Nikt się nie boi swojej żony

Wywiązała się dyskusja między mną a koleżanką. Początkowo na temat podziału opieki nad rodzicami, potem przyjaźni damsko-męskiej. Oba tematy miały jeden punkt wspólny. Konkretnie chodziło o argument, którego użył przy okazji podziału obowiązków brat, a w zerwaniu relacji wieloletni przyjaciel. Otóż, jak to zwykle potomkowie dzielnych Sarmatów, każdy z mężczyzn zasłonił się w rozmowie żoną.

Jeden nie mógł zająć się starą matką, bo mu żona nie pozwala i ma inne plany.

Drugi zrywał wieloletnią przyjaźń, bo nowa żona była podobno zazdrosna. I nie pozwalała na spotkania.

Koleżanka podsumowała to stwierdzeniem, że faceci to tchórze, bo się boją swoich żon.

No i tu Was muszę rozczarować, moje drogie. Nikt, ale to absolutnie nikt się nie boi swojej żony. Możecie spokojnie te psy powieszone na wrednej babie, co tłamsi biednego misia, przewiesić na jego bohaterską pierś.

Jeżeli czegokolwiek się boją, to utraty wygód związanych z posiadaniem żony. Utraty dostępu do czystych skarpet, regularnych posiłków i swojego wygrzanego fotela przed telewizorem. Przykrej wizji wykonywania na co dzień nielubianych obowiązków i braku łatwego dostępu do seksu. Niemiłej atmosfery w domu, której trzeba będzie stawić czoło z błahego powodu.

Bo powód z ich punktu widzenia jest błahy i nie warto kruszyć kopii. Gdyby bratu zależało na wspomnianej matce, a przyjacielowi na przyjaźni, to spokojnie daliby sobie radę z niechętną małżonką.

Wystarczy popatrzeć z jaką stoicką obojętnością zostawiają wkurzoną żonę i nieletnie dziatki żeby się udać na ryby. Albo żagle z kolegami. Albo gdziekolwiek tam gdzie udać się mają ochotę.

Kiedy facet ma OCHOTĘ coś zrobić to na ogół po prostu to robi. Kiedy nie ma, wymyśli zręczną wymówkę, żeby nie wyjść na chama, drania, niewdzięcznego syna, czy co tam sobie chcecie.

Mężczyzna jest bardzo wrażliwy, choć głównie na swoim punkcie. I potrafi świetnie dbać o tak zwany PR. Nie chce stracić w swoich oczach i pomyśleć o sobie źle. Nie chce też żeby źle myśleli o nim inni, zwłaszcza, że jeszcze kiedyś mogą się przydać. Po co palić mosty.

Kiedy zrywa z kochanką, której naobiecywał Bóg wie co w gorącej fazie romansu, to na pewno zainteresowana usłyszy, że najważniejsze jest dobro dzieci, choćby nawet nie pamiętał imion, a progenitura od lat rezydowała w szkole z internatem. Przecież gdyby powiedział prawdę, czyli, że mu się znudziła i ma ochotę na następną, wyszedłby na nieczułego manipulanta. Ba, on sam sobie wierzy w to, że odezwała się w nim wrodzona szlachetność wcześniej na moment zamroczona namiętnością. Znam takiego, który identyczne farmazony powtarza kolejnym naiwnym od lat kilkudziesięciu i SAM W TO WIERZY. Serio.

Kiedy wykręca się od opieki nad rodzicami i beztrosko zwala wszystkie obowiązki na siostrę też nie powie sam sobie, że matkę ma w nosie i mu się nie chce, tylko odkryje w swoim sercu hektary czułości dla żony, która bez niego nie trafi do najbliższej przychodni zdrowia, a taka ostatnio bledziutka.

Co do słynnej przyjaźni damsko-męskiej, to naprawdę nie ma sensu dywagować, bo to twór pokroju jednorożca, którego mogą zobaczyć jedynie niewinne dziewice.

 

1 Comment
  • Amanda
    Posted at 12:14h, 01 sierpnia Odpowiedz

    Mnie to nadęcie i przekonanie o swojej najważniejszości, nieomylności i ,,moje zawsze mojsze” przestało bawić dawno, dawno temu. U obu płci i jestem jeszcze młoda dość. Wielu ludziom przydałby się porządny kop, nie w du… a w łeb, za przeproszeniem. Może by wróciło co na swoje miejsce. Zaczynając od antyszczepów, którzy niszczą ośrodki bo ,,ich zacipujo!!! 66G!!!”, przez kierowców-psycholi, na koce albo na innym mózgotrzepie, debilnych pieszych włażących pod samochód ze smartfonem przy twarzy, wszelkich wujów z wąsem i Mariolki-Grażynki, ,,nie znam się a sie wypowim!”, panów i włatcuf, uległe debilki ,,chłop nie umie/może”, ,,madki-bombelek do 40-stki”, ,,tatusiów-srajdusiów-Jak on tam ma na imię? To ona?!”, ,,moja robota lepsza niż Twoja na kasie!!! Jestem prezem od funduszów za co biore pierdyliard i mie szanujo!!!” a kończąc na nadętych panienkach, wyśmiewających innych bo ,,NIE MAJO PAZNOKCI ZROBIONYCH!!!” i debilach mówiących innym jak mają żyć (płeć dowolna), nawet jeśli nikt nikogo nie krzywdzi ,,bo MNIE sie nie podobo!!!”. Jeden celny KOP. Ale celny, zaznaczam.

Leave a Reply

%d bloggers like this: