Ja jestem taki inny

Każdy, powtarzam KAŻDY, znany mi mężczyzna żyje w szklanej bańce przekonania, że jest zupełnie unikatowym egzemplarzem rodzaju ludzkiego. Jest absolutnie inny niż wszyscy. Zaplątał się do naszej rzeczywistości z odległej asteroidy jak Mały Książę, przybył statkiem kosmicznym jak obcy 8 pasażer, ewentualnie został zesłany z nieba z jakimś boskim posłannictwem. Zauważyłaś pewnie, że rozmaici prorocy i mesjasze występowali głównie w rodzaju męskim? Jedna Kasandra wiosny nie czyni. Nawiasem, akurat jej przepowiednie, w odróżnieniu od wielu innych, spełniły się co do joty. Co, jak wiemy, nie przysporzyło jej popularności. Za to mamy w historii całą plejadę mężczyzn, którzy przekonanie o własnej wyjątkowości potrafili szerzyć z takim zapałem, że pociągali za sobą tłumy. 

 Natężenie tej cechy jest osobniczo zmienne, natomiast występuje ona u każdego egzemplarza gatunku.  Również samouwielbienie, narcyzm i absolutnie  bezkrytyczny zachwyt nad własną urodą to bardzo charakterystyczne elementy wspólne dla męskiej populacji.
Najbardziej brzuchaty misio, którego spożywcza ciąża sugeruje rychłe rozwiązanie i narodziny co najmniej bliźniaków, bez żenady startuje z amorami do atrakcyjnej koleżanki i uważa, że jego żona mogłaby wreszcie coś ze sobą zrobić, bo przytyła 2 kilo.
Częściowo ma to związek z genami, częściowo z wychowaniem. Po prostu osobniki pewne siebie i swoich zalet miały większą śmiałość do samic niż skromniejsi koledzy i ich geny odniosły zwycięstwo w ewolucyjnej rywalizacji.

Z kobietami jest inaczej, bo każda samica miała podobne szanse na zapłodnienie, więc pod tym kątem geny nam się nie wyselekcjonowały.
Do tego dochodzi kwestia wychowania, czyli te wszystkie mamusie przekonane, że oto powiły ósmy cud świata, swojego syneczka, na którego żadna nie zasługuje.
Synek karmiony przez lata bałwochwalczymi zachwytami swojej rodzicielki, przesiąka jej zdaniem na swój temat jak papierowy ręcznik rozlanym mlekiem. Ostatnio sytuacja jeszcze się pogarsza, bo rosną rzesze jedynaków, królewiczów, przekonanych, że reszta świata będzie ich, po dorośnięciu, nadal traktowała jak ukochana mamusia. Nawet profesor Zimbardo chyba już stracił cierpliwość i załamuje ręce nad stanem młodych, męskich umysłów w swojej książce “Gdzie ci mężczyźni?”. Kiedyś przynajmniej facet, nawet jak był przekonany, że jest najlepszy, to musiał tego dowieść na polowaniu, lub w walce. Teraz nic nie musi, jak mu się feedback nie zgadza, to ucieka w świat wirtualny, gdzie może być królem na życzenie.

CO MOŻEMY ZROBIĆ?

Nie ma sensu walczyć ze zjawiskiem i tłumaczyć kolejnemu narzeczonemu, że poprzedni narzeczony był bardzo podobny i też nas doprowadzał do szewskiej pasji porozrzucanymi skarpetkami i zanudzał opowieściami z obozu harcerskiego. I że jego inność to wytwór rozbujałej wyobraźni i niczym szczególnym się na tle reszty nie wyróżnia. W końcu my też czasem lubimy usłyszeć, że jesteśmy wyjątkowe i wspaniałe.
Narzekanie na męski samozachwyt przypomina sarkanie na deszcz, że pada, albo na wiatr , że wieje. Można, tylko po co?

Wygodniej jest deszczem podlewać ogródek, a wiatr lepiej łapać w żagle.
Wybijając go z przekonania o własnej wyjątkowości zyskasz osobnika zgorzkniałego, przekonanego, że go nie doceniasz i gotowego utonąć w pierwszej napotkanej parze kobiecych oczu wpatrzonej w niego z zachwytem prawdziwym, lub chociaż udawanym.
A przecież nie o to ci chodzi, tylko o to, żeby tobie było dobrze.
Wymiana osobnika nic nie da, zmieni się tylko opakowanie, zawartość pozostanie ta sama.
W dżudo obowiązuje taka zasada, że wykorzystujemy energię przeciwnika dla swoich korzyści, czyli jak on idzie do przodu, to my nie idziemy na zwarcie, tylko robimy krok do tyłu, pociągamy go za sobą i wtedy on traci równowagę, a podcięcie go i rzut na matę stają się dziecinnie proste.Jeśli nie trenowałaś sportów walki, to sobie przypomnij ze szkoły działania na wektorach.
Tu jest tak samo.

Zobacz kochanie, jesteś taki wyjątkowy, żaden z twoich kolegów nie ma pojęcia o prawdziwym smażeniu, a ty robisz najlepsze steki na świecie. I masz rozwiązany problem niedzielnych obiadów na wieki, albo chociaż do końca sezonu grillowego. 
Albo. Jesteś inny niż wszyscy, nikt mnie jeszcze tak nie kochał, jesteś po prostu najlepszy.
W dodatku długo powtarzane kłamstwo zwykle staje się prawdą, więc jest spora szansa, że bez zbytniej fatygi i awantur wymodelujemy sobie zadowolonego z życia osobnika, gotowego przychylić nam nieba.

 

No Comments

Dodaj komentarz