Stand by…me

Podobno jedną z bardziej fundamentalnych różnic między mózgiem damskim i męskim jest tzw. podzielność uwagi. Podczas, kiedy ona, trzymając jedną ręką niemowlę, drugą miesza w garach, a przy okazji konwersuje niezobowiązująco z przyjaciółką przez telefon, on w tytanicznym skupieniu zmienia żarówkę i broń Boże oderwać go od tej czynności jakimś głupim pytaniem, bo zostaniemy na zawsze pogrążone w ciemnościach.

Ma to swoje dalekosiężna skutki w relacjach międzyludzkich. Częściowo pisałam o tym w felietonie “Dziecko on/off”. O ile tatuś, gdy powierzamy mu opiekę nad dziecięciem, to kiedy skupi się na tej czynności całkowicie, odnosi zwykle sukces, to jeśli dojdą czynniki zakłócające uwagę, katastrofa wisi w powietrzu.

Bardziej zróżnicowane efekty potrafi mieć ta niepodzielność męskiej uwagi w relacjach romantycznych, czyli konkretnie z nami. Na początku jest to bardzo miłe, bo w fazie zdobywania kobiety, mężczyzna koncentruje się maksymalnie i czasami potrafi się nawet domyślić, czego kobieta by chciała, albo potrzebowała do szczęścia. Po prostu mózg na najwyższych obrotach, synapsy rozgrzane do czerwoności, hormony buzują. To nam zwykle daje niepowtarzalne uczucie bycia nie tylko zauważoną, ale wybraną i jedyną. I my się przyzwyczajamy, a co gorsza, myślimy, że tak będzie już zawsze.

Tymczasem życie płynie, stawia swoje wymagania i nie sposób wciąż skupiać się na wybrance, choćby najbardziej ukochanej. My nie mamy z tym problemu, czułego sms-a wyślemy malując sobie rzęsy, a na telefon zawsze mamy czas, chyba, że przeprowadzamy akurat operację na otwartym sercu. Natomiast nasz rycerz po zdobyciu szklanej wieży i naszego gorącego serduszka, oblewa sukces z kolegami, a zdobyta królewna przechodzi w jego mózgu w pozycję “stand by”, zupełnie jakby była urządzeniem elektronicznym w trybie czuwania.

A już do całkowitej katastrofy bywa, że dochodzi, kiedy rycerz, w całkiem dobrej wierze wyrusza zabić jakiegoś smoka i nie ma go ranki i wieczory. Nie pisze, nie dzwoni i w ogóle nie wykazuje jakiejkolwiek potrzeby kontaktu. Królewna, jak to królewna, pochlipie chwilę w kącie, a potem rozejrzy się za bardziej dostępnymi opcjami. I kiedy on wraca, syt chwały i stęskniony, zdarza się, że już wierny ogrodnik siorbie kawę z jego ulubionego kubeczka w groszki.

Bo czasem codzienna róża przy wspólnym śniadaniu znaczy więcej niż największy smok.

1 Comment
  • M
    Posted at 14:21h, 31 lipca Odpowiedz

    A jak dla mnie Pani Wiedźmo częściowa ,,niemoc” mężczyzn np. w przypadku opieki nad dzieckiem lub obowiązków domowych i zwalanie jej na kobiety to zwykłe wygodnictwo i tyle. Ja rozumiem biologiczne uwarunkowania ale jak ktoś wiedział jak zrobić dziecko a teraz nie wie jak się zająć to, jak dla mnie, jest upośledzony. Jeśli ktoś jest w stanie nauczyć się jeździć samochodem, zmieniać żarówki i czytać (te rzeczy zostały wynalezione później niż pojawiliśmy się na Ziemi przecież) to tak naturalna czynność jak opieka i ochrona własnego potomstwa powinna być naturalnym odruchem też u ojca (i nie chodzi mi o nadopiekuńczość tylko opiekę nad niemowlakiem lub małym dzieciakiem). A pisała już Pani że i on i matka muszą się dopiero nauczyć tej opieki, matka nie jest tak zaprogramowana. Dla mnie wymówka, że on jest ,,jednozadaniowy” i zagubiony z jego strony jest zwyczajnie głupia. Ja myślę, że gdyby nie patriarchat i głupie wychowywanie większości mężczyzn, to oni sami z siebie (nie wszyscy, nieodpowiedzialnych idiotów nie brakuje) wiedzieliby, że dzieckiem trzeba się zająć bo to naturalny obowiązek. I domem też. Nie musieliby myć okien w grudniu bo kobiety też nie powinny 🙂 Gdyby kobietom na każdym kroku wmawiać, że mają zostawiać dziecko pod opieką ojca i mieć gdzieś (zamiast, że każda musi być od razu wzorową mamusią i nic innego w życiu nie robić tylko za dzieciątkiem latać) to, moim zdaniem, dużo też by było nieodpowiedzialnych idiotek, tak jak dzisiaj w przypadku tatusiów. Kobietom się po prostu wmawia, że mają odpowiadać za wszystko a facetom, że za nic. I jest efekt tego, jak widać.

Dodaj komentarz