Rozwińcie czerwone dywany

Przez portale feministyczne i prawicowe przewala się kolejna gorąca dyskusja o aborcji. Dyskusja wywołana kontrowersyjną okładką Wysokich Obcasów z hasłem “Aborcja jest OK” i wizerunkami aktywistek z Aborcyjnego Dream Teamu. Od dziewczyn odcinają się nawet celebrytki, które brały udział w Czarnym Marszu, a teraz są oburzone jak Hanna Lis czy Olga Frycz.

Przypominam tylko, że określenie “OK” znaczy “w porządku”, a nie – fajnie, cool, ani sexy. Ty jesteś w porządku, twoja decyzja jest w porządku, twoje uczucia są w porządku, jakie by nie były. Bo to twoje ciało i twoje życie. Twoje wybory i ich konsekwencje.

Mnie bardziej zastanawia, kiedy rozwiną się czerwone dywany przed każdą kobietą, która decyduje się urodzić w naszym pięknym kraju. Przejść przez czyściec państwowej porodówki i opieki pediatrycznej. Zaryzykować poród przy ograniczonym dostępie do badań prenatalnych. Kraju, w którym na wizytę u laryngologa z dzieckiem chorym na zapalenie ucha czeka się dwa tygodnie. Nawet prywatnie. Bo nie ma specjalistów, więc ci którzy zostali mają pacjentów po sufit i finansowe eldorado. I ani zatroskani politycy, ani środowisko lekarskie od lat jakoś nie potrafią nic z tym zrobić.

Naprawdę cieszy mnie, że płaci się matkom obecnie zasiłek 500+ i to już jest jakiś krok w dobrą stronę i wyciąganie wielu rodzin ze strefy ubóstwa, zwłaszcza wielodzietnych. Ale jeśli masz jedno dziecko, to kasy nie dostaniesz, za to prawie na pewno będziesz musiała zrezygnować z pracy, chyba że ulituje się ofiarna babcia na emeryturze, albo twoje zarobki starczają na luksus posiadania niani. I bardzo szybko dowiesz się, że dziecko to głównie twój problem, bo facet jak jest fajny to pomaga i wspiera, ale jeśli nie ma ochoty, to nie dostaniesz nawet skandalicznie niskich alimentów zasądzonych przez sąd rodzinny, a koleś będzie ci grał na nosie wpłacając raz na parę miesięcy 100 zł, bo w ten sposób wykazuje “dobrą wolę”.

A jeśli nawet wszystko układa ci się jak po maśle, to standardy bycia “dobrą matką” zapewne wpędzą cię na długie lata w nieustające poczucie winy, że robisz coś nie tak, a pociecha i tak jest skazana na lata psychoterapii po traumatycznym dzieciństwie. Wszyscy dookoła będą cię oceniać, pouczać i wiedzieć lepiej.

Kiedy już przebrniesz przez dylematy karmienia piersią czy butelką i zacznie ci się wydawać, że dziecko, które dorosło już do etapu szkolnej edukacji powinno być trochę mniej absorbujące, to polska szkoła natychmiast wyprowadzi cię z błędu. To ty masz do odrobienia codzienne lekcje i ty masz dbać, żeby potomek cokolwiek przyswoił. Nie nauczyciel. On co najwyżej wezwie cię do szkoły i ochrzani. Oraz dorobi korepetycjami. Nie wiem po co w ogóle jeszcze utrzymujemy szkoły, skoro wiadomo, że “wszyscy” i tak chodzą na korki.

Kochamy nasze dzieci nad życie, ale rodzicielstwo w dzisiejszych czasach, mimo technicznych ułatwień, to długi i trudny bieg z przeszkodami. I to wtedy, kiedy dzieci są normalnie zdrowe, zdolne i nie sprawiające zbytnich kłopotów. Takie jak moje na przykład. I ma się pomoc ofiarnych babć i dziadków. Tak jak ja. Odpowiedzialnego męża zarabiającego przyzwoite pieniądze. Dobry zawód i elastyczne godziny pracy. To jest trudne. To najbardziej absorbujące, męczące i odpowiedzialne zajęcie na świecie. Nawet nie wyobrażam sobie jak trudne jest macierzyństwo dla matek dzieci chorych, dla matek samotnych i pozbawionych wsparcia, którym brakuje pieniędzy na podstawowe potrzeby dziecka i własne.

I dlatego uważam, że decyzja o urodzeniu dziecka należy do kobiety. I jak by nie zdecydowała- jest OK. Bo to ona ponosi tej decyzji konsekwencje przez długie lata, a czasem do końca życia. I niedobrze mi się robi jak słucham świętoszkowatych hipokrytów, którym nic tak nie leży na sercu jak dobro zarodków. Ale jednocześnie są w stanie strzelać do bezbronnych zwierząt na polowaniu, wysyłać odchowane cudze dzieci na idiotyczne wojny i bezmyślnie kupować tanie koszulki szyte po 10 centów za dzień pracy przez maluchy w Bangladeszu. Których nie interesuje rabunkowa eksploatacja zasobów Ziemi i to, że tym uratowanym zarodkom zostawimy świat, na którym nie będzie się dało żyć, bo braknie czystej wody i powietrza. Bo im się wydaje, że już wtedy będą w swoim wymyślonym niebie, na boskich kolanach i z medalem za zasługi na szyi.

Myślenie jest OK.

 

2 komentarze
  • Ania nie Andzia
    Posted at 11:04h, 18 sierpnia Odpowiedz

    Od jakiegoś czasu czytam twojego bloga i wciąż mnie zadziwia to,jak bardzo zgadzam się z tym co piszesz.Kilka razy chciałam dodać komentarz,ale w końcu rezygnowałam,jednak tutaj po prostu muszę,gdyż jako kobiecie i matce dwóch młodych kobiet,temat jest szczególnie bliski.Absolutnie każda kobieta powinna mieć prawo do aborcji.A to czy z niego skorzysta,to już jej wybór,ale powinna tę możliwość wyboru mieć.Bylam młodą dziewczyną,kiedy zaszłam w nieplanowaną ciążę i wtedy aborcja była jeszcze legalna.Pamiętam moją rozmowę
    chłopakiem, z przyjaciółką,siostrą,nawet przyszłą teściową,bo była świetną kobietą.Mówiłam o swoim lęku,wszelkich obawach i oczywiście rozważaliśmy wraz z ojcem dziecka przeprowadzenie aborcji.Ostatecznie podjęłam decyzję o urodzeniu dziecka i wtedy to była jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu.Mam dwie wspaniałe córki,które kocham nad życie i dla których również pragnę możliwości wyboru,gdyby znalazły się w takiej sytuacji.Pozdrawiam Cię Wiedźmo i pisz dalej to,o czym ja myślę a czego nie potrafię ubrać w słowa ja ty.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 11:38h, 18 sierpnia Odpowiedz

      Bardzo dziękuję :-). Też jestem matką dwóch cudownych córek i pragnę dla nich wolności wyboru. Przeraża mnie, że są kobiety, które popieraja te nieludzkie pomysły o przymusie rodzenia dzieci niepełnosprawnych, trzeba mieć bardzo zlasowany religią mózg, żeby być tak okrutnym.

Dodaj komentarz