Monoglota bez obciachu

Muszę zapytać mojego inteligentnego kolegi jak wymyśla takie zabawne określenia, przeczytałam to jako komentarz pod debilnym demotywatorem, że Polacy jeżdżą nad polskie morze mimo, że drogo, bo tu nie gwałcą zbiorowo muzułmanie. Na co on właśnie odpisał, że może to jednak dlatego, że można tu być monoglotą bez obciachu. Dodałabym, że bez obciachu można też być tu ksenofobem, wielbicielem disco polo oraz łysym brzuchaczem chamsko komentującym urodę przechodzących kobiet.

A jak się zrobi karierę w korpo, to można na Linkedinie, szukając asystentki, dopytywać kolegów, czy polecane kandydatki aby dobrze się bzykają. Jak pan Marcin z Panasonica. Albo robić niewybredne żarty przy poprawkach krawieckich spodni jak klient koleżanki. Ale tak w ogóle to Polacy są rycerscy, obśliniają panie po łapkach i komplementują prezencję koleżanek nawet w sejmie. No chyba, że prezencja nie taka jakby panowie sobie życzyli, to wtedy usłyszy, że “kaszalot”, albo “pasztet”.

Gwałty zbiorowe zostawiamy młodzieży na wiejskich dyskotekach, wiadomo, muszą się chłopaki wyszumieć, a lafiryndy same sobie winne jak nie pilnują drinka zgodnie z zaleceniem Sanepidu  (“Mądra dziewczynka pilnuje drinka”).

Manii jeżdżenia nad polskie morze nie rozumiem, bo zimne i brudne, chociaż plaże przepiękne. Pewnie, że poliglotom w świecie łatwiej, ale nie przesadzajmy, spokojnie można się dogadać wszędzie po polsku, bo zawsze jakiś rodak się znajdzie. Pamiętam jak w małej lodziarni we Włoszech nie mogłyśmy się zdecydować co zamówić i pani zza lady zniecierpliwiona zapytała w końcu po polsku, czy ma być w wafelku czy w kubeczku? W zasadzie łatwiej po polsku za granicą, bo na krakowskim rynku w knajpach trzeba zamawiać po rosyjsku lub angielsku.

Także monoglotą w szerokim świecie można być . Chamem tylko u siebie.

 

Tags:
,
No Comments

Dodaj komentarz