Warning: sprintf(): Too few arguments in /home/users/wp_sonia/public_html/wp/wp-content/plugins/wp-user-avatar/includes/class-wp-user-avatar-functions.php on line 668

Wychowanie bez porażek poziom 2.0

Uogólnię temat i odejdziemy trochę od samej kwestii aborcji. Schetyna jest koniunkturalnym durniem i dziadersem, nie spodziewam się po nim myśli głębszej od tej co by tu wypić i czym zakąsić.

Ale pojawiły się w komentarzach głosy kobiet (!) na temat powrotu do kompromisu aborcyjnego i tego jak im trudno zaakceptować decyzję o aborcji jeśli pojawia się wśród bliskich osób. Nawet kiedy niby popierają prawo wyboru.

Trochę mi to przypomina moich rodziców, którzy popierali moją samodzielność, ale tylko do momentu kiedy sposób jej realizacji pokrywał się z ich wizją owej samodzielności. Kiedy moje ewentualne plany odbiegały od tej wizji, poruszali niebo i ziemię, żebym “dobrowolnie” je zmieniła. Bylebym tylko nie popełniła jakiegoś błędu. Było tłumaczenie, straszenie konsekwencjami, w ostateczności finansowy szantaż. Wszystko dla mojego dobra. Dobra, dobra.

I ja to robiłam. Rezygnowałam. Dzieckiem byłam inteligentnym, ale wychowanym do ulegania autorytetom, a największym z nich był tatuś. Klasyczna córeczka tatusia. Ukochana, ułożona i grzeczna. Nieprzystosowana do życia dorosłej osoby. Niedojrzała i niesamodzielna, mimo rozpaczliwych prób.

Do czasu.

Proces usamodzielniania trwał na tyle długo, że zdążyłam urodzić własne dzieci i na zasadzie wahadła wychowywałam je do jak największej samodzielności. Rzecz jasna, nie zawsze im się to podobało i kiedy na pytanie “Mamo, co mam zrobić?” odpowiadałam “Ja ci radzę- rób jak chcesz” dostawały szewskiej pasji i bywało, że czuły się zlekceważone.

A mnie, przyznaję, czasem cierpła skóra. Też mam wyobraźnię.

Ale efekt końcowy jest zgoła oszałamiający, więc metodę serdecznie polecam.

Nie rozpiły się, nie wpadły w narkomanię, ani nawet w złe towarzystwo mimo, że moja mama załamywała ręce, kiedy postanawiały jechać na Woodstock, a ja mimo jej nalegań, nie zabraniałam.

Pozdawały matury, studiują, mimo czarnych proroctw mamy, kiedy odmawiałam pilnowania przy odrabianiu lekcji.

Zarabiają dobre pieniądze, mimo, że wybrały co chciały, a nie to “co należy” czyli medycynę lub prawo.

Mają własne poglądy i potrafią ich bronić do upadłego.

Mnie w dyskusjach zaganiają w kozi róg, a to nie jest takie łatwe.

I tak dalej.

Dlatego nie przyjmuję do wiadomości argumentu, że kiedy pozwolimy dorosłym, młodym kobietom na samodzielną decyzję, czy chcą donosić ciążę, to skończy się to masowymi skrobankami po każdej zakrapianej imprezie.

Ten styl myślenia to pochodna patriarchalnego wychowania, które każe rodzicom monitorować każdą decyzję dorosłego już dziecka, wygłaszać nieproszone opinie i wywierać naciski. Zabraniać tego co nam się nie podoba pod groźbą wydziedziczenia z rodzinnych morgów. Ingerować w małżeństwo, decyzje o pracy czy wyjeździe do innego miasta, gdzie już stracimy kontrolę.

Dorosła osoba ma prawo do samodzielnych decyzji, nawet jeśli nam się te decyzje nie podobają, ale dotyczą tylko jej osobiście. I tylko ona osobiście poniesie ich konsekwencje.

Nam może być z tym źle, niemiło, albo niewygodnie i to już jest nasza sprawa. Możemy odmówić pomocy, zerwać kontakt, albo nie zapraszać na Święta.

I tyle.

 

5 komentarzy
  • Avatar
    Amanda
    Posted at 16:40h, 24 listopada Odpowiedz

    Polacy, nie wszyscy ale dużo, mają ten durny zwyczaj wtrącania się (nie zainteresowania życzliwego a wtrącania właśnie) nie tylko w życie dorosłych dzieci ale też sąsiadów, koleżanek/kolegów z pracy czy nawet obcej osoby, o której usłyszeli z opowieści… I to z reguły siebie stawiają na poziomie ,,ja wiem lepiej i tylko moja opinia jest słuszna!”. Durna cecha, na szczęście nie dziedziczy się w 100% i są też inni.

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 21:41h, 24 listopada Odpowiedz

      zauważyłam, analizuję przyczyny 🙂

  • Avatar
    M
    Posted at 17:03h, 24 listopada Odpowiedz

    Z ludźmi (kobiety mam na myśli), którzy mają religijnie wyprany mózg (a nie są naprawdę wierzący i normalni) nawet szkoda dyskutować… Podobnie jak z tą częścią ,,wszechwiedzącą” mężczyzn, szkoda czasu a i tak nic nie dotrze. Mów do słupa 🙂

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 21:42h, 24 listopada Odpowiedz

      praca u podstaw to moja specjalność 😉

      • Avatar
        M
        Posted at 07:43h, 25 listopada Odpowiedz

        Długa droga jeszcze skoro same kobiety uważają, że są własnością męża…

Leave a Reply

%d bloggers like this: