Ja nie jestem na pilota

Podobno nasze mózgi nie do końca przestawiły się z trybu życia na sawannie na tryb wielkomiejski, bo ewolucja to jednak proces niezwykle powolny w porównaniu do rewolucji agrarnej, przemysłowej i w końcu informatycznej.

Ma to szereg mniej lub bardziej zabawnych następstw, między innymi takie, że gapimy się na telenowele, bo naszemu mózgowi wytchnienie daje obecność przedstawicieli tej samej rasy nie przejawiających wrogich zamiarów. A nie bardzo odróżnia fikcję od rzeczywistości. Nie nadążył.

Bohaterowie “Na wspólnej” raczej nie zastrzelą nas z łuku i na przykład moja mama twierdzi, że serial to całkiem jak wizyta u sąsiadów, tylko bardziej bezpiecznie, bo można wyjść kiedy się chce.

Co do sympatycznych kolegów to miewam wrażenie odwrotne, to znaczy, że poszli tu o krok dalej w myleniu fikcji z rzeczywistością. I na przykład wydaje im się, że świat rzeczywisty jest sterowany na pilota, a oni mają go w ręku. I tylko od nich zależy, czy program poleci dalej, czy dać “stop”, albo wznowić nagranie. On patrzy- świat istnieje, on zasypia, albo wychodzi- wszystko na stand by.

I czeka.

Jak w tych filmach z superbohaterami, którzy potrafią zawieszać Matrix, a sami coś tam sobie robią w międzyczasie.

I potem ruch ręki- a świat znowu się włącza.

Takie na przykład gorzkie żale kolegów, którzy wprawdzie byli zakochani w jakiejś ślicznej koleżance, ale “niegotowi” na związek. A potem rozpacz, że ona znalazła innego gotowego i pocieszanie się, że “to nie było to”. Bo jakby było, to by poczekała. No cóż mam powiedzieć, drodzy moi? Kiedy życie podsuwa okazje, to trzeba korzystać, a nie hamletyzować, a potem pisać smutne wiersze.

Ja to miałam szczęście do takich co wyruszali w rejsy, albo na wyprawy motocyklowe do Chin, a po powrocie byli strasznie zdziwieni, że z ich ulubionego kubeczka w groszki pije kawę już całkiem inny kolega. Jak to mawia jedna z moich Wiedźm- ja nie jestem żółw z Galapagos co żyje 400 lat, mnie się spieszy. Hasta la vista, bejbe.

W czasach bardziej współczesnych pasjami uwielbiam anonse moich kolegów, że oni właśnie, teraz, zaraz są w pobliżu i co ja na to. No ja na to nic, bo albo pracuję, albo mam różne zaplanowane zajęcia i napięty grafik. Chętnie się spotkam, ale uprzedzić trzeba mnie przynajmniej kilka dni wcześniej. Nie stoję na stand bay-u czekając aż któryś kolega wciśnie “play”. No i znowu zawód. Jak to, to on w drodze do swoich arcyważnych spraw postanowił wypić ze mną kawę a ja jestem ZAJĘTA??!! Foch.

Mnie się już nawet nie chce tłumaczyć, że to może być wizyta u fryzjera, kosmetyczki, albo joga. Zawsze mówię, że PRACA, bo to język bardziej zrozumiały dla obywateli planety Mars. I snickers.

Generalnie szalenie mnie bawi to męskie przekonanie, że świat powstał dla nich i teraz dla nich oraz wokół nich się kręci. Ja wiem, że to ma korzenie w Biblii, ale mamy 21 wiek i nie powinniśmy już wierzyć w starożytne bajki. A znając choćby bardzo pobieżnie budowę Wszechświata to raczej trudno uwierzyć, że ten cały cyrk to dla Jasia Kowalskiego, wielbiciela marki Okocim i Marioli o kocim spojrzeniu.

Co z tego dla nas, drogie Wiedźmy?

Apeluję do matek synów. Drogie moje, spróbujcie nie orbitować z takim oddaniem wokół swoich synków, bo im to strasznie miesza w głowie. Ja to jeszcze mam cierpliwość moim kolegom tłumaczyć w czym rzecz, bo naprawdę bardzo ich lubię.

A te młode to ni huhu.

 

 

1 Comment
  • Amanda
    Posted at 12:16h, 01 lipca Odpowiedz

    Tak, ,,matki”, nie 100% ale dużo, potrafią być naprawdę głupie. Dają się wykorzystywać, często córkom też. Polskie macierzyństwo jest do kitu, weźmy taką Szwecję albo Rosję. Tam aż tak nie ma. Takie ,,przywiązanie”, że macierzyństwo to służba dzieciom to tylko jeszcze u fundamentalnych muzułmanów, w Chinach, Korei i Japonii (nie wszędzie, ale tam, gdzie są ulegli i dają sobą sterować) i w Afryce (bez obrazy dla Czarnoskórych, po prostu w plemionach tak jest). No ale w plemionach ojcostwo też ma taką ,,rangę”, jak nie spłodzi dzieci to du… a nie facet. A w krajach ,,cywilizowanych” taki rozjazd. Kobiety, nawet młode i ,,z karierą” też dają się wykorzystywać. I mnie to boli. Skoro są ciągłe kłótnie w relacji to po co na siłę ją trzymać? Coś tu chyba nie gra…

Leave a Reply

%d bloggers like this: