Tombak w cenie złota i bohater z papieru

Czytam ci ja sobie komentarze pod postem o książce Niki Nabokowej o kochankach i po tonie mogę bez pudła ocenić wiek komentującej. Im bardziej radykalne poglądy, tym najczęściej młodszy rocznik miłej czarodziejki. I silniejsza tendencja do ostrej oceny nieszczęsnych kochanek, rywalek do serca tego jedynego.

Ja to, oczywiście, rozumiem, nawet mądra i piękna Maria Pawlikowska-Jasnorzewska źle znosiła mężowskie zdrady i tłumaczyła młodszej siostrze satyryczce, że nikt by nie lubił, aby obce osoby używały jego szczoteczki do zębów, a co dopiero męża.

Natomiast byłabym ostrożna w zajmowaniu nieprzejednanego stanowiska, bo jak wiadomo żyjemy coraz dłużej i potem można się znaleźć w sytuacji, kiedy trzeba będzie, przynajmniej przed samą sobą, odszczekiwać pochopne osądy.  Życie bywa przewrotne i dzisiejsza wzorowa żona, jutro może zostać występną kochanką, lub odwrotnie.

Nika Nabokowa jest Rosjanką, dlatego sytuacje opisywane w książce mają bardzo dobre przełożenie na nasz swojski klimat słowiańskiego duszoszczipatielnego romansu, gdzie jak już nie krew, to przynajmniej łzy się leją obficie, waleriana też płynie strumieniami, a rywalki najchętniej tarzałyby się wzajemnie w smole i pierzu.

Podejrzewam, że jeśli pozycja ukaże się we francuskim przekładzie, to niejedna elegancka paryżanka sącząc kawę na Champs-Elysees uniesie w zdziwieniu brwi, że można aż tak się przejmować facetem? Romans piękna rzecz, ale te słowiańskie dramaty? Embarrassant.

No i właśnie o to chodzi. Uświadommy sobie wreszcie, moje miłe panie, że wydzierając sobie wzajemnie włosy z głów, albo werbalnie wieszając na sobie psy, tylko podbijamy, jak to się dawniej mówiło, panom bębenek. I pompujemy ich ego jak balon. Który i tak już został dawno nadęty przez mamusie i historyczne zaszłości do niebotycznych rozmiarów.

I taki, umówmy się, bardzo przeciętny przedstawiciel gatunku, nagle, dzięki nam, czuje się jak bohater greckiej tragedii i złoty medal olimpijski w jednym. Owszem, przeżywa, ma wyrzuty, hamletyzuje, ale przede wszystkim zostaje przewartościowany jak akcje na giełdzie w rękach spekulantów. Tu zrozpaczona żona, tam tęskniąca kochanka i on, dzierżący w swych dłoniach, ich los. A jak już się na którąś zdecyduje, to ona odtąd powinna go nosić na rękach, bo przecież taki był dzielny.

No litości. Czyż nie byłoby przyjemniej, jeśli już zdarzylo ci się nieco zgrzeszyć, bo krew nie woda, a te delegacje takie nudne, zniknąć o poranku jak sen złoty? Nucąc pod nosem jakże piękną piosenką Kabaretu Starszych Panów:

” to była miłość nieduża,

poryw uczucia maleńki,

obce jej łzy i udręki,

i szałów nieznana moc

do wielkich grzechów nie zmusza,

nie pretenduje do ręki,

starczyła nam ledwo,

na krótką i zwiewną,

na jedną jedyną noc..”

Ale nie. My musimy udowodnić sobie i światu, że to była miłość ogromna i przepastna jak wody Bajkału, bo inaczej to jesteśmy puszczalskie. I zaczyna się dramat.

Nawiasem, w czasach różanej młodości, sama miałam zwyczaj nakłaniania potencjalnych kandydatów do poważnych deklaracji przed tzw. konsumpcją, bo przecież porządna panienka wyznaje zasadę, że: “dam ci wszystko to co lubię, ale siebie dam po ślubie”. Zaowocowało to pewną klęską urodzaju i potem musiałam się uciekać do niekonwencjonalnych metod, zupełnie jak w “5 niezawodnych sposobach na nudnych narzeczonych”.

To wszystko przez wychowanie i kiepską literaturę, bo jak kocham Sienkiewicza, tak jego i jemu podobnych, pojmowanie relacji romantycznych było niesłychanie wręcz kołtuńskie. Zhańbionej pannie pozostawał jedynie klasztor, a czci broniła równie dzielnie, jak rycerze niepodległości ojczyzny.

I z podobnym skutkiem.

 

Tags:
,
4 komentarze
  • Avatar
    lucysia
    Posted at 20:48h, 04 października Odpowiedz

    Jak ja kocham cię czytać😊
    Zawsze w punkt.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 21:41h, 04 października Odpowiedz

      dzięki, znaczy-rozumiemy się 🙂

  • Avatar
    M
    Posted at 12:38h, 31 października Odpowiedz

    Ja za to nie przepadam za Sienkiewiczem (jako człowiekiem, twórczość to zupełnie inna sprawa). Jego twórczość przygodowa (W pustyni i w puszczy) czy opis średniowiecza (Krzyżacy) bardzo lubię, ale ogólnie jako człowiek miał faktycznie dość kołtuńskie pojmowanie, zwłaszcza relacji. Albo po prostu, jak większość facetów, bał się, ze jak kobiety przejrzą na oczy to trzeba będzie przestać być bardzo wygodnym. Poeta czy pisarz to w końcu też tylko facet. Co z tego, że po prawej stronie krzywej. Jego ,,męskie ego” przysłania prawdziwą poezję i emocje a czasem uwydatnia się kołtuństwo we wspaniałych dziełach. Chociaż mi ciężko się z tymi faktami pogodzić często. Ale to widzę, zresztą u wielu twórców. Czysta głębia ale koniecznie podszyta ego (swoim). W kobiecej twórczości ciężej mi zauważyć to ego, chociaż niektórzy mężczyźni też potrafią się zachwycać światem bez wciskania ,,ale ja jestem najlepszy”. Czasami.

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 12:15h, 01 listopada Odpowiedz

      Faktycznie, rzadko udaje im sie oderwać od swojego ego 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: