Tytuł zaczerpnęłam ze świetnej komedii z Kim Basinger i Danem Aycroydem, suchar z 1988-go, ale bawi do dziś. Prawidłowo brzmi "Moja macocha jest kosmitką", a Kim jest w nim ową tytułową kosmitką Celeste, przysłaną z innej galaktyki, bo fajtłapowaty w życiu, ale zdolny naukowo wdowiec...

Czemu utarło się, że solenizantka zaprasza gości, po czym uwija się przy ich obsłudze w pocie czoła i nawet nie ma czasu obejrzeć prezentów?...