Insta miłość dla femcelki

Badając temat życia inceli, czyli mężczyzn żyjących w celibacie nie z własnej woli, natknęłam się na ich żeński odpowiednik czyli FEMCELKĘ.

O cóż chodzi? O kobiety, które nie uprawiają seksu chociaż by chciały. Podobno obie grupy, zamiast się dogadać i umówić na randkę, uważają, że za ich sytuację odpowiedzialne są inne kobiety.

Te ładne. Które nie chcą umawiać się z incelami i zabierają potencjalnych partnerów femcelkom.

Trochę się to wszystko wydaje nielogiczne, ale nie chodzi tu o logikę, tylko szukanie winnych swojej sytuacji życiowej. I obsadzenie siebie w roli ofiary.

W ogóle obsadzanie siebie w roli ofiary ma wiele zwolenników i wiele zwolenniczek. To szalenie wygodne raz na zawsze ustalić, że winne są geny, wychowanie, pochodzenie lub brak kasy i następnie zająć się już wyłącznie posiadaniem pretensji do świata, że oto nas skrzywdził, zaniedbał i nie tak się umawialiśmy.

Chorobliwa ta fiksacja potrafi, niestety, prowadzić do zbrodni, więc niby to śmieszne, ale bywa straszne.

No fakt, życie nie jest sprawiedliwie. Nie każdy się rodzi ładny, albo chociaż obdarzony talentem jak Ed Sheeran. Który sam żartuje, że jak Bóg go zobaczył, to dał mu gitarę żeby miał jakieś szanse z laskami.

Gołym okiem widać, że nie w wyglądzie tkwi problem, tylko w wadliwej samoocenie. Najczęściej dziwacznym pomieszaniu kompleksu niższości z kompleksem wyższości, czyli uważam, że jestem brzydki, ale wymagania mam w Kosmos. Nie mogę na siebie patrzeć w lustrze, ale czemu Angelina nie dzwoni? Wredne pudło.

Pretensje femcelek do innych kobiet są mi szczególnie bliskie i znane, bo miałam kiedyś w klasie jedną Ewę, w której kochali się wszyscy koledzy i ten, którego sobie upatrzyłam, też. Okropnie frustrujące. Tyle, że najwyraźniej więcej we mnie badaczki niż femcelki, bo zaczęłam bacznie obserwować na czym polega ta magia i skąd ten sukces. Po latach badań, lektur i ćwiczeń w terenie, w końcu też się nauczyłam. No trudno, jedne mają to wrodzone, inne muszą się pracowicie edukować. Zwłaszcza jak się naczytały głupot w młodości.

Końcem końców, udało się. I teraz fiordy jedzą mi z ręki.

Jedno wiem na pewno. Uroda wiele ułatwia, ale nie jest ŻADNYM gwarantem sukcesu. A czasami wręcz przeciwnie.

Na przestrzeni wielu lat zaobserwowałam, że to nie te najładniejsze koleżanki odnosiły na polu damsko-męskich rozgrywek największe sukcesy i były najbardziej oblegane przez sympatycznych kolegów. Zresztą wystarczy przeczytać pierwsze strony „Przeminęło z wiatrem” żeby mniej więcej załapać o co chodzi.

To co najbardziej ułatwi nam życie to REALNE spojrzenie na siebie i bliźnich. Bez zbędnego katowania siebie i innych nadmiernymi oczekiwaniami. Za to z życzliwością.

A co do samego seksu. Czy myśmy wszyscy ostatnio trochę nie zwariowali? Te kolejne etykietki sprawiają, że właściwie to zaczynamy się definiować wyłącznie przez to z kim sypiamy, czy z kimś sypiamy, ile razy sypiamy, albo czy w ogóle mamy na to ochotę.

Gdybyśmy tyle uwagi poświęcali swoim mózgom co genitaliom, to chyba właśnie kolonizowalibyśmy Marsa. Albo rozwiązali problem głodu na świecie.

 

 

 

 

 

1 Comment
  • M
    Posted at 12:39h, 16 listopada Odpowiedz

    ,,Gdybyśmy tyle uwagi poświęcali swoim mózgom co genitaliom, to chyba właśnie kolonizowalibyśmy Marsa. Albo rozwiązali problem głodu na świecie.” Amen. Choć obecna popkultura tego nie ułatwia, walki z tym badziewiem…

Leave a Reply

%d bloggers like this: