Pochwała prostoty

Wrzucając różne prześmiewcze posty na tematy damsko-męskie kilka już razy spotkałam się z zarzutem, że powielam stereotypy. Zamiast nawoływać do tego, żeby “zrobić coś fajnego razem” to ja nic tylko wbijam kliny, wsadzam szpile i upraszczam oraz wrzucam do jednego worka.

Już się tłumaczę. Po pierwsze- nigdy nie piszę, że wszyscy faceci coś tam. Ani, że kobiety. Sama mogę podać od ręki co najmniej jeden wyjątek potwierdzający każdą podawaną przeze mnie regułę. Na przykład znam osobiście JEDNEGO męża, który, kiedy zaczął się spotykać z inną, to natychmiast poinformował o tym ślubną połowicę, w czasie rozwodu wziął winę na siebie i do dzisiaj byłej żonie płaci dobrowolnie alimenty. A nawet przynosi choinkę przed Bożym Narodzeniem.

Morderczo pracowitych znam ze dwóch, góra trzech, co mi wcale nie przeszkadza w rozpowszechnianiu krzywdzącego stereotypu, że większość mężczyzn to modele energooszczędne. A’propos tego ostatniego, to przypomniała mi się reakcja mojej córki, kiedy opowiadałam jej o cudach andaluzyjskich, jak to nie zdążyłam się obejrzeć, a tu śniadanie zrobione, gary pomyte, śmieci wyniesione. Młoda słucha, słucha i podsumowuje- to miałaś jak typowy mąż, ani się obejrzy, a tu się samo robi cudownym sposobem. No, pojechała sztancą na maxa, nie wiem, skąd jej się to bierze w takim młodym wieku. Pewnie uprzedzona.

Poza tym, jeśli zacznę być bezstronna i sprawiedliwa, to się nudno zrobi jak podczas jakiejś akademickiej dyskusji, kiedy typowi jajogłowi, omawiając dowolne zagadnienie, tak się wikłają we wszystkich za i przeciw, że zanim dojdą do jakiegokolwiek wniosku, to ich zasnują pajęczyny. Może to dobre na uniwersytecie, ale my tu robimy rewolucję. Btw. mawiają mądrzy ludzie, że rewolucja zwykle pożera własne dzieci i niech los Robespierre’a będzie mi przestrogą.

Stereotypy mają swój urok. Oczywiście, jeśli je ograniczymy do złośliwych felietonów, a w normalnym życiu jednak posłużymy się własnym rozumem i zdolnościami obserwacyjnymi. Taki na przykład stereotyp, że Polki są najpiękniejsze na świecie to ja powielam chętnie i bez przymusu, choć przecież znam kontrprzykłady.

Mam kolegę instruktora paralotniowego, który z góry przyjmuje założenie, że każdy kursant to idiota, dopóki ten nie udowodni mu, że jest inaczej. W związku z tym założeniem zachowuje wszelkie środki ostrożności i nikt mu się na paralotni jeszcze nie zabił.

Przyjęcie podobnej strategii odnośnie facetów też się może w życiu przydać. Nie w tym sensie, żeby zakładać, że są idiotami, bo na ogół wcale nie są.

Pożytecznie jest na przykład założyć, że to dosyć cwane gapy.

Oczywiście tylko do czasu, kiedy nie udowodnią, że jest inaczej.

Czyli zazwyczaj na zawsze.

 

 

 

No Comments

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: