Nie pije, nie bije, nie zdradza

Z temperatury komentarzy pod moim wpisem o pani, która się rozwiodła po 42 latach małżeństwa wnioskuję, że temat wymaga dopowiedzenia.

Otóż, wbrew części czytelniczek (małej, ale jednak), nie uprawiam Victim Blamingu i nie o to w tym wpisie chodziło. Chodziło o tą dziwną dla mnie fiksację kobiet na punkcie zdrady. Że to dopiero istnienie kochanki uświadamia jednej żonie z drugą, że jednak w małżeństwie nie najlepiej się dzieje. Że to jest ten ostateczny i niewybaczalny kamień obrazy.

Może za dużo oglądam francuskiego kina, może mam zbyt lekkie podejście do tematu seksualnej niewierności, może nie powinnam kpić sobie z czegoś, co kto inny przeżywa jak najgorszą tragedię.

Ale długo już żyję. I mam bardzo wielu sympatycznych kolegów, którzy na własny rachunek podchodzą do tematu zgoła inaczej. Oczywiście, każdy z nich wolnościowy glejt przyznaje jedynie sobie, na użytek małżonki prezentując niezłomne zasady. I ta bidula święcie wierzy w opowiadane jej farmazony, a przy okazji różnych dyskusji zaperza się : „Gdyby mój mąż..” To by wyrzuciła natychmiast.

Mnie to bawi, kablem nie jestem.

Wracając do tematu. Uważam, że marniutkie mamy te wymagania. To nasze polskie „Nie pije, nie bije, nie zdradza”- to czego ty jeszcze kobieto, chcesz??!

Ile z nas usłyszało taki komentarz od babci, ciotki, mamy czy koleżanki?

To jest ta litania polskich błogosławieństw- nie pije, nie bije, nie zdradza..

Rozumiem, że kiedy z wojny wracali, to byli cudem wcielonym i jak mieli po dwie nogi i dwie ręce, to już właściwie niczego więcej od losu nie należało oczekiwać. Ale teraz?

Naprawdę wystarczy, że nie pije, nie bije, nie zdradza? A jak jeszcze pieniądze do domu przynosi to ho ho…

Cud natury po prostu, nic tylko pokłony bić.

Może sobie być niedostępny emocjonalnie, zajęty wyłącznie sobą i oczekujący obsługi. Nie interesować się dziećmi, nie pamiętać o rocznicach i imieninach, obrażać koleżanki. Wychodzić kiedy ma ochotę, ale reagować niezadowoleniem kiedy wychodzi ona. Nie starać się w łóżku, ani poza nim.

Wystarczy, że nie pije, nie bije, nie zdradza. Serio?

Nie analizuję specjalnie związków przemocowych, choć dobrze byłoby dziewczynki uczyć jak przemoc przynajmniej rozpoznać, bo większość nawet tego nie umie. Od walki z patologią są odpowiednie instytucje, fundacje i organizacje. Nie posiadam kompetencji i za wyrywna jestem.

Natomiast wiktymologia interesuje mnie jak najbardziej. Bo chociaż ofiarą może stać się w niesprzyjających okolicznościach każdy, to istnieje też coś takiego jak cechy czyniące nas podatnymi na zostanie ofiarami.

I nie chodzi o to żeby ofiary piętnować czy zawstydzać. Chodzi o wiedzę na temat tego, CO właściwie sprawia, że się ofiarami stajemy. Tylko prawda nas wyzwoli.

Jeśli wychowujemy dziewczynki wmawiając im, że są słabsze, że sobie same nie poradzą, a chłopców w poczuciu sprawczości to produkujemy ofiary.

Jeśli wychowujemy dziewczynki w braku poczucia własnej wartości to produkujemy ofiary.

Jeśli wychowujemy dziewczynki wmawiając im, że jedyna droga do spełnienia to zakochać się, wyjść za mąż i mieć dzieci to prawdopodobnie produkujemy następną ofiarę mitu romantycznej miłości.

A czasami mechanizm jest jeszcze mniej dostrzegalny.

Ot, wystarczy wmówić kobietom, że tylko one jako matki mogą prawidłowo zajmować się małymi dziećmi. A potem wysłać je na wieloletnie urlopy wychowawcze i zasiłkami wypchnąć z rynku pracy. Do przemocy ekonomicznej tylko krok.

Większość kobiet nie wyobraża sobie podziału opieki nad dziećmi po rozwodzie i walczy jak lwice żeby zostać główną opiekunką. Jeśli tatuś jest patologiczny ok. Ale dlaczego normalny mężczyzna nie mógłby zajmować się dziećmi w połowie? I mieć tym sposobem połowę szans na bycie dyspozycyjnym w pracy?

Łykamy komplementy o kobiecej opiekuńczości, łagodności i przeznaczeniu do „siania miłością” jak gęś kluski, a potem się nadziwić nie możemy, że zostajemy same z niepełnosprawnymi dziećmi czy chorymi rodzicami, bo mężczyźni czują się życiowo zwolnieni ze świadczenia opieki komukolwiek.

Skoro my to zrobimy lepiej?

No, ja też, kiedy chcę żeby Tygrys zrobił coś czego ja robić nie mam ochoty to mówię:

„Misiu, bo nikt tego tak dobrze nie zrobi jak Ty..”

6 komentarzy
  • M
    Posted at 09:52h, 21 sierpnia Odpowiedz

    O tym samym ostatnio myślałam. Polskie (pewnie nie tylko ale jednak dużo) kobiety są ,,układane” od dzieciństwa do bycia ofiarą. Dla mnie np. wzorem cnót ,,niewieścich” (męskich zresztą też) mogą być dziewczyny i chłopaki (narodowość czy etniczność dowolna), którzy np. w trudnych warunkach potrafią chwycić za broń (albo dyplomatycznie ugrać swoje jeśli brzydzą się przemocą nawet wobec bezdusznych świń) i jakoś walczyć. Walczyć o COKOLWIEK co jest dla nich ważne (nie, nie fanatycy). Nie robić z siebie ofiary ,,bo co ja biedna sama” i narzekać. Kobiety same ,,siebie” produkują. Podobnie jak mężczyźni, którzy narzekają, że przemęczeni pracą zawodową. Ale ,,baba” to jednak do garów. Ciekawe, dlaczego przemęczeni? Biedne bankomaty i bezradne sierotki-Marysieńki. Ale postrzegania nie zmienią, bo po co? ,,Taka rola”, ,,Świat jest zły”. Mhm. Bzdurne ,,argumenty” mają się na świecie dobrze. Świat ludzi (relacji między ludźmi) jest taki JAKI TWORZĄ LUDZIE. Dlaczego to takie trudne? I bzdurne ,,jakbym był/a dobry/a albo się zmienił/a to by mnie zjedli”. Jakby każdy był, to kto by miał niby ,,zjadać?” Jakby każdy uważał, że ,,zło to zło” to niby kto miałby toczyć wojny? Jakby nikt się nie wywyższał to niby kto miałby kogoś chcieć dominować? KTO? Kiedyś widziałam taki ładny mem, czy cytat (akurat dużo memów to bzdury ale to był akurat ładny):
    -,,Jezu, dlaczego na tym świecie jest tyle zła. Dlaczego na to pozwalasz?” Pyta młody chłopak [Bądź ktokolwiek, ode mnie]
    -,,Zadaję Ci ciągle to samo pytanie.” pada odpowiedź…

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 12:37h, 21 sierpnia Odpowiedz

      bo rola ofiary jest w sumie dosyć wygodna

      • Ania Zwierciadłowska
        Posted at 04:05h, 22 sierpnia Odpowiedz

        Oj tak. Nawet bardzo wygodne. Nie trzeba ponosić odpowiedzialności za swoje decyzje, bo się odpowiednio ciągnie za sznurki i to inni podejmują ostatecznie decyzje i działania. Jak się uda spije śmietankę jeśli nie zostanie ojojana bo nie wyszło a konsekwencje i tak poniesie ktoś inny… Należy takie osoby eliminować ze swojego otoczenia. Dla własnego dobra i zdrowia.

        • Wiedźma Radzi
          Posted at 08:29h, 22 sierpnia Odpowiedz

          no, ofiarom trudno pomóc, sprawdziłam organizmem

  • Amanda
    Posted at 11:23h, 21 sierpnia Odpowiedz

    Mi się przypomniała taka anegdotka z liceum. Pani nauczycielka polskiego, bardzo zakłopotana, mówi o swoim ojcu, że on był poczciwy tratatata ale miał staroświeckie zasady i np. nie zjadłby posiłku przygotowanego i podanego przez mężczyznę. Na co koleżanka: To Pani tata idealnie nadawałby się do nagrody Darwina.
    Polonistka, nie rozumiejąc: Jakiej?
    Koleżanka (dosłownie): No takiej dla tych, co sami przez swój debilizm, przepraszam, brak myślenia znaczy, eliminują swoje geny z puli i ją przez to ulepszają. Zagłodziłby się na śmierć u mnie i u chłopaka… Pani nie wiedziała, co ma odpowiedzieć, klasa w śmiech.
    😀

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 12:38h, 21 sierpnia Odpowiedz

      świetne 🙂

Leave a Reply

%d bloggers like this: