Masochistki w domu

Och, jaki wdzięczny tekst znalazłam w Krytyce Politycznej, jacy sympatyczni koledzy są odkrywczy, palce lizać. Szkoda, że dopiero, kiedy to oni czują się dymani przez system.

A Tytuł Jego: „Masochiści w pracy. Dlaczego pozwalamy się wyzyskiwać i jesteśmy za to wdzięczni?” 

I w tym oto tekście autor nadziwić się nie może jaka to branża HR sprytna, że tak nas potrafi zagonić do pracy ponad siły i zmusić do branych ochoczo nadgodzin. Jaki ten system kapitalistyczny wredny. Fuj.

Po to, żeby wycisnąć z ciebie maksimum, istnieje cała branża o nazwie „zarządzanie zasobami ludzkimi” – Human Resources. Co kryje się za tą cool nazwą, zazwyczaj skracaną do dwóch liter „HR”? Nic innego niż metody, jak nakłonić kogoś, żeby w jak najkrótszym czasie spełniał wyznaczone mu z góry zadania – włącznie z tymi, których nie chce. Chodzi o to, żeby utrzymać cię pod kontrolą i wypielęgnować w tobie miłość do jak najbardziej intensywnego tempa pracy. W idealnym przypadku powinieneś stać się wdzięcznym psem, który oblizuje buty swojemu panu i jeszcze czerpie z tego odpowiednią przyjemność.”

Wszystko prawda. Nie wiem tylko jednego. Skąd to zdumienie?

Przecież są jak najlepsze wzorce. Kobiety do pracy ponad siły i prawie całodobowej są tresowane od setek lat. A nad tym żeby je do tego nakłonić pracuje cała branża religijna oraz szeroko rozumiana popkultura.

I dopiero artykuły takie jak ten w Woman’s Health o tym, że najzdrowsze i najszczęśliwsze w populacji są bezdzietne singielki stanowią jakąś wyrwę w obowiązującej narracji. Bo normalnie, to wiadomo, stare panny, mają tylko koty, życia sobie nie ułożyły, bla bla bla.

Przypomnijcie sobie zwyczajową scenę oświadczyn w każdej, ale to każdej komedii romantycznej. On wyciąga pierścionek zaręczynowy, a ona patrzy na niego z takim zachwytem i taką psią wdzięcznością, jakby ją ratował z pożaru.

Tymczasem dobrze wiemy, że właśnie ofiarowuje jej jakże cudowną i niepowtarzalną szansę obrabiania jego osoby i ewentualnej wspólnej progenitury przez następne kilkadziesiąt lat. Będzie miała, och, jakie to wspaniałe!, możliwość wstawania przed świtem i chodzenia spać po północy żeby nadążyć ze wszystkimi obowiązkami.

Pracę swoją będzie zobowiązana wykonywać z niesłabnącym entuzjazmem i niech tylko spróbuje głośno powiedzieć, że mit świętej rodziny jest mocno przereklamowany. A ona sama od wczasów rodzinnych wolałaby samotne sanatorium.

Jeszcze jeden cytacik:

„To ponownie przywodzi na myśl naszą teraźniejszość. Kapitalizm, w którym żyjemy, jest przepojony gadkami o cnotach, a w pierwszym rzędzie wymienia się zawsze etykę ciężkiej pracy. Jakie są rezultaty tego gadania dla ludzi? Żałosne. Podczas gdy niektórzy w tę cnotę wierzą, inni zarabiają na ich łatwowierności, depczą po ich poświeceniu i z przyjemnością patrzą, jak tamci dają się dymać.”

Podstawcie sobie tylko zamiast kapitalizm-wychowanie patriarchalne. I cnoty niewieście.

A kiedy kobieta już odpracuje swoje i pada na nos, to bywa, że zostanie potraktowana dokładnie tak jak korporacje traktują wyżętych ze wszystkich zasobów pracowników. Czyli zostanie kopnięta w dupę, bo na jej miejsce już czeka przebierająca nogami z niecierpliwością młodsza konkurencja.

Podobieństwa same mi się nasuwają. Ale, oczywiście, widzę też różnice.

Mianowicie korporacje wypłacają zwalnianym pracownikom odprawy.

3 komentarze
  • M
    Posted at 09:53h, 25 listopada Odpowiedz

    Po pierwsze trzeba by zmienić mentalność ,,pracownika/pracowniczki”. Jak ktoś nie da się zmanipulować to nawet ,,najlepszy” spec od HR nie da rady 🙂 I tego się wielu ,,obrońców cnót” i tych, co krytykują ,,millenialsów”, że ,,nie chcą robić” właśnie boi, że ktoś nie da się manipulować… Ludzie mówią, że niewolnictwo się skończyło a ja się czasem rozglądam i pytam ,,a kiedy i gdzie?”

  • Amanda
    Posted at 10:00h, 25 listopada Odpowiedz

    Czy tylko mnie zawsze mdli jak widzę te uśmiechnięte rodzinki w prawie każdej reklamie? I to nie dlatego, że ten obraz jest zły, powinien taki być, gdyby był prawdziwy to byłby świetny. Tylko dlatego, że wiem, że to nie prawda. Uśmiechnięta służąca, mhm. Ciekawe, czy chłopi albo czarnoskórzy też się szczerzyli.

  • lucysia
    Posted at 11:31h, 25 listopada Odpowiedz

    Jak ja żałuję, że nikt mnie tego nie nauczył przed ślubem. Inaczej wtedy wyglądałoby ustalanie granic, obowiązków i życie ogólnie.
    Mimo to nic straconego. Człowiek do końca zycia się uczy:)

Leave a Reply

%d bloggers like this: