Warning: sprintf(): Too few arguments in /home/users/wp_sonia/public_html/wp/wp-content/plugins/wp-user-avatar/includes/class-wp-user-avatar-functions.php on line 668

Światowy Dzień Niemarnotrawnej

Wczoraj był światowy dzień depresji i jak napisałam na wallu, ja się nie wypowiadam, bo pochodzę z rodziny, w której w choroby psychiczne się nie wierzyło, a za antidotum na spleen i chandrę uważało się umycie wszystkich okien w domu.

I nawet potwierdzona diagnoza dwubiegunówki mojej cioci nie uchroniła jej przed dobrymi radami typu “weź się w garść”. Czasem brała, a czasem kończyła w pasach na psychiatrii, ale to drugie “czasem”  było wstydliwie ukrywane przed światem i przede mną. Ciocia w fazie euforii była urocza, przezabawna i jeździła do ministra taksówką załatwiać Ważne Sprawy. W fazie depresji trafiała na leczenie, albo piła. Potem piła już w obu fazach i w końcu serce nie wytrzymało.

Ja w młodości co i rusz planowałam spektakularne samobójstwo, ale jakoś zawsze w końcu robiło mi się szkoda wakacji.

Z prawdziwą depresją wylądowałam u psychiatry dopiero po drugim porodzie, ale dał mi takie leki, że odkleiłam się od rzeczywistości na 36 godzin, a jako matka noworodka nie mogłam sobie na takie efekty leczenia pozwolić.

Więc “wrzuciłam to wszystko do zlewu, bez gniewu, doktorze, bez gniewu” i wzięłam się w garść. Może to nie była prawdziwa depresja, ale taka była diagnoza specjalisty.

Może to było tylko przeciążenie obwodów obowiązkami, powinnościami i spełnianiem oczekiwań.

Niemniej jednak, wzięłam się w garść, bo nie widziałam innego wyjścia.

Stąd mój postulat. Ja nie odmawiam troski i uwagi potrzebującym tego świata, wszystkim chorym, depresyjnym i rozwalonym życiem. Życie czasem boli. Czasem tak boli, że niektórzy wolą nie żyć.

Ale zauważmy też czasem tych, którzy jednak biorą się w garść. Żadna przypowieść ewangeliczna nie wkurwiała mnie tak, jak przypowieść o synu marnotrawnym. Bo zawsze w tyle głowy kołatała mi się myśl, jak musiał się czuć ten syn porządny, kiedy tatuś tak się rozczulał nad powrotem marnotrawnego?

I jeszcze drugi wkurwiający tekst, o tym, że “większa radość w niebie z jednego nawróconego niż z 10 sprawiedliwych”.

Serio?

To po jaką cholerę być pracowitym, ambitnym czy biorącym się w garść? Po co dotrzymywać umów, terminów i wywiązywać się z obowiązków?

Więc chociaż uważam, że depresja kliniczna to choroba i należy chorym udzielić pomocy, to marzę o Dniu Tych, Którzy Wzięli Się W Garść, o dniu Dziecka Niemarnotrawnego i Dniu Tych, Którzy Nie Zawodzą.

Nam też bywa ciężko. Nie budzimy się codziennie pełni energii i miłości do świata i ludzi. Czasami tak zaciskamy zęby, że aż pęka nam szkliwo.

Ale wiemy, że inni na nas liczą. Że zrobimy, załatwimy i się zaopiekujemy.

Zarobimy, zbudujemy, zaopatrzymy.

Mimo chandry, czy gorszego dnia, będziemy punktualni i niezawodni.

Cześć nam i chwała.

 

 

8 komentarzy
  • Avatar
    Irena
    Posted at 11:54h, 24 lutego Odpowiedz

    o tak – takich nikt nie docenia 🙁

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 14:33h, 24 lutego Odpowiedz

      Właśnie

  • Avatar
    Amanda
    Posted at 13:32h, 24 lutego Odpowiedz

    Jak ktoś jest wrażliwszy i popatrzy na to, co się dzieje w wielu miejscach świata, to ciężko nie mieć depresji. Wystarczy posłuchać jakim językiem młode pokolenia do siebie mówią ale i starsze w Polsce. I dołożyć inne wydarzenia na świecie, spowodowane przez ludzi. A jeszcze wiele osób ma ciężką sytuację u siebie. Wiele osób przez cudowną politykę nie ma na chleb, nie mają też jak wziąć się w garść bo nie ma za co. Nie każdy ma siłę z tym walczyć bo to często walka z wiatrakami. Morze ludzkiej podłości, hejtu, niesprawiedliwości i głupoty zalewa świat. I coraz więcej ludzi tego nie wytrzymuje i po prostu to widzi. Jakoś nie widzę tej ery rozwoju i wzajemnego szacunku, jest często tylko gorzej.

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 18:20h, 24 lutego Odpowiedz

      Można mieć tylko co z tego wynika? Może lepiej, że niektórzy są mniej wrażliwi,za to bardziej pomocni

      • Avatar
        Amanda
        Posted at 19:56h, 24 lutego Odpowiedz

        Z nadmiernej niewrażliwości prosta droga do znieczulicy, nagminnej teraz w wielu społeczeństwach. Najlepiej by było nie tracić wrażliwości i próbować coś robić z tym syfem, sprzątnąć ten bajzel na świecie.

        • Wiedźma Radzi
          Posted at 21:41h, 24 lutego Odpowiedz

          tak, zgadzam się, i tak zwykle się dzieje, kiedy wrażliwość jest bardziej skierowana na zewnątrz, a mniej na własne flaki

  • Avatar
    Marzena Zurek
    Posted at 15:26h, 02 marca Odpowiedz

    Wiedźmo droga, radość z powrotu syna marnotrawnego stąd właśnie, że on “wziął się w garść”, przemyślał i dał radę. Tak samo radość z tego jednego nawróconego.
    “Porządny syn” oraz “10 sprawiedliwych” nie wpadali w dołki, nie gubili się. Można by rzec- nie byli nadwrażliwcami i dawali sobie radę. Jak w zwykłym, ludzkim życiu- bardziej cieszymy się z powodu tego, który zachorował, ale dał radę, wyszedł na prostą, wyzdrowiał niż z powodu tego, który stale trzyma się w dobrym zdrowiu. Choć przecież nie znaczy to wcale, że dobrego zdrowia nie doceniamy. “Syn porządny” (choć targnęły nim emocje niezrozumienia) jak najbardziej był doceniany przez swego ojca. Powiedział on mu przecież: “Synu, ty zawsze jesteś ze mną, i wszystko, co ja mam, do ciebie należy” (Łk 15:31). Czy to nie jest wyraz docenienia?
    A tak a propos depresji. Odnoszę wrażenie, że pojęcie to (mimo, iż niezaprzeczalnie jest to w pewnym sensie „globalna epidemia”) ostatnimi laty jest bardzo nadużywane. Stało się modne. Może wygodne? Wygodne także jako diagnoza? Wydaje mi się, że wiele przypadków tej “zdiagnozowanej depresji”, to po prostu tak, jak napisałaś o sobie- “przeciążenie obwodów”. Też przez to przeszłam. I tak, jak Ty- widząc, co robią ze mną leki, rzuciłam je w kąt i “wzięłam się w garść”, bo, na szczęście, czułam jeszcze, że muszę to zrobić. Są tacy (znam takich), którzy daliby radę, ale diagnoza jest dla nich wygodna i daje im przyzwolenie na nicnierobienie. Są jednak i tacy, którzy już naprawdę nie są w stanie niczego poczuć/ nie są w stanie wykrzesać z siebie siły na nic. I to dopiero jest depresja.
    Taak, Dzień Tych, Którzy Wzięli Się W Garść jako dzień świąteczny bardzo by się przydał. Choćby dla podładowania akumulatorów, by dalej móc: zrobić, załatwić, zaopiekować się…

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 19:26h, 02 marca Odpowiedz

      no właśnie, też mam wrażenie, że pojęcie depresji jest mocno nadużywane stanowiąc wygodną wymówkę

Leave a Reply

%d bloggers like this: