Mieć siebie na własność

Jest taka piękna piosenka grupy “Czerwony tulipan”, która mogłaby zostać hymnem wielu polskich kobiet. Mam na myśli piosenkę “Jedyne co mam” i proszę sobie posłuchać, kto nie zna:

Bo w Polsce dziecko najpierw jest własnością rodziców i już tam polska prawica dopilnuje żeby tak zostało. Nawet jeśli ci rodzice są niewydolni wychowawczo, nieporadni życiowo, a nawet przemocowi. Klaps to przecież świetna metoda, a co dopiero takie lanie kablem od żelazka. Pokolenia sie tak wychowały i dobrze jest.

Potem chłopcy jakoś tam zazwyczaj wybijają się na niezależność, dziewczynkom jakoś trudniej. Najpierw się im tłumaczy, że powinny sobie “kogoś znaleźć”, żeby im przybił pieczątkę użytkowości jak jajeczku z chowu ściółkowemu, bo co to za panna bez kawalera. Nic to, że z doktoratem i własnym mieszkaniem. Chłopa nie ma, wybrakowana znaczy. Sama w sobie nie przedstawia najwyraźniej większej wartości. Jest jak zero w Lotto, przed którym musi stanąć jakaś cyfra.

Tego chłopa ma mieć, oczywiście, głównie po to, że z nim mieć dzieci. Już tam dziadkowie czekają i państwowy system ubezpieczeń. Nie masz dziewczyno, nic do gadania, i żeby ci to uświadomić najlepiej odbierzemy ci edukację seksualną, antykoncepcję i prawo wyboru.

Tym sposobem znakomita większość dziewczynek zanim się jeszcze dowie kim chcą zostać jak dorosną, przechodzi spod kurateli rodziców pod kuratelę męża. Włącza im się sprytnie wmontowany wcześniej programator “dobra żona i matka” i zapychają grzecznie na kilka etatów, bo mówić, że na dwa to spory eufemizm. Praca, dom, funkcje pielęgniarsko-opiekuńcze, edukacja domowa, mogę tak wymieniać. A że dziewczynki są ambitne i już w szkole nauczyły się walczyć o czerwone paski, to im często tak zostaje na ładnych parę lat.

Mój osobisty ojciec patrząc na moją córkę, a swoją wnuczkę, która dokonała własnych życiowych wyborów zamiast powielić schemat, gorzko wzdycha “Taki towar się marnuje”. TOWAR. I nawet nie rozumie co właściwie złego powiedział. No bo jak można być atrakcyjną kobietą i nie mieć męża tylko dziewczynę? Przecież by ją któryś na pewno zechciał. Niepojęte. I żadnych planów prokreacyjnych. Skandal i marnowanie potencjału genetycznego. Obraza boska.

Kobiety najczęściej nie mają własnego pokoju, o który postulowała już Virginia Woolf, uważając go za warunek konieczny jakiejkolwiek twórczości. Ostatecznie oczekuje się od nich twórczości kuchennej, a nie malowania obrazów. Bywa, że jest dodatkowy pokój w domu, ale jakoś zwykle zostaje “gabinetem pana domu”, choć zainteresowany ani w nim nie przyjmuje pacjentów, ani nie załatwia milionowych kontraktów. Ot, na kompie sobie pogra.

Nie mają też własnego czasu, bo nauczyły się, że wyjścia to z mężem, a wczasy z rodziną i nie innej możliwości. Pamiętam zjadliwe komentarze mojej babci dotyczące moich samotnych wyjazdów na latanie czy warsztaty.

I tym sposobem zjawiają się na warsztatach w Kazimierzu dojrzałe kobiety, które na pytanie “kim jesteś?” zawieszają się jak komputer przy kolejnej aktualizacji. No…jak to kim? Matka jestem..żoną..lekarką..-wymieniają kolejne życiowe role.

Nie rozumieją pytania.

A Wy?

 

1 Comment
  • Avatar
    M
    Posted at 17:59h, 21 lipca Odpowiedz

    Na szczęście ja doskonale rozumiem pytanie, i coraz więcej dziewczyn 😉 I doskonale znam odpowiedz 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: