Ręce po łokcie urobione

A efektu nie widać. Albo widać, ale przez powiększające szkło.

I nie mam tu na myśli gry wstępnej, co to „dobrej gospodyni ciasto w rękach samo rośnie”, ale taki ogólny całokształt.

Coraz częściej bowiem czytam w artykułach różnych męskich guru od psychoterapii, że panowie jakoś się pogubili w tym nowoczesnym świecie i jest problem. Nie bardzo sobie radzą z emocjami, bo najczęściej w ogóle nie mają z nimi kontaktu.

Kobiety się rozwijają jak ten perski dywanik, a to studia, a to kursik jakiś, a to warsztaty jogi. Doktorat między karmieniami niemowląt, trzy języki perfekt, karnet na siłownię.

A koledzy nie ogarniają. I stąd rozpaczliwe apele terapeutów, że może by tak panie pomogły, zakasały rękawki i jakoś misiaczka ucywilizowały. Bo inaczej wstąpi do armii inceli i zastrzeli. Pójdzie w cyberseks i pornografię. Albo się zapije, bo to jedyny sposób jaki mu tatuś pokazał na rozładowanie emocji.

Jak mam dobry dzień i wolne zasoby energetyczne, to nawet w to idę. Bo ja lubię facetów, choć czasem tego po mnie nie widać. No i mam dobre serce, co widać jeszcze mniej, musicie mi wierzyć na słowo.

Cywilizuję, tłumaczę, rozwijam, po główce głaszczę, że taki dzielny i daje radę.

I choć ręce mam po łokcie urobione, to dotąd uważałam, że to pożyteczny wysiłek.

Po dłuższych obserwacjach gatunku, zmieniłam zdanie.

Bo.

Mam jeden problem.

To znaczy ma go część sympatycznych kolegów.

Pamiętacie taki film z Nicole Kidman „Zanim zasnę”? Główna bohaterka cierpiała oto na amnezję i codziennie rano musiała sobie obejrzeć na kamerce filmik o swoim życiu żeby się w ogóle zorientować kim jest i gdzie mieszka.

I taki mam problem z kolegami. Niby rozumieją, niby się rozwijają, po prostu serce rośnie. Chce się żyć, jednym słowem.

A potem pstryk! i wracają do ustawień fabrycznych. Znowu nie wiedzą, że obowiązki domowe się dzieli, dziećmi opiekować się powinno oboje rodziców, żelazko nie jest przypisane do płci, a seks powinien być połączony z bliskością oraz, że ważna jest komunikacja w związku.

Tylko mam taką refleksję w temacie. Popartą badaniami w terenie.

To NIE JEST błąd fabryczny. To cwana aplikacja, która nazywa się WYGODA i włącza się zawsze wtedy, kiedy za pożądanymi zmianami musiałby iść nadmierny wysiłek.

Wiadomo, baba to sobie musi pogadać. Jak się wygada, a my pokiwamy ze zrozumieniem głowami to będzie sobie żyła w przeświadczeniu, że JEST ZROBIONE.

No więc, drodzy guru od terapii. Nie jest. I nie będzie.

Sami dobrze wiecie, że żadna zmiana inicjowana z zewnątrz nie jest możliwa, jeśli klient jej nie chce.

Więc im ma być z nami niewygodnie, źle i do bani. Źle z nami, ze sobą i w ogóle.

Aż dojrzeją do zmian.

Kilku po drodze przypłaci życiem, ale w końcu jak to powiedział jakiś minister:

„Ludzie czasem umierają.”

Wprawdzie on miał na myśli ciężarną kobietę, ale zasada jest uniwersalna.

 

5 komentarzy
  • Amanda
    Posted at 12:37h, 23 listopada Odpowiedz

    To prawda jest, tylko jest też druga gorzka prawda. Tym kobietom, które dopiero tak późno (jak ,,dojrzały”) zainwestowały w siebie tych lat straconych na pasożyta nikt nie odda. Lepiej zaczynać to od razu. Niektóre (przypadki patologiczne) inwestują do końca życia a potem zastanawianie, czemu mają ,,zmarnowane życie”. A wszystko jest przez to, że przeciętny idiota (ekhem, facet) nie uważa kobiety za człowieka jak on. Tylko za ,,coś” podrzędnego. Poczynając od twardogłowych bandytów a kończąc na lewicowych piewcach. Bez. Wyjątku. Jedna moja znajoma ostatnio w okolicy zauważyła, że na koronę umiera więcej mężczyzn niż kobiet (potwierdzone, przynajmniej u nas w okolicy). Jej reakcja: „I dobrze, jakaś sprawiedliwość jednak istnieje w dziejach. Mogłoby też trafić polityków z obu stron a z prawej to i baby”.

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 19:07h, 23 listopada Odpowiedz

      ano pewnie, że najlepiej od początku stawiać na siebie, ale taka mądra to ja nie byłam

    • Magda
      Posted at 16:55h, 24 listopada Odpowiedz

      Jak to mówią, gdyby człowiek wiedział, że się przewróci, to by się położył 😉

  • M
    Posted at 22:38h, 23 listopada Odpowiedz

    Ja zawsze uważałam, że ta obrona ,,wartości rodzinnych” i ,,tradycji” (niby jakiej?) to zwykła zasłona dymna i wygodnictwo. Gdyby faktycznie chodziło o obronę wartości to faceci nie k…, ok, ładniej, puszczaliby się z małolatami i czepiali się ,,złych ojców” a nie tylko matek. Czepiali by się, żeby rodzina to było miejsce dla każdego a nie ,,hotel z całodobową obsługą”. I żeby każdy tą rodzinę zapewniał i o nią dbał. To kit i tyle i szkoda mi oczu na kolejne wynurzenia, czy to prawych, czy lewych, czy guru, czy z dołu. Szkoda tylko, że wiele kobiet ten kit łyka a jak się udławi to już za późno… I inwestują w mrzonkę a nie w siebie, czy prawdziwą rodzinę (tak jak mężczyźni też powinni). Ludzie bardzo lubią jechać na ułudzie a potem oj, jak to?

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 07:46h, 24 listopada Odpowiedz

      najlepszym dowodem na to, że kobiety lubią żyć w ułudzie jest ich obecność w KK

Leave a Reply

%d bloggers like this: