Ty świecie, weź coś ze sobą zrób

Czytam sobie na sąsiednim blogu Ego Friendly wpis p.t “Ty GRUBA, weź coś ze sobą zrób” i jakoś tak nie umiem pogodzić się z jego pozornie optymistyczną wymową.

Taką trochę rodem z amerykańskich filmów, czyli trudna droga do sukcesu. Per aspera ad astra, jak mawiali starożytni. Tym razem konkretnie chodzi o smutne życie otyłej dziewczynki, która nie miała koleżanek, była samotna i zajadała stres. A potem spotkała dobrą wróżkę-dietetyczkę i przeszła na dietę. Oraz zaczęła ćwiczyć. I po dwóch latach ciężkiej pracy jej życie zmieniło się na lepsze. Schudła, zdobyła przyjaciół i idzie w końcu na pierwszą randkę. Jeszcze trzy rozdziały i będzie odbierała Oskara i dziękowała dietetyczce ze łzami w oczach.

To wszystko prawda. I wiem, otyłość jest niezdrowa, a szczupłość fajna i sexy. I naprawdę rówieśnicy wyszydzają grubasów w szkole i nie chcą ich brać do drużyny, bo za wolno biegają. I że lepiej gdyby grubi schudli. Ale jeśli nie potrafią?

W takiej Warszawie to teraz podobno z nadwagą lepiej nie pokazywać się na mieście. Jeśli chcesz bywać w towarzystwie to musisz być chudy. Nikt się nie snobuje już na literaturę iberoamerykańską, albo teatr eksperymentalny, wszyscy ćwiczą z Chodakowską. Albo biegają jak króliki na bateriach Duracell.

Ale może to nie z grubasami jest jednak coś nie tak? Może już powariowaliśmy wszyscy z tym kultem ciała, religią arcysprawności i mitem sukcesu dla wszystkich. W dodatku dla wszystkich takiego samego. Wyciętego z jednej sztancy.

Czy naprawdę bohaterka ma tylko jedną drogę do zdobycia uwagi i akceptacji grupy? Schudnąć? A nie mogłaby dla odmiany pisać pięknych wierszy, malować, albo programować jak nikt? Zostać grubym naukowcem z nagrodą Noble’a, albo najlepszą stylistką paznokci w mieście? Że już nie wspomnę, że znam jedną świetną psychoterapeutkę o wadze bynajmniej nie piórkowej. I życzyłabym sobie mieć kiedyś tylu przyjaciół, wielbicieli i czytelników, ilu ona ma.

Jeśli chodzi o moje osobiste doświadczenie, to parę razy w życiu udawało mi się dojść do wymarzonej wagi i super formy. I jakoś zupełnie się to nie przekładało na jakość mojego życia. Ot, najwyżej bardziej podobałam się facetom. A to naprawdę nie jest klucz do szczęścia. Czasem nawet jest to prosta droga do paru nieszczęść. Natomiast, kiedy pod wpływem wspomnianej psychoterapeutki trochę poprzestawiałam sobie w głowie, to jestem o wiele bardziej szczęśliwa ze sobą i światem. I inni ze mną też. A jeśli teraz dbam o ciało, to po to żeby było zdrowe i sprawne, a nie dla ogólnoświatowego konkursu na miss rozmiaru 34.

No ja pierniczę, świat elfów. Nikt nie chce być krasnoludem, wszyscy mają być Legolasami i Arwenami. To jednak w Śródziemiu było ciekawiej. I żaden z krasnoludów nie chadzał na siłownię, żeby się zamienić w elfa. Był zadowolony z tego, kim jest.

W dodatku jakoś to działa przeciwskutecznie, bo populacja ogółem wciąż przybiera na wadze. Sama zaczynam mieć zaburzenia odżywiania od tego ciągłego gadania o dietach.

Ja jestem na dwóch. Bo na jednej to byłam głodna.

 

4 komentarze
  • Avatar
    Akiko
    Posted at 13:02h, 03 września Odpowiedz

    w życiu nie słyszałam od szczupłej takich słów… dzięki Wiedźmo :*

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 15:02h, 03 września Odpowiedz

      Szczerze od serca😁💕

  • Avatar
    M
    Posted at 18:05h, 03 września Odpowiedz

    Warszawka taka nowoczesna i pseudo tolerancyjna dla osób LGBT a dla grubej osoby to zostaje wyśmiewanie? I to nie tylko dla grubej, są też inne ,,przestępstwa”. Zawsze wiedziałam, że z tymi pseudo-tolerancyjnymi na różne rzeczy jest coś nie tak… Poza tym, waga to nie jest coś, co można tolerować albo nie, bo to tak jakby tolerować kogoś za {wstaw kolor} oczy. To chore i absurdalne. Co mnie obchodzi czyjaś masa ciała, wysoka czy niska (czy cokolwiek innego, jak nikogo nie krzywdzi). Co innego np. delikatnie na coś zwrócić uwagę dla zdrowia, jak jest już baaardzo przesadnie (i powtarzam, delikatnie i jak jest duża przesada) a co innego jakieś podśmiechujki. Jak ktoś ma źle w głowie (albo źle trafi) to obojętnie, gruby czy chudy, życie będzie miał przewalone. I tyle. I nie dostanie nagle Nobla. A tym warszawskim fit zombie (nie ludziom, którzy ćwiczą faktycznie dla zdrowia i dla siebie, bo lubią) to nagroda Darwina się raczej należy. Myślenie by poćwiczyli…

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 21:47h, 03 września Odpowiedz

      Mawiają, że rozum jest najsprawiedliwiej podzielonym dobrem tego świata..;-)

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: