Nie chcesz? No to ci pomogę..

Pamiętacie tą scenę z “Samych swoich? Młodzi przekomarzają się na sianie, on jej chce pomagać, ona niby nie chce, ale on i tak się pcha z tymi widłami, no bo wie, że ona tak naprawdę chce. I wszystko kończy się, jak to mawiał jeden mój kolega z latania, “miętoleniem”. A rano do stodoły przychodzą tatusiowie i robi się niezręcznie.

Podejrzewam, że ta właśnie scena odpowiada za niejeden błąd poznawczy, kiedy to ona mówi “nie”, a on interpretuje, że “nie znaczy tak”, bo tak było na filmie i dobrze się skończyło. I potem trzeba matołkowi przez dwie godziny tłumaczyć, że sztuka sztuką, a życie życiem i jak nie chcę, to nie zechcę, nawet po dwóch piwach. A jeśli kiedyś zechcę, to go niezwłocznie poinformuję, niech zostawi maila.

Ale my nie o tym.

Przeczytałam dzisiaj na jednej z grup pod dyskusją o pomaganiu, że “pomaganie to słoneczna strona dominacji” i mnie zawiesiło. No bo jak to? Taka szlachetna czynność i PRZEMOC? A jednak.

Odróżnijmy na początek dwie rzeczy. Czym innym jest pomaganie, kiedy ktoś poprosi o pomoc, czym innym pomaganie na siłę. O ile to pierwsze nie budzi wątpliwości i raczej odmowę trzeba sobie uzasadnić, to z tym drugim już nie jest tak różowo.

Na przykładach.

Masz 5 lat i zbierasz się do domu z przedszkola.

Co tak długo wiążesz te buciki?? Daj, POMOGĘ CI. Koleżanki patrzą, a mamusia wyrywa dziewczynce sznurowadełka z rączek i zniecierpliwiona czekaniem, szybko zawiązuje malutkie buciki. 20 lat później będzie narzekała na swoją niesamodzielną i niepewną siebie córkę, która jakoś nie potrafi się ogarnąć w dorosłym życiu.

Młody tatuś, jeszcze niepewny w nowej roli, wyjmuje dziecko z kąpieli.

Źle to zakładasz, POMOGĘ CI. I odbierasz mężowi zawiniątko z niemowlakiem, bo ty lepiej umiesz ubrać dzieciaka po kąpieli, wiadomo. Po paru latach pożalisz się przyjaciółce, że on ci wcale przy dzieciach nie pomaga.

Nie dasz sobie rady, POMOGĘ CI. Zrobię to LEPIEJ.

Niechciana pomoc, słoneczna strona dominacji.

Ile razy pod płaszczykiem pomocy ktoś dał ci do zrozumienia, że wie lepiej, umie lepiej, no po prostu JEST LEPSZY? Ile razy Ty poczułaś się lepiej wyręczając kogoś przy czymś, bo zrobisz to szybciej, dokładniej, sprawniej? Bo JESTEŚ LEPSZA.

Nie mam tu czystego sumienia. Chora ambicja panienki ze świadectwem z paskiem się kłania. Na szczęście zrównoważona lenistwem, co dało moim dzieciom szansę na samodzielność.

Bardzo dobrą zasadę stosuje tu moja ukochana Kasia Miller. Mianowicie ma tę zasadę, że pomaga TYLKO wtedy, kiedy ktoś poprosi, a drugi raz jedynie wtedy, kiedy za pierwszy podziękuje. Zdrowo.

To, że wiemy jak coś zrobić, wcale nie znaczy, że koniecznie się musimy z tą wiedzą wyrywać. Choć czasem serce boli.

Tu akurat warto brać przykład z sympatycznych kolegów. Zazwyczaj czekają z pomocą aż zostaną poproszeni i to przynajmniej ze trzy razy. Sami na nieproszoną pomoc reagują agresywnie interpretując ją jako podważanie swoich kompetencji. Nawet jeśli już trzeci raz objeżdżają miasto, bo zgubili drogę.

Zwłaszcza wtedy.

 

2 komentarze
  • Avatar
    M
    Posted at 17:40h, 06 maja Odpowiedz

    Chyba dużo ludzi ma problem z akceptacją ,,nie”, z tym, że nie wszyscy w sytuacji intymnej. Ale dużo. Jakby ,,nie” znaczyło, że ,,jesteś obrzydliwy/a, nic nie warty/a, szkoda mi na ciebie czasu, spadaj!” a nie ,,poradzę sobie” albo ,,nie mam na coś ochoty”. Atak na kruche ego…

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 18:43h, 06 maja Odpowiedz

      biedne ego ;-)))

Leave a Reply

%d bloggers like this: