Pułapki postawy roszczeniowej

Na początek muszę się do czegoś przyznać. Nie znoszę dzieci. Nie wzruszają mnie ich śliczne stópki, małe łapki i dziecięce głosiki, a seria głupich pytań potrafi doprowadzić do desperacji w jakieś 10 min.

Dzieci są nudne, marudne i wiecznie czegoś chcą. Na przykład żeby je karmić i się nimi bez przerwy zajmować.

Oczywiście, przeżyłam euforię macierzyństwa po urodzeniu własnych i wtedy zachwycały mnie nawet kupki w tetrowej (!) pielusi i tak, też biegałam w nocy sprawdzić czy oddychają. No, ale to robią hormony, w ustawieniach standardowych mam na dzieci alergię. Może dlatego na pytania koleżanek czy czekam na wnuki reaguję kosmicznym zdziwieniem. Będą, to trudno, jakoś przeczekam aż dorosną do normalnej rozmowy. Na szczęście się nie zanosi.

Psychologia twierdzi, że najbardziej nie lubimy w innych własnych wypieranych stron osobowości i pewnie jest coś na rzeczy, bo ja w dzieciach najbardziej nie znoszę ich naturalnie roszczeniowej postawy i uważania siebie za pępek świata. Dziecko jest wcielonym egocentryzmem i dopiero w żmudnym procesie socjalizacji udaje się zrobić z niego współpracującego z innym członka społeczności. Potwornie irytujące. Zwłaszcza u innych.

Nasza kultura wydaje się nieuchronnie zmierzać w kierunku indywidualizacji i infantylizacji, zatem postawa roszczeniowa będzie coraz bardziej powszechna.

Jako rozpieszczona jedynaczka i osoba borykająca się z ową przypadłością przez całe życie, udzielę wam zatem kilku, popartych doświadczeniem, rad.

Ad rem.

1. Każdy toczy własną bitwę. Nikogo nie obchodzą tak naprawdę twoje problemy, a jedynie to jak one wpłyną na to na czym jemu/jej zależy. Opowiadanie o nich zanudzi każdą publiczność, chyba, że będzie dużo zabawnych zwrotów akcji, albo drama wyciskająca łzy z oczu. Niektórzy lubią ci współczuć, żeby poczuć się lepiej. Rodzaj transakcji.

Nie dotyczy to osób bliskich, którym naprawdę na nas zależy, choć nie wiadomo jakim cudem. Czasem po prostu mamy fart i warto to docenić.

Całą resztę ludzkości nasze zmartwienia nudzą i ma własne sprawy. Chętnie nam o nich opowie kiedy tylko weźmiemy przerwę na oddech. Jeśli potrafimy nie brać, zwieje przy najbliższej okazji.

Można to wykorzystać w pociągu opowiadając rozwlekle współpasażerom o swoich dolegliwościach jeśli lubimy podróżować w pustym przedziale.

2. Okazywanie frustracji kiedy nie dostajesz tego czego chcesz, nie pomaga jeśli wyrosłaś z wieku przedszkolnego i płacz oraz foch bynajmniej nie dodają ci dziecięcego uroku. Złość piękności szkodzi, a ty nie masz już za bardzo czym szastać. To już lepiej uciec się do manipulacji.

Ludzie lubią gry typu win-win, więc żeby coś dostać, najlepiej coś też dać. Można uwagę i zrozumienie.

3.Możesz uważać, że różne rzeczy ci się od świata „należą” i „jesteś tego warta”, ale tak naprawdę musisz je sobie kupić.  Najlepiej za własne pieniądze. Za cudze wygodniej, ale pamiętaj, że nie ma darmowych obiadów. Wszystko kosztuje, choć nie zawsze chodzi o hajs. Zwłaszcza uważałabym z dobroczynnością „państwa”, bo to twór istniejący w wyobraźni zbiorowej, ale bardzo tajemniczy. A jak nie wiadomo o co chodzi…  Otrzeźwiejesz wypełniając PIT.

Nie kupisz jednak paru ważnych rzeczy, z których najważniejszą okaże się czas. Ten dostałaś dla siebie i za darmo, ciesz się nim. Właściwie to jedyny, ale za to cudowny prezent od Wszechświata.

4. To już z teorii- uroda ani inteligencja nie dają ci żadnych szczególnych praw, choć parę przywilejów się znajdzie. Mogą natomiast stać się powodem gorzkiego zawodu, jeśli przypiszesz im zbyt duże znaczenie. Poczucie humoru bardziej się przydaje.

Ogólnie rzecz biorąc twój dobrostan nie obchodzi ewolucji, Wszechświata i 99,9999% ludzkości.

Świadomość tego faktu jest niezmiernie przykra i pewnie dlatego ludzi wymyślili sobie dobrego Bozię, który z notesem w ręku rozlicza ich z jedzenia kiełbaski w piątek i chodzenia do kościółka w niedzielę. A potem, jeśli są grzeczni, przydziela nagrody. I w ogóle bardzo się ich zachowaniem przejmuje i o nich martwi.

Zawsze to raźniej, kiedy żyjemy w przeświadczeniu, że istota Wszechmogąca zajmuje się akurat nami tak pieczołowicie i z tak ogromnym zaangażowaniem. Czyż to nie piękny przykład postawy roszczeniowej? Żeby jednak nie stracić tego miłego złudzenia lepiej nie wystawiać boskiego zaangażowania na próbę i radzić sobie samemu.

W dojrzewaniu mało jest rzeczy pociągających, bo taka na przykład wolność wiąże się z odpowiedzialnością, a to już niefajne i męczy.

Więc się waham, a Wy?

2 komentarze
  • Irena
    Posted at 10:01h, 09 lipca Odpowiedz

    u mnie bardzo, od dziecka, wszyscy ostro tępili jakiekolwiek oczekiwania na zasadzie: tobie nic się nie należy, jesteś nieważna, tylko ja (rodzina, znajomi, faceci, koleżanki) się liczę, odrobiny zdrowego egoizmu dłuuuugo się dorabiałam. No i dzięki temu nienawidzę takiej postawy u ludzi, a ma ją 99,9%

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 10:06h, 09 lipca Odpowiedz

      wszystko z umiarem najlepiej

Leave a Reply

%d bloggers like this: