Samokrytycyzm może Cię zabić

Twój morderca czai się w Tobie. To nie są żarty. Nie na darmo w czasie wszelkich warsztatów, grup rozwojowych i indywidualnej terapii wszyscy Ci powtarzają, że twoim największym wrogiem jest twój wewnętrzny krytyk.

Dobrze wiemy, jak nam brakuje na co dzień pewności siebie. Ile razy cofamy się przed ważnymi decyzjami z obawy, że sobie nie poradzimy. Unikamy publicznych wystąpień, bo na samą myśl o tym, że słuchać nas będzie cała sala obcych ludzi pocą nam się ręce i miękną kolana.

Ale powiedzmy, że nie musimy przemawiać, a trudne decyzje możemy zostawić mamusi, teściowej i pani Goździkowej. Przecież one świetnie wiedzą, co dla nas najlepsze. Możemy schować się w kąciku i przeczekać sobie to życie jakoś na spokojnie, stosując się do komunikatu na szybach tramwaju “nie wychylać się“.

No niestety, to nas nie uwolni od konieczności wyzwolenia się spod wpływu wewnętrznego krytyka. Jeśli chcemy żyć, oczywiście. I, to już nie nawet, że pogodnie, szczęśliwie, czy twórczo.

W ogóle ŻYĆ.

Albowiem nieocenieni amerykańscy naukowcy postawnowili znowu skomplikować nam życie i odkryli, że nasz mózg nie odróżnia faktów od fikcji. I na atak naszego wewnętrznego krytyka reaguje zupełnie podobnie jak na atak tygrysa szablozębnego. STRACHEM. Czyli uruchamia reakcję-“walcz lub uciekaj“. A konkretnie: uwalnia do krwi adrenalinę i kortyzol, przyspiesza nam oddech, bicie serca i wyostrza wzrok ( to akurat mogłoby mi zostać).

W chwili niebezpieczeństwa twój organizm nie interesuje się kwestią przeżycia przez następne 10 lat, tylko stara się przetrwać następne 10 minut. Wyłącza funkcje takie jak twórcze myślenie, budowę mięśni, czy dbanie o bilans wapnia w tkance kostnej.

I co najważniejsze-WYŁĄCZA UKŁAD ODPORNOŚCIOWY. Na tą chwilę. Ale jeśli masz takich chwil, chwil ataku przez własnego wewnętrznego krytyka wiele? Codziennie? Sama sobie policz.

Bardzo ta teoria koreluje z inną mi znaną, czyli z teorią o roli przewlekłego stresu w chorobach onkologicznych. Otóż naukowcy twierdzą, że nasz organizm naturalnie wytwarza setki zmutowanych komórek w ciągu doby, ale normalnie działający układ odpornościowy świetnie sobie radzi z ich eliminacją. Natomiast stan przewlekłego stresu upośledza jego działanie i sprzyja atakowi komórek rakowych.

Czy to Cię przekonuje, że warto być swoją najlepszą przyjaciółką?

 

8 komentarzy
  • Avatar
    Gaja
    Posted at 10:53h, 21 listopada Odpowiedz

    Bardzo mnie to przekonuje! Nie lubię wewnętrznego krytyka i gonię go precz, kiedy tylko wyściubia swój nos. U mnie jest tak, że pojawia się najchętniej w jednej dziedzinie życia: jazda samochodem. Od lat wbijałam sobie do głowy, że jestem w tym słaba i kiedy po 15 latach znów byłam zmuszona wsiąść za kółko wyraźnie doświadczyłam działania krytyka. Kiedy mu się poddawałam jazda szła fatalnie, kiedy wsiadałam za kółko świadomie z myślą, że jestem dobrym kierowcą i jestem bezpieczna, od razu dało się wyczuć lepszą jakość jazdy. A to co piszesz o przewlekłym stresie teraz dodatkowo mnie zmobilizuje do kontrolowania myśli w tym kierunku.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 11:24h, 21 listopada Odpowiedz

      Mnie bardzo przekonuje ta teoria przewlekłego stresu, bo co i rusz się dowiaduję, że jakaś koleżanka czy znajoma, o której wiem, że ma na przykład toksyczny związek, to teraz ma raka piersi 🙁

  • Avatar
    IWnowa
    Posted at 11:56h, 21 listopada Odpowiedz

    Może nie znałam aż takiej korelacji na temat wpływu przewlekłego stresu na produkcję komórek rakowych, ale dostatecznie mocno zawsze przekonywał mnie mój własny stan. Kiedy czuję, że już zaczynam chorować, to najpierw staram się opanować mój stan zdrowia, a zaraz potem analizuję, co też mnie tak przygięło i dobiło. I jeśli mi wychodzi, że ludzie wokół mnie, czy też jeden człowiek, to nieważne kim dla mnie jest, idzie w odstawkę.
    Własne zdrowie jest dla mnie o wiele ważniejsze od tzw. relacji, szczególnie kiedy ta relacja jest dla mnie szkodliwa.
    O tym wpływie stresu na mózg też przeczytałam już dość dawno i zszokowało mnie, że przeżywamy wymyślone scenariusze w mózgu tak samo, jakby to wszystko naprawdę się wydarzyło, przy mojej wyobraźni i możliwościach intelektualnych to się dziwię, jak ja w miarę zdrowo przeżyłam tyle lat, nie wpadając ani w żadne poważniejsze uzależnienie, ani nie ulegając jakiejś ciężkiej chorobie. Chyba jednak wrodzony rozsądek mnie często ratuje. I moi przyjaciele. 🙂
    Uściski!

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 12:00h, 21 listopada Odpowiedz

      w sumie na tym opiera się magia kina, że mózg nie odróżnia faktów od fikcji 🙂

  • Avatar
    Amanda
    Posted at 13:31h, 21 listopada Odpowiedz

    Skoro to naturalny mechanizm to może zamiast próbować z nim walczyć, trzeba go przekonwertować? Czyli, zamiast wewnętrznego krytyka mieć wewnętrznego mentora albo kogoś, kto dodaje otuchy, tak jak pani Wiedźma pisze. Czyli w drugą stronę, nawet jak jest źle to w wyobraźni motywujemy się, że sobie poradzimy. Czy coś podobnego. I nie chodzi o samouwielbienie ale o motywację.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 20:42h, 21 listopada Odpowiedz

      no dokładnie tak 🙂

  • Avatar
    M
    Posted at 13:41h, 21 listopada Odpowiedz

    Ja mam jednak wrażenie, że często to otoczenie, a nie nasz wewnętrzny krytyk, jest bardziej odpowiedzialne za ten stres. Oraz modne teraz i wszechobecne przesadne parcie na szkło w wielu dziedzinach. Japończycy od zbytniej presji zawodowej dostają Hikikomori i zamykają się w domach. Niektórzy popełniają samobójstwa bo zostali zwolnieni, a jeszcze bardziej hardkorowy przykład to samobójstwa lub depresja bo pracodawca wysłał na urlop! Już nie wystarczy być naprawdę dobrym (albo najlepszym), w tym co się robi i kochać to robić. Trzeba umieć/wiedzieć wszystko i być najlepszym we wszystkim, najładniejszym (pseudo standardami), ąę i w ogóle. Najlepiej zaczynać korpo-kursy już od kołyski a testy na kompetencje zawodowe przechodzić jeszcze w wieku prenatalnym… To są i depresje i lęki. A praca to tylko jedno pole tej chorej układanki.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 20:44h, 21 listopada Odpowiedz

      Ale tylko od ciebie zależy, czy dasz się w to wkręcić. Możesz sama zostać swoim pracodawcą i traktować siebie dobrze 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: