Randka z rowerzystą

Siedzimy sobie na miłym afterku poimprezowym na krakowskim Rynku, popijamy prosecco i niezobowiązująco gawędzimy o tym i owym. Okazuje się, że jeden nowy kolega jest zapalonym rowerzystą, więc zaczyna opowiadać o swojej pasji. Nie rejestruję zbyt dokładnie, bo temat sportów wszelkich mam w domu do urzygu, kiedy nagle pada elektryzujące słowo “viagra”. Nadstawiam więc ucha i co słyszę? Otóż rowerzyści amatorzy podkręcają często swoją wydolność słynną niebieską tabletką, gdyż jej substancja czynna sildenafil oprócz poprawiania ukrwienia wiadomego narządu, poprawia też ukrwienie pęcherzyków płucnych, a więc utlenienie krwi i w ten sposób wydolność. I dzielne chłopaki wjeżdżają dzięki temu raźnie i ochoczo na taką na przykład, Szyndzielnię, nawet bez specjalnej zadyszki. Wystarczyłoby się strategicznie ustawić na mecie w odpowiednio skąpym stroju, to i nam z tej podkręconej formy mogłoby coś skapnąć. Po wstawieniu sportowca pod prysznic, rzecz jasna.

Słusznie, jak się okazuje, zawsze stawiałam w życiu na sportowców. Sportowcy są pogodni, bo im się wydzielają endorfiny w dużych ilościach, a to bardzo ułatwia koegzystencję, gdyż ja sama bywam czepliwa. Nie zawadzają za często w domu, bo mają treningi, mecze i zgrupowania. Do późnego wieku zachowują przyzwoitą sylwetkę, co w kraju piwa i golonki nie jest częste. A nigdy nie bawiła mnie wizja walenia gniotącego mnie w łóżku na miazgę, co bywa powodem wielu damskich kontuzji, nie mówiąc o niedotlenieniu wynikającym z przyduszenia 100 kilowym słodziakiem.

A teraz się jeszcze okazuje, że w pogoni za sportowymi wynikami gotowi są, w razie czego, bez protestu łykać niebieską pigułkę. Czego by nigdy nie zrobili dla samego seksu, bo przyznanie się, nawet przed samym sobą, że ich najlepszy przyjaciel przestał już być tak niezawodny jak kiedyś, absolutnie przekracza możliwości niezłomnego, polskiego macho. Co potwierdzają liczne wywiady z seksuologami. Oraz moi koledzy odpytani na okoliczność.  NIGDY i ŻADEN nie potrzebował. Prędzej zmienią żonę, wezmą nową kochankę, albo zapracują się na śmierć niż przyznają, że mają jakiś kłopot w tej delikatnej materii. Najwyraźniej sukces rynkowy firma Pfizer zawdzięcza wyłącznie rowerzystom.

Panowie, na rowery. I nikt się nie dowie.

 

2 komentarze
  • Viollet
    Posted at 05:14h, 20 maja Odpowiedz

    Po takich informacjach…. nasi Panowie ruszą na rowery… hehe.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 09:37h, 20 maja Odpowiedz

      i same z tego pożytki 🙂

Dodaj komentarz