Hogwart Gowina

Minister Gowin chyba zostanie moim ulubionym bohaterem felietonowym. Najpierw nie mógł związać końca z końcem i kaczki mu chleb rzucały, jak spacerował nad Wisłą, teraz udało mu się wywołać bunt żaków, więc pewnie znowu nie będzie wychodził z telewizji i zaraz palnie coś równie głupiego. Poczytałam o co chodzi w ustawie i wszystko rozumiem, poza pretensjami o wydzielenie teologii z nauk humanistycznych, co ponoć obiecał Kościołowi. Tu jestem całym sercem za. Wydzieleniem teologii z nauk jakichkolwiek. Katedry Teologii proponuję połączyć z Katedrą Wróżb i Czarnoksięstwa, ewentualnie z Katedrą Eliksirów profesora Snape’a. Chociaż nie, eliksiry jednak może z Katedrą Homeopatii.

Naprawdę udało nam się zbiorowo przegapić teorię ewolucji i wypływające z niej wnioski? Nadal będziemy się zajmować naukowo krojem skrzydeł wróżki, długością rogu jednorożca i tym, czy krasnoludki sikają do mleka? Żeby nie było. Niech sobie religia istnieje, skoro większość ludzi jej potrzebuje i bez coniedzielnego kazania jak mają żyć, zapomnieliby, że kraść jest nieładnie. Ale przestańmy ją mieszać z nauką. Nauka tworzy teorie naukowe, szuka dowodów je potwierdzających, dosyć często obala własne twierdzenia, żeby zastąpić je nowymi. Mierzy, waży, liczy i wyciąga logiczne wnioski z przesłanek. Religii to wszystko nie dotyczy. Jest święta księga i tam jest wszystko, co wierni powinni wiedzieć o świecie. Księga, w której najnowsze zapiski mają dwa tysiące lat. I to ma być autorytet w czasach, kiedy nikt już nie potrafi ogarnąć codziennej porcji nowych danych. Ale w Biblii jest podobno wszystko. Według niektórych to najmądrzejsza księga na świecie. Chyba dla tych, którzy nigdy nie próbowali jej czytać. Ja czytałam. O religii wiem więcej niż większość wierzących, których znam. Nikogo to nie zastanawia, że większość katolikow nie ma pojęcia co naprawdę jest napisane w Biblii?

Nie mam nic przeciwko ludziom religijnym, dopóki nie próbują mi urządzać życia zgodnie ze swoją doktryną. Kościół w Polsce jest tu szczególnie namolny i tylko z tego powodu co i rusz muszę się ścinać ze znajomymi, którzy deklarują się jako katolicy. I spala ich na przykład gorliwość w obronie świętości zarodków, zupełnie jak ministra Gowina zresztą. Który strasznie walczył o zamrażanie wszystkich zapłodnionych komórek po wieki wieków, jakby wiszenie w ciekłym azocie mogło konkurować z wiecznym szczęściem w raju. A przecież tam powinny trafić te niewinne duszyczki pomordowanych embrionów? Albo wykluczają dopuszczalność eutanazji w jakimkolwiek przypadku, nawet jeśli życie jest tylko pasmem cierpienia i trwa jedynie dzięki sztucznym urządzeniom. Czyli znowu zagradzają biednemu człowiekowi drogę do wiecznej szczęśliwości. Gdzie tu sens, gdzie logika?

I gdzie peron 9 i 3/4?

 

No Comments

Dodaj komentarz