      • Avatar
        M
        Posted at 14:32h, 13 marca Odpowiedz

        Albo otoczenie. Czasem nawet silna ,,baza” z domu się rozmywa jak ktoś jest podatny:(

Dodaj komentarz