Podwójny nelson dla matki

Tym, którym termin jest obcy wyjaśniam, ze tzw. podwójny nelson to klamrowy chwyt zapaśniczy służący do obezwładniania przeciwnika. Nazwany na cześć admirała Horatio Nelsona, który opracował szczegółowy plan obezwładniania przeciwników w bitwach morskich pod Abukirem i Trafalgarem. Bitwach, które na dobrą sprawę przesądziły o końcu potęgi Napoleona, mimo wszystkich wygranych przez tego geniusza wojny bitew lądowych.

Mnie ten tytuł przyszedł do głowy przy czytaniu artykułu w “MamaDu”, odnogi portalu “Natemat”, zajmującym się macierzyństwem, wychowaniem dzieci i tym podobnymi kwestiami. Artykuł omawia kontrowersyjną wypowiedź amerykańskiej psychoanalityczki Eriki Komisar, dotyczączącą powrotu matek do pracy po urodzeniu dziecka. Uważa ona bowiem, że zbyt szybki powrót kobiety do pracy odpowiada za problemy psychiczne dziecka w przyszłości. Mam inne zdanie, ale nie o to chodzi. Polskie omówienie otwiera taki oto wstęp, cytuję; “Każdy ma prawo do własnych przemyśleń i opinii. Czasem jednak lepiej zachować je dla siebie, niż w kontrowersyjny i obraźliwy sposób wyrażać się odnośnie kobiet, które nie dla własnej przecież przyjemności wracają do pracy po urlopie macierzyńskim.”

Czyli dopóki wraca do pracy “nie dla własnej przyjemności”, tylko żeby dopiąć budżet, to pół biedy. Przynajmniej cierpi i ma wyrzuty sumienia, tyle dobrego. Gdyby tylko zjawiła się jakaś dobra wróżka, może w postaci 500+, to ona zaraz z ulgą zostanie w domu na 18 lat. A tak to z bólem serca zostawia maleństwo i rozdarta wątpliwościami biegnie do tej strasznej roboty. Współczujące społeczeństwo może jej to jakoś wybaczyć. Bardzo to koresponduje z ostatnią dyskusją o prawie do aborcji. Właściwie społeczeństwo wszystko jest w stanie kobiecie wybaczyć, pod warunkiem, że cierpi, ma wyrzuty sumienia, poczucie winy i złamane serce.

I tak ze wszystkim. Matka Polka Bolesna. Masz się męczyć kobieto, cierpieć i płakać, to wtedy sobie zasłużysz na społeczną aprobatę. Obojętnie czy decydujesz o donoszeniu ciąży, czy o karierze zawodowej, społeczeństwo chce żebyś pławiła się w poczuciu winy, a wtedy dobrodusznie cię pocieszy ;” No mała, nie maż się, wybaczamy ci, może nawet pomożemy”.”

A jeśli kobieta wraca do pracy, bo chce? Bo lubi przebywać przynajmniej część doby w towarzystwie osób dorosłych, które nie rozmazują buraczków na buzi i nie trzeba ich przewijać? Potrzebuje rozmowy z kimś, kto nie sepleni, nie płacze o byle co i nie lezie za nią nawet do kibla? Kocha swoje dzieci, ale nie przysłania to faktu, że jako osoba dorosła, wykształcona i rozmowna, nudzi się śmiertelnie w towarzystwie niemowląt? I dostaje dzikiego szału przy czytaniu setny raz tej samej infantylnej bajeczki? Nie uważa, że po urodzeniu dziecka należy swoje życie zamknąć w ramce zwanej “macierzyństwo”? Że oprócz potrzeb dziecka, liczą się też jej potrzeby, marzenia i aspiracje? Lubi mieć czas dla siebie, a nie tylko dla rodziny?

A nie, to wtedy nie wybaczamy. Bo to zła kobieta jest. I pewnie wyprodukuje chore dzieci, zgodnie z wyssanymi z palca bredniami amerykańskiej psychoanalityczki. Która nie raczy wziąć pod uwagę faktu, że świat zmienia się w takim tempie, że dorośli wariują, a co dopiero przebodźcowane na co dzień dzieci. Dorastające w cywilizacji przypomniającej szaloną karuzelę z dzwoneczkami, klaunami i wyjącym bez przerwy chórem krasnoludków. I to niezależnie od tego czy mama stoi obok czy są pod opieką niani. Po prostu taki mamy klimat.

Matko, pamiętaj, że cokolwiek zrobisz, zaraz znajdzie się tłum ekspertów, który udwodni ci twe błędy i wpędzi w poczucie winy. Od tego jesteś. Zostałaś w domu, pasożycie? Wychowujesz ofermę, nie umiejącą nawiązywać relacji społecznych. Poszłaś do pracy? Wyrośnie psychopata, pozbawiony więzi.

Ale wybaczymy ci. Bylebyś dużo płakała. Bo jak jesteś pewna swoich racji, zadowolona ze swoich decyzji i nie dajesz sobie w kaszę dmuchać, o, to trzeba ci pokazać gdzie twoje miejsce.

Na stosie.

p.s. Uprzejmie zawiadamiam, że będąc matką dwójki dzieci, mnóstwo rzeczy robiłam i robię w życiu dla własnej przyjemności. Pracuję, latam, wyjeżdżam na warsztaty i studia podyplomowe. Dzieciom nic złego się nie stało, a wręcz przeciwnie. Wyrosły na zdrowe, mądre i świetnie sobie dają radę ze wszystkim. Nie piją, nie palą, nie ćpają, dobrze się uczą, a w wolnych chwilach ratują świat. Gdyby mnie szukała Święta Inkwizycja d/s Macierzyństwa to przez Google maps.

 

4 komentarze
  • greene
    Posted at 12:32h, 07 marca Odpowiedz

    No tak , nie dość , że byłam wyrodną matką – chętnie wróciłam do pracy, nie wytrząsałam się nad dziećmi , pozwalałam im się brudzić i robić wiele rzeczy samodzielnie , to na 100% będę jeszcze bardziej wyrodną babcią. Bo przecież obowiązkiem każdej polskiej babci jest poświęcanie każdej wolnej chwili ukochanym wnukom. A ja tak nie zamierzam. Nie po to “wywalałam” pisklęta z gniazda , by natychmiast sprowadzać sobie na głowę kolejne. TKJ 🙂

  • Wiedźma Radzi
    Wiedźma Radzi
    Posted at 20:04h, 07 marca Odpowiedz

    i tak trzymać, kochana 🙂 mam tak samo 🙂

  • Bromba
    Posted at 14:33h, 10 marca Odpowiedz

    Spłoniemy na tym samym stosie 😀. Nie tylko byłam wyrodną matką, która pracowała, miała hobby i nie przejmowała się ubłoconymi bucikami, ale jako babcia potrafię powiedzieć: “Przykro mi, mam inne plany, nie zostanę z dziećmi”.

  • Wiedźma Radzi
    Wiedźma Radzi
    Posted at 18:48h, 10 marca Odpowiedz

    cudownie, zawsze w gromadzie raźniej 🙂

Dodaj komentarz