Kocham Cię, RuPaul

Za oknem maj, a ja ronię łzy, kiedy w kolejnym sezonie RuPaul’s Drag Race zawodniczki (zawodnicy?) nie kryją wzruszenia przemawiając do swoich zdjęć z dzieciństwa tuż przed finałem. I sobie z przeszłości tłumaczą, że chociaż przed nimi ciężkie chwile walki z nietolerancją, to wszystko dobrze się skończy i zostaną królowymi.

Niezorientowanym wyjaśniam, że RuPaul’s Drag Race to fantastyczny show, przypominający Top Model, tylko bohaterkami są drag queens, czyli mówiąc potocznie- faceci przebierający się za kobiety. I czyniący z tego zajęcia prawdziwą sztukę, którą, wierzcie mi, ogląda się z zapartym tchem. A główna postać, czyli słynny RuPaul jest jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie zdarzyło mi się widzieć na szklanym ekranie.

Program przy okazji pokazuje, że tzw. “kobiecość” to pojęcie umowne, rodzaj kreacji, którą można na siebie założyć, a potem zdjąć. To właśnie ten straszny GENDER, którym katechetki straszą dzieci w przedszkolu. Bardzo to koresponduje z moją wiedzą socjobiologiczną i uwielbieniem dla tego całego teatru zachowań godowych, który odgrywamy w życiu. Znam ten teatr, rozumiem go i potrafię zastosować, ale WIEM, że to teatr. Że pod szumnie rozkładanym przed moimi oczami pawim ogonem, bardzo często kryje się wrażliwy i tęskniący za czułością mężczyzna, który wprawdzie gra niezłomnego macho, ale potrafi wzruszyć się poezją tak samo jak ja. A ja przestaję kusząco trzepotać rzęsami kiedy trzeba podejmować trudne, zawodowe decyzje. I bywam bardzo “męska” w kryzysowych sytuacjach.

Bo w środku, tak naprawdę, wszyscy jesteśmy podobni. I kiedy zdejmiemy maski zakładane nam przez szeroką rozumianą kulturę, religię, czy nacjonalistyczne przesądy, to jesteśmy po prostu ludźmi. Trochę przestraszonymi, trochę zagubionymi, rozpaczliwie potrzebującymi akceptacji.

Robisz wielką rzecz, mama Ru.

 

Tags:
2 komentarze
  • Ken.G
    Posted at 00:32h, 17 maja Odpowiedz

    Złapałam się na wątpliwościach, czy raczej momentach zawahania. Nie wiem jak miałabym się zwracać do takiej osoby, szczególnie w jej “scenicznej” postaci. Czy nie poczułaby się urażona, gdybym zapytała, jak powinnam się do niej zwracać (on? ona?)? Bo gdybym nie zapytała, mogłabym palnąć gafę.

    Złapałam się też na smutnej refleksji, że bardzo mało wiem i znam się na makijażu, jak tak patrzę. Jeszcze dużo nauki przede mną, żebym mogła choć w ułamku tak umieć podkreślać atuty wyglądu.

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 07:43h, 17 maja Odpowiedz

      Najlepiej tak jak one same się do siebie zwracają, czyli “girl”, albo “bitch” 🙂 . Naprawdę są zjawiskowe w swojej scenicznej postaci, to prawdziwa sztuka, bez dwóch zdań. Mnie jest smutno, że my tu żyjemy w jakimś prostackim zaścianku, gdzie takie osoby mogłyby co najwyżej zebrać łomot od matołków z Młodzieży Wszechgłupiej

Dodaj komentarz