Wychowanie dla opornych

W kwestii tego, jakie będą nasze dzieci, najważniejszą decyzję podejmujemy w chwili wyboru partnera prokreacyjnego. Czyli mówiąc po ludzku – o tym, jakie będą twoje dzieci, decydujesz wybierając im tatusia.

Dowiedziono naukowo, że geny są tu decydującym czynnikiem i bliźnięta jednojajowe wychowywane w różnych rodzinach są do siebie bardziej podobne, niż rodzeństwo wychowywane w tej samej, a dzieci adoptowane mają iloraz inteligencji zbliżony do rodziców biologicznych, a nie adopcyjnych, niezależnie od tego ile wysiłku włożono w ich wychowanie i wykształcenie.

Czyli – zastanów się dobrze, zanim zdecydujesz się na mix genetyczny z kapitanem drużyny szkolnej, bo jeśli to matoł, możesz mieć tępe dzieci i żadne korki nie pomogą im kiedyś przebrnąć przez maturę. Za to będą ładne i dorodne, co też nie jest bez znaczenia. Oraz mogą odziedziczyć talent sportowy. Obecnie inteligencja wydaje się nie mieć aż tak takiego znaczenia, jeśli porównamy zarobki piłkarzy i naukowców.
Dobrze byłoby przeprowadzić też wywiad rodzinny odnośnie chorób przewlekłych bliższych i dalszych członków rodziny. W dzisiejszych czasach ryzyko związane z mutacjami genetycznymi jest wystarczająco wysokie i bez dodatkowych obciążeń . Jeśli sama jesteś z rodziny, w której występuje kilka chorób o podłożu genetycznym, to może rozważ inne opcje ? Ziemia jest przeludniona i ludzkość nie zginie bez twoich bezcennych genów, a adopcja to chyba lepsze rozwiązanie niż ryzyko urodzenia dziecka obciążonego chorobami?
A przynajmniej zrób badania prenatalne i nie daj sobie wmówić, że każde życie jest bezcenne, bo możesz boleśnie się przekonać, że ma swoją cenę, na którą ciebie nie stać, a państwo bezradnie rozłoży ręce i każe się modlić.

W dobieraniu przyszłym dzieciom tatusia, oprócz dozy zdrowego rozsądku, dobrze jest też zdać się na nos, czyli instynkt.
Dowiedziono, że najładniej pachną nam ci kandydaci, których geny są możliwie inne niż nasze, co daje szansę na większa odporność potomstwa na choroby.
Jest zatem spora szansa, że idąc za głosem pożądania wyprodukujesz sobie dzieci zdrowe i ładne. Chyba stąd dobra sława tzw. “dzieci miłości”, czyli owoców niekontrolowanych wpadek. A potem to już z górki, możesz się wyluzować. Jeśli potomstwo ma dobre geny, mała szansa, że coś spieprzysz. Podobno wychowywanie jest przereklamowane i nie ma aż takiego znaczenia jak nam się wmawia. 

Naukowcy twierdzą, że geny załatwiają jakieś 60%, następne 30% to wpływ środowiska, a tylko ostatnie 10% to my, czyli wychowanie. W dodatku okazuje się, że większy wpływ ma to co sami robimy, niż to co mówimy. Czyli tak zwany przykład płynący z góry. Jeśli sama żyjesz mądrze i ciekawie, twoje dziecko zapewne zechce to powtórzyć.
Pomyśl, że cię to cudownie zwalnia z wszystkich drętwych przemów wychowawczych. Skoro i tak nie działają, oszczędzisz czas i nerwy. Zamiast tego lepiej pograć w planszówki.
Geny już masz, pora na środowisko.
Tu w zasadzie wystarczy nauczyć potomka czytać i zapewnić wystarczającą podaż książek, a jego środowiskiem staną się najmądrzejsi przedstawiciele naszego gatunku. Lepiej nie można trafić. Czytanie daje wiedzę, rozwija wyobraźnię, pozwala mieć tysiąc żyć w tysiącu światów.

Dorzucisz do tego garść bystrych rówieśników, czyli dzieci swoich przyjaciół i masz z głowy, reszta zrobi się sama.
Wystarczy, że nie będziesz przeszkadzać swoją nadopiekuńczością i zdejmowaniem dziecięciu z głowy wszelkich trosk.
Musisz dać mu prawo do własnych błędów i radzenia sobie z ich skutkami. Zaufaj mu, poradzi sobie.

A Ty możesz spokojnie jechać na wakacje.

 

 

 

Tags:
No Comments

Dodaj komentarz