Wszystko jest po coś

Kolejny raz czytam o tym, że “nie ma przypadków” na jakimś “głębokim” portalu i już mnie skręca od tej pseudo duchowej papki. Też lubię mówić, że “nie ma przypadków, są tylko znaki”, bo to fajnie brzmi i dobrze obrazuje różne zabawne korelacje, ale okazuje się, że ludzie naprawdę w to wierzą.

Wynika to z komentarzy pod każdym takim intelektualnym objawieniem na dowolnej stronie. Te namaszczone “wszystko jest po coś”, “nic nie zdarza się bez przyczyny” i tym podobne.

No jasne, że nic nie zdarza się bez przyczyny, jak podpalę zapałką kupę suchego siana na strychu wiejskiej chałupy, to zapewne wywołam pożar. A jeśli w tym pożarze nieszczęśliwie ktoś zginie, to jestem temu winna. Ale to nie znaczy, że pożar przydarzył się Bogu ducha winnym ludziom po to, żeby pogłębili swoje życie duchowe i przekonali się o ulotności dóbr ziemskich.

A kiedy niewinną dziewczynę rozjeżdża autobus to niby gdzie tu mądry boski plan? A dzieci na oddziałach onkologicznych? Też są tam “po coś”? Tak, po chemię i naświetlania.

Biologiczni determiniści też przychylają się do tezy, że wszystko postanowione jest z góry, ale na tej zasadzie, że nasz mózg podejmuje decyzje na miliułamki sekund PRZED TYM nim zdamy sobie z tego sprawę. I te miliułamki spędzają im sen z powiek. Ale nie są dowodem na boski plan.

Natomiast te naiwne złote myśli o znakach i dobrej energii, która nad nami czuwa to jest takie pocieszanie się i zwyczajna postracjonalizacja.

Łatwiej znieść nam trudne sytuacje kiedy uwierzymy, że ogólnie to mają nas prowadzić “ku dobru” i wszystko to będzie miało swoje szczęśliwe zakończenie. Czasem ma, czasem nie ma, ale WOLIMY wierzyć, że ma.

Z faktu, że z taką wiarą łatwiej się żyje nie wynika, że ma ona jakieś uzasadnienie. Ludzie giną w wypadkach i umierają na straszne choroby, albo giną w wojnach i nie ma w tym żadnego sensu. Chyba, że sami temu jakiś sens nadamy.

Jeśli potrafimy wyciągnąć wnioski z własnych błędów to brawo dla nas. A kiedy nadajemy głębszy sens przydarzającym się nam nieszczęściom to świadczy to o sile naszego charakteru i giętkości umysłu, a nie kosmicznym czy boskim planie “prowadzenia nas ku dobru”.

Większość ludzi wcale nie wyciąga żadnych wniosków i swoje błędy replikuje po wielokroć nazywając to pechem i splotem nieprzychylnych okoliczności. Albo wszechświatowym spiskiem nieżyczliwych bliźnich.

Zwłaszcza celują w tym sympatyczni koledzy, bo dla faceta przyznanie się do błędu to taka rysa na męskości, że będzie brnął w najbardziej nieprawdopodobne wyjaśnienia żeby tylko nie przyznać, że coś spieprzył. Po prostu pech.

Koleżanki za to celują w doszukiwaniu się spisku nieżyczliwych. Znam taką, która robi jedną głupotę za drugą nie słuchając nikogo, ale ostatnią osobą, którą podejrzewałaby o złe intencje jest ona sama. Przecież nikt nie chce sobie zrobić źle? Polemizowałabym.

Jeżeli “wszystko jest po coś”, to najpewniej wyłącznie po to, żebyś się baranie jeden z drugim czegoś nauczył, choć lepiej w szkole niż na własnych błędach.

 

 

6 komentarzy
  • M
    Posted at 15:58h, 05 sierpnia Odpowiedz

    Ja się trochę zgodzę a trochę nie. Uważam, że są TAKIE RODZAJE i KOMBINACJE zdarzeń, których nie można nazwać przypadkiem (mimo, że nie wierzę w osobową bozię). Nawet na suchą logikę. To pewnie kwestia doświadczeń i patrzenia, każdy z nas ma swoją wizję świata i patrzy subiektywne na to samo, nie kłócę się, czy mam rację czy nie, nie wiem tego. Zgodzę się na pewno, że skutki, które otrzymujemy są najczęściej wynikiem naszych działań, okoliczności, działań innych itd. I nie rozumiem też, tak samo jak Wiedźmy, jak np. zgwałconej dziewczynie albo ciężko chorej osobie można powiedzieć, że akurat to jest po coś. To (akurat takie przykłady) jest po nic. Jedno to efekt zwyrodnialstwa innego osobnika (tfu!) a drugie choroba-kombinacja genów, czynników, zdarzeń. Zawsze, jak jakiś nawiedzony mi mówi, że wszystko, dosłownie, nawet najgorsze, to ,,boski plan” to rzucam drastycznymi przykładami i pytam, czy ten plan musi się realizować przez odrywanie kilkuletniej rączki w wypadku albo miażdżenie ukochanego taty na oczach dzieci. Skoro ktoś może wszystko, to może osiągnąć taki sam efekt w mniej drastyczny (albo wcale) sposób. Najczęściej odpowiada mi cisza…

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 17:48h, 05 sierpnia Odpowiedz

      sam fakt powstania życia na Ziemi jest nieprawdopodobnie mało prawdopodobnym ciągiem zdarzeń, a jednak..

  • Hatten
    Posted at 11:26h, 10 sierpnia Odpowiedz

    Uczmy się na uniwersytetach, nie na błędach. Chyba, że cudzych 😉
    Byłoby łatwiej i przyjemniej gdybyśmy skupili się nad tym na co mamy wpływ,a może kiedyś będziemy sterować nawet pogodą.

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 19:21h, 10 sierpnia Odpowiedz

      i wszystko będzie do urzygu przewidywalne, dzięki 😉

  • Amanda
    Posted at 08:54h, 15 sierpnia Odpowiedz

    Tak to jest jak się żyje w kościółkowym społeczeństwie i wierzy w te bzdury :O Boski plan, taaa… Dla polaczków najlepszy, zbawcy narodów, co sami siebie nawzajem zagryzają za tęczową kurtkę albo nie tak obcięte włosy sąsiada xD Mam przykłady w rodzinie, takie pranie mózgów to w CIA mogliby stosować z powodzeniem.

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 20:53h, 16 sierpnia Odpowiedz

      no kochana, 2000 lat wprawy, CIA się może schować

Leave a Reply

%d bloggers like this: