TSS i niech Wam wybucha

Bardzo mi się wczoraj zrobiło przyjemnie, kiedy przyjaciółka przysłała mi screena z GW z pytaniem, czy to z mojego bloga cytat w artykule. Z mojego. Oczywiście, poleciałam zaraz do empiku, nabyłam drogą kupna gazetę i mam. 

Patrzę, jest! We wstępniaku. No to czytam cały artykuł, bardzo fajny, polecam, linkuję : “Hojna ma dość”.

I nie byłabym sobą, gdybym nie miała coś do dodania. Chyba się odmienia “czegoś”, ale wolę potocznie, to uwaga do purystów językowych.

Do ad rema zatem.

Najpierw cytacik z ww. artykułu :

Zachęcanie mężczyzn, żeby otwarcie wyrażali słabość, nie bali się płaczu i dopuścili do siebie, że nie muszą być twardzielami, tylko wrażliwymi istotami o szerokim wachlarzu uczuć, zaczęło się kilkanaście lat temu w ramach rozliczania się z patriarchatem. I dobrze. Nadmierna twardość szkodzi i prowadzi do załamań nerwowych. Ale jednocześnie, przy okazji i niespodziewanie, dostaliśmy, my, mężczyźni, do ręki coś niebywale przyjemnego i kuszącego: nową drogę do MSM, Miękkiej Strony Mocy. Okazuje się, że tam nie ma żadnego wstydu, ośmieszania i poczucia, że się w ten sposób kogokolwiek rozczarowuje czy zawodzi.

Założę się, że wręcz odwrotnie.

– W miejsce tych wyolbrzymionych lękiem zagrożeń pojawia się kobiece współczucie, opieka i radość, że samiec w końcu gada ludzkim głosem. Co za ulga! Skoro więc mamy tę nową umiejętność i to nowe, miękkie i ciepłe przyjęcie zamiast patriarchalnych komentarzy: „Co z ciebie za cipa”, to dlaczego nie sprawdzić, jak daleko to sięga?

Tu nawet nie chodzi o cynizm czy wrodzony egoizm – po prostu jeśli jakiś obszar psychiki jest stłumiony przez zewnętrzne reguły, to w momencie wydostania się z klatki wybucha potrzeba zrekompensowania sobie wieloletnich strat wynikłych z wymuszonej postawy Arnolda Schwarzeneggera. A także dalszego eksplorowania obszaru odzyskanej Miękkiej Strony Mocy w celu zbadania jej możliwości i zakresu.

A możliwości są ogromne, bo na każdego zagubionego wrażliwego mężczyznę o oczach spaniela wypada co najmniej setka kobiet gotowych się nim zaopiekować.
Koniec cytatu.
No i dalej następuje szerokie i bardzo niegłupie omówienie, że na dłuższą metę to się nie sprawdzi, bo Kobieta Hojna będzie w końcu miała dość pochylania się nad kruchym męskim ego, kiedy wraca uchetana z roboty. Ale ma taką potrzebę relacji, że prędzej walnie sobie antydepresanta niż pogoni swoją hubę do roboty. Co nawiązuje do do mojej tezy, że wiele kobiet czuje się jak zero i dopiero kiedy stanie przed nim jakaś liczba w postaci faceta, to nabierają we własnych oczach wartości.
Tyle, że taki mężczyzna jakiego opisuje artykuł to moim zdaniem sytuuje się po ujemnej stronie osi, jeśli ktoś pamięta coś jeszcze z matematyki. Więc wychodzi raczej wartość poniżej zera i tak też będziesz się czuć, wykorzystywana przez cwaną gapę.
Więc ja postuluję i namawiam, żeby w takim momencie nam też wybuchało, zupełnie jak im po tym wydostaniu się z klatki “wymuszonej postawy Arnolda”.
W końcu my też przez wieki tłumiłyśmy całkiem spore obszary osobowości.
Oni mają swoją MSM, czyli Miekką Stronę Mocy, a my swoje TSS, czyli Twardą Stronę Siły.
Moje przodkinie na przykład tłumiły ogromną zaradność finansową, niezłomną odwagę i stalowy charakter.
To im wyłaziło szwami w sytuacjach skrajnych jak wojna czy wyciąganie dziadunia z ubeckiej katowni. Pisałam już o mojej babci. Potrafiła wynieść dziecko z rzezi podobnej do wołyńskiej, po wojnie zaś wykupić dziadzia z łap UB, żeby potem na kilkadziesiąt lat zapomnieć o swojej sile i pozwolić tańczyć mu sobie po głowie. Składała chusteczki na kant, podawała obiadki i pastowała mu buty kiedy szedł do kochanki.
Jej wnuczka, czyli ja była nazywana “elementem wywrotowym” przez ś.p. przyjaciela już dwadzieścia lat temu i niczego nie tłumi.
No wybuchło mi, co poradzę, i też eksploruję jak daleko to sięga.
Zarabiam pieniądze, decyduję o każdym aspekcie mojego życia, nie oglądając się na zdanie innych. Mężczyzn kocham, ale tylko wtedy, kiedy czuję się przy nich jak bogini, a nie kuchenna ścierka.
Nie dopasowuję się do ich potrzeb, wymagań i oczekiwań.
Nie pielęgnuję kruchego, męskiego ego, a nawet zdarza mi się podśmiewać z niego w felietonach.
Cwane gapy wyczuwam z kilometra i bezlitośnie spuszczam po brzytwie.
W dodatku obserwuję u moich Wiedźm, że też im wybucha. I te tłumione obszary psyche, które wydostają się z klatki patriarchatu pozwalają im na twórcze, szczęśliwie i spełnione życie. Z facetem lub bez.
Ważne, że własne.
2 komentarze
  • Amanda
    Posted at 09:48h, 13 czerwca Odpowiedz

    Zabawne, a raczej smutne, jak ludzie nie potrafią normalnie i idą w skrajności. Albo ,,Arnold z filmu akcji” w każdej sytuacji, nawet z własnym małym dzieckiem, albo miękka faja, kiedy trzeba coś ostrzej i sobie nie pozwolić się tłamsić. I wielu kobiet też to niestety dotyczy, szczególnie to drugie. Nasza cywilizacja ma jakąś chorobę dwubiegunową. Albo udawać twardego/twardą, nawet kiedy to szkodzi i jest nieadekwatne, albo miękką faje (co innego u kobiet) i może ktoś się zaopiekuje i przy okazji ubezwłasnowolni (kobietę). Halo, jesteśmy dorośli (a raczej dojrzali bo dzieci też bywają bardzo dojrzałe), tak? Chyba jednak nie…

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 09:58h, 13 czerwca Odpowiedz

      a gdzie ty widzisz tych dorosłych? 😉

Leave a Reply

%d bloggers like this: