Narodziny gwiazdy

Pod ostatnim postem, w komentarzu, pewna miła czytelniczka zauważyła, że kobiety oceniają inne kobiety nie tylko za wychowanie dzieci, porządek w domu i koszule męża, ale także za wygląd. I co można z tym zrobić. Ten temat mam akurat przerobiony od dosyć dawna, więc chętnie podzielę się doświadczeniem.

Otóż jeszcze w zamierzchłych czasach szkoły średniej miałam przyjaciółkę. Na potrzeby felietonu nazwijmy ją sobie Ewą. Dziewczyna była niezwykle energetyczna, taka dusza towarzystwa, zawsze w centrum uwagi. Podziwiałam tą jej żywiołowość i umiejętność skupiania wokół siebie grupy. Ja byłam nudną i dosyć przemądrzałą prymuską, ale przydawałam się do pisania za nią wypracowań z polskiego. Niemiłe było to, że co jakiś czas wtykała mi, czasem publicznie, czasem prywatnie, jakąś szpilę w kwestii właśnie wyglądu. Ponieważ nie czułam się wtedy pewnie, było to mocno dotkliwe i bolesne. Ale było też dosyć motywujące, więc summa summarum, co nieco Ewie zawdzięczam.

Ale my nie o tym, o motywacji będzie kiedy indziej. Tym razem chodzi o to, jak sobie z takimi Ewami radzić i nie dać się ranić. Przełomowa była dla mnie chwila, w której uświadomiłam sobie, dlaczego Ewa robi to, co robi. Nie znałam jeszcze wtedy typologii osobowości i nie wiedziałam, że Ewa jest Typem Dramatycznym, czyli Gwiazdą, z lekkim przesunięciem w stronę histrionii. Osoby z tym zaburzeniem po prostu muszą być bezustannie w centrum uwagi, bo jedynym źródłem ich poczucia tożsamości są opinie otoczenia. Natomiast zdawałam sobie sprawę, że kocha błyszczeć i potrzebuje adoracji. I że w gruncie rzeczy najprawdopodobniej jest dosyć zakompleksiona i niepewna swojej wartości. Nie mogła rywalizować ze mną pod względem oczytania i wiedzy, zostawała kwestia wyglądu zewnętrznego. Zaczęłam więc każde spotkanie z nią zaczynać od wyrażenia podziwu dla jej wyglądu, fryzury, stroju i ogólnie oddania hołdu jej królewskości. Działało jak najlepsze zaklęcie, Ewa, upewniona w swoim poczuciu wartości, przestawała się czepiać i już bez zakłóceń roztaczała swój osobisty czar. A był on niezaprzeczalny, połowa chłopaków z klasy kochała się w Ewie nieprzytomnie. Mnie to nic nie kosztowało, a oszczędzało mi przykrości wysłuchiwania co tym razem ze mną nie tak, nie ta waga, makijaż czy forma. I to jest bardzo dobry sposób na wszystkie Ewy tego świata.

Mam też podejrzenie graniczące z pewnością, że te krytycznie nastawione koleżanki, marudne ciotki i zmierzłe teściowe mają podobny problem, choć niekoniecznie musi chodzić o wygląd. Nie wszystkie zapewne cierpią też na histrionię, natomiast wszystkie czują się niedowartościowane, niedocenione przez otoczenie i za mało chwalone. Tu nie chodzi o ciebie, moja droga. Tu chodzi o grę w “moje lepsze niż twoje”. O to, żeby twoim kosztem chociaż przez chwilę poczuć się odrobinę lepiej samej ze sobą.

I ja tu do Was, moje miłe wiedźmy, apeluję o empatię. Uczyńmy świat lepszym. Chwalmy, doceniajmy i podziwiajmy. I to nie fałszywie, bo zwykle jest za co. Kobiety w Polsce mają masę talentów, umiejętności i osiągnięć, które otoczenie uważa za oczywiste i nie zauważa. I naprawdę mają prawo być rozgoryczone, choć byłoby miło, gdyby nie wylewały jednak tej goryczy na otoczenie.

Ale nie potrafią. A my tak.

p.s. też mam aspekt Dramatyczny w osobowości, więc bardzo proszę subskrybować i lajkować żebym się czuła doceniona 🙂

 

 

No Comments

Dodaj komentarz