Wciąż ta sama piosenka

Wyszła właśnie druga część “Seksuolożek” Marty Szarejko, gorąco polecam. Warto czerpać wiedzę z wiarygodnych źródeł, a potem edukować córki, bo w szkole to się raczej już niczego mądrego w tym temacie nie dowiedzą.

Mnie zawsze zasmuca ten leitmotive wszelkich artykułów, książek i wywiadów z psychologami czy lekarzami dotyczących kobiet, związków i naszych z tymi związkami problemów.

Zgaduj zgadula, gdzie złota kula. No jasne. Słynne poczucie własnej wartości. U dziewczynek bardzo często leżące na podłodze, lub zakopane poniżej linii gruntu. U chłopców mające się świetnie.

Więc jak pojawia się problem w sferze łóżkowej, to kto się czuje winny? On??!! Nigdy.

Że coś nie tak, problemy ze wzwodem, lub braki techniki? No w życiu, każdy polski macho ma w łóżku fantazję ułańską. Hmm…No może, gdyby ars amandi polegało na szybkiej szarży i jeszcze szybszym polegnięciu to ewentualnie. Albo kopiowaniu tego, co się podejrzało w internecie surfując po witrynach pornograficznych.

Jest taki stary kawał o tym, że ona symuluje orgazm, bo on symuluje grę wstępną. Książka ciągnie temat dalej, czyli szukamy odpowiedzi na pytanie, czemu ona na przykład zupełnie traci ochotę na seks. I czemu czuje się temu winna. I czy możemy tu w ogóle mówić o winie. Ale nie będę spoilerować, poczytajcie sobie.

Mnie najbardziej zasmuciły, choć nie zdziwiły fragmenty o tym, jak bardzo nie lubimy i nie akceptujemy swoich ciał. Zaczyna się od szatni przed wuefem w podstawówce, a kończy nie wiem kiedy, bo mam leciwe pacjentki, które wciąż jeszcze tłumaczą się z nie takiej wagi, urody, czy fryzury.

Jak ma nam być dobrze w łóżku, skoro zamiast szukać przyjemności, zastanawiamy się, w jakim ułożeniu nie będzie widać fałdki na brzuchu? Nie pozwalamy na seks oralny, bo wstydzimy się wyglądu naszej waginy? O której mówimy “tam na dole”. Tam na dole to mam stopy, jak świetnie zatytułowała swój blog https://proseksualna.pl/ też polecam.

Nasi sympatyczni koledzy rzadko miewają problemy z poczuciem własnej wartości i warto się od nich uczyć. Ja zaczęłam już w młodości, częstując przyjaciela frazą “jestem świetna” w każdej prawie rozmowie. Nie tylko uwierzył, ale się nawet zakochał, bo najpiękniejsza sukienka to ta uszyta z samoakceptacji.

Sama jeszcze wtedy nie wierzyłam, żeby naprawdę uwierzyć potrzebowałam jeszcze dwudziestu lat. I paru życiowych doświadczeń.

No trudno, dziewczyny, nie mamy tego w genach, to trzeba wypracować. A pracowite jesteśmy bardzo, tylko często w niewłaściwym kierunku. Dom ogarniamy na błysk, za dzieci lekcje odrabiamy, faceta wpychamy na piedestał w pocie czoła.

A to sobą warto się zająć w pierwszej kolejności.

Zapraszam do Akademii.

 

 

 

Tags:
,
No Comments

Leave a Reply

%d bloggers like this: