Obietnica zmian

Jeden mój znajomy zawsze powtarza, że “ludzie się nie zmieniają”. No, różnie z tym bywa, niektórzy potrafią przejść metamorfozę osobowości, zwłaszcza pod wpływem mocnych przeżyć, albo ciężkiej choroby. Więc ja bym to zdanie nieco przemodelowała. Mężczyźni nie zmieniają się dla kobiet. Ciężki los sobie szykują te z nas, którym się wydaje, że jak już facet będzie jej, najlepiej jak wezmą ślub, to on się dla niej zmieni z wielkiej miłości. Przestanie lubić alkohol, chociaż teraz nie trzeźwieje w każdy weekend. Ogarnie się z pracą, mimo, że na razie utrzymuje go mamusia, chociaż ma już 30-stkę na karku. Zapomni o kolegach, z którymi baluje od lat.

Mam przyjaciela, który każdej kandydatce na narzeczoną oświadczał po pierwszych uniesieniach :”Pamiętaj tylko, że dla mnie najważniejsze jest latanie, imprezy i wyjazdy paralotniowe. I to się nie zmieni. Jeśli ci to nie pasuje, to zapomnijmy o tej nocy”. Panny na ogół nie wierzyły, ale szybko przekonywały się, że kolega jest szczery i konsekwentny. Selekcja trwała parę lat, aż trafiła się taka, której pasowało i są bardzo szczęśliwi.

Liczenie na to, że facet się zmieni “po ślubie” to proszenie się o kłopoty. To na początku on nam się pokazuje od najlepszej strony. Potem może być tylko gorzej. Jeśli teraz pije, to szybko wylądujesz we wspólnocie żon alkoholików. Potrafi podnieść na ciebie głos, lub rękę? Będziesz wydzwaniać na Niebieską Linię. Beztrosko szasta kasą, albo gra w pokera? Utoniesz w długach i będziesz prosić przyjaciół o chleb dla swoich dzieci. Niejedna nieszczęśliwa żona indagowana w temacie, czy były jakieś sygnały ostrzegawcze, musiałaby, chcąc być w zgodzie z prawdą, przyznać, że owszem, były. Wołowymi literami miał wybranek na czole napisane, że dziwkarz, leń i lubi zajrzeć do kieliszka. Ale ona nie chciała tego widzieć, bo myślała, że go ZMIENI.

Mój mąż spóźnił się już na pierwszą randkę. I jest w tym nawyku dosyć konsekwentny, a na moje pretensje beztrosko odpowiada “widziały gały, co brały”. Fakt. Misja dostarczenia misiaczka punktualnie do USC została powierzona jego najlepszemu przyjacielowi i świadkowi na ślubie. Musiało go to kosztować sporo nerwów, bo na miejsce dotarł spocony jak mysz. Misio spóźnia się całe swoje życie zawsze i wszędzie, żyjąc w błogim przekonaniu, że nie ma takiej sprawy, która by nie mogła zaczekać. Ma to tę dobrą stronę, że nigdy nie oglądam reklam w kinie. Gorsza to ta, że z porodówki odbierał mnie tata, a po operacji migdałków, wywalona przez obsługę kliniki jednego dnia, doturlałam się do teściowej tramwajem, bo nie zdążył dojechać. C’est la vie.

A tak nawiasem, ciekawa jestem, jak by to było, gdybyśmy to my były takie szczere w okresie godowym, jak mój kolega. I oznajmiały odważnie, licząc na zrozumienie ;”Marzę o kimś, kto mnie weźmie na utrzymanie. Nie przepadam za seksem. I mam zamiar przytyć 20 kilo w ciągu najbliższych pięciu lat. Jak ci to nie pasuje, to zapomnij o mnie.” Tylko proponowałabym robić to ewentualnie PRZED upojną nocą. Wtedy jeszcze jest szansa, że pożądanie odbierze kandydatowi na narzeczonego zdolność logicznego myślenia, więc nie weźmie nas na serio. I popełni duży błąd.

 

No Comments

Dodaj komentarz