Skansen na Wiejskiej

Czytam sobie “Wielką czwórkę” Scotta Galloway’a i pierwsze co przychodzi mi na myśl to to, że politycy są jak ci generałowie, którzy zawsze są przygotowani do wygrania poprzedniej wojny. Zupełnie jak Francuzi, ktorzy po pierwszej wojnie wybudowali linię Maginota, żeby zatrzymać następną inwazję, a Hitler ją zwyczajnie ominął i cała zabawa na nic.

W czasach kiedy wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie decyzje dotyczące przyszłości naszych dzieci podejmują ludzie zatrzymani w pojmowaniu świata na etapie zamawiania telefonu do Warszawy na poczcie w Koluszkach.

Takie na przykład nawoływanie do dzietności i zachęcanie zasiłkami do replikowania swoich genów, niezależnie od ich jakości. Czołowy argument- bo kto będzie pracował na nasze emerytury? Pomijam wątpliwą moralnie transkację z przyszłym pokoleniem czyniącą z jeszcze nieurodzonych naszych przyszłych niewolników. Ale czy ktokolwiek zastanowił się, gdzie to oni będą pracowali na te hipotetyczne emerytury? W zrobotyzowanych sklepach, czy samochodach kierowanych przez algorytmy? Czy  żaden z politykow nie jechał jeszcze Uberem, ani nie zrobił zakupów online?

Moja przyjaciółka prowadząca biuro księgowe, zmęczona użeraniem się z pracownicami, płaceniem za ich L4, macierzyńskie i wychowawcze, poważnie zastanawia się nad zautomatyzowaniem większości obliczeń i wywaleniem towarzystwa na bruk. Algorytm nie potrzebuje wolnego, ani przerwy na papierosa, nie trzeba za niego płacic zusu, ani wysyłać na zaległy urlop. Kto powstrzyma pracodawców przed potanieniem kosztów siły roboczej? Za parę lat pan Piotr Duda nie będzie musiał troszczyć się o wolne niedziele pań z Biedronki, bo one wszystkie dni będą miały wolne, a nasze zakupy zapakuje stale uśmiechnięty robot, a pod drzwi dostarczy dron. Po drodze ściągając należność z telefonu.

Oczywiście, ludzie będą nadal potrzebni. Ale tylko zdolni, wykształceni, elastycznie dostosowujący się do wymagań rzeczywistości. Specjaliści. Reszta dostanie na pociechę najniższy zasiłek i przesiedzi życie na kanapie, oglądając seriale z Netflixa. W społeczeństwach rozwiniętych kwestia płacenia ludziom na przeżycie bez wymagania pracy jest coraz poważniej dyskutowana, bo pracy jest coraz mniej i nie ma możliwości wygenerowania nowych stanowisk w miejsce likwidowanych przez automatyzację.

Zamiast w dzietność powinniśmy inwestować w edukcję tych, którzy już są. Żeby nadążyli. Żeby mieli szansę być w ogóle do czegoś potrzebni w świecie rządzonym przez algorytmy. A u nas ” Różaniec do granic” jak francuska Linia Maginota.

Jak to mówiła lwica do świni w wierszyku znanego szeroko bajkopisarza na K ?

“Ródź ty dziesięć, cztery, dwa,

ja jednego-ale lwa!”

 

 

2 komentarze
  • M
    Posted at 14:41h, 29 listopada Odpowiedz

    W sumie kiedyś roboty będą mogły przejąć wszystkie nasze zadania. Dosłownie, kiedy zaczną myśleć. Staną się specjalistami. Popieram edukację i też mnie wkurza to parcie, że każdy musi mieć dzieci. Ale abstrahując od tego głupiego trendu, wracamy do tematu pracy robotów. Co wtedy z nami? Bo nawet specjaliści mogą w końcu przestać być potrzebni 🙁

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 17:17h, 29 listopada Odpowiedz

      I tym trzeba się martwić a nie dzietnością

Dodaj komentarz