Wychowanie w świecie wartości

Trochę się jeszcze poznęcam nad artykułem z Newsweeka, bo aż się prosi. Tym o wychowywaniu, moralności i wartościach.

Potrzebującym linkuję: https://www.newsweek.pl/wiedza/psychologia/dzis-rodzic-dazy-do-samorozwoju-i-zyje-tak-jakby-byl-singlem-nawet-gdy-ma-rodzine/8x0hk1y?tpcc=fb_newsweek&utm_campaign=post&utm_content=be3fe658-0d94-43b8-9484-abc889fdcaf3&utm_medium=social&utm_source=fb_newsweek&fbclid=IwAR3BUTNy-6AAlW89gaYiL5PQqJBX2H6VY3p27uGBcw5quJUeJXp_wK6Px7A

Nie, żebym coś miała przeciwko wartościom. Odwaga, przyjaźń, sprawiedliwość, odpowiedzialność, szacunek czy życzliwość nie zestarzeją się nigdy.

Natomiast skąd pan doktor Srebrnicki wziął to przekonanie, że współcześni rodzice żyją w kulturze „ja” i ich dzieci na tym cierpią to jest dla mnie prawdziwa zagadka.

Ręce po łokcie urabiam żeby przekonywać znajome mi kobiety, że ich dzieci nie potrzebują aż tyle troski i rodzicielskiego zaangażowania, ile jest im oferowane. Że zupełnie spokojnie mogą część czasu i energii poświęcić sobie, zamiast wisieć nad 14 latkiem z pilnowaniem lekcji.

Żeby nie być gołosłowną, bo w końcu całe moje doświadczenie to dwie inteligentne i wrażliwe osobniczki rodzaju żeńskiego, to zasięgnęłam zdania fachowca, czyli mojej starszej córki. Uczy bombelki, a obecnie kończy na SWPS-ie kierunek „Psychologia pozytywna w edukacji”. A jej żona, czyli moja zięciuna to w ogóle zajmuje się zawodowo dzieciakami w spektrum i z różnymi problemami.

I otóż, panie doktorze, problemy współczesnych dzieci nie wynikają z braku, lecz bardziej z NADMIARU.

Z totalnego rozjazdu między tym jaki chcemy osiągnąć rezultat, a jakimi metodami się posługujemy. I tu samorozwój  rodzicielski byłby bardzo na miejscu.

Nadmiaru kontroli, opieki i nadmiaru rodzicielskich ambicji i wymagań. Dzieci są zagubione nie dlatego, że tatuś pojechał na warsztaty samorozwoju i one tęsknią, tylko dlatego, że NIE pojechał i w wychowaniu leci znanym sobie, a nie przystającym do współczesności schematem.

Co do kwestii moralności natomiast, uwaga, wyrywam z kontekstu, ale to smaczne zdanko:

„Jedyna zasada moralna, jaką dziś obserwuję, to ta, że wszystko wolno, a intencje liczą się bardziej niż czyny.”

Bardzo chciałabym żeby pan doktor wyjaśnił, co mianowicie ma na myśli. Bo te farmazony o paleniu i całowaniu sekretarki to chyba nie na serio? Mój dziadek wprawdzie nie palił, za to sekretarki obcałowywał namiętnie, muszę zapytać mamy jak to na nią wpłynęło.

Skąd wziął te quasi współczesne obserwacje?  Bo rocznikowo jest typowym boomerem, a ja czytam sobie młodzieżowe grupy i jestem na ogół pod wrażeniem wrażliwości, empatii czy poczucia sprawiedliwości młodych ludzi. A to oni mają te dzieci, my to już raczej wnuki.

Co takiego robią nagannego współcześni rodzice, że aż pan doktor sklecił zasadę, że „wszystko wolno”?

Wywołują wojny? Hmm, to raczej dziadkowie.

Niszczą planetę? Patrz wyżej.

Czy może segregują śmieci, debatują o przyszłości demokracji i walczą o prawa zwierząt? Pewnie im się te warsztaty weekendowe rzuciły na głowę,

Uwaga, wyrywam:

„Jeśli więc tata lata na paralotni, ma tatuaże i chodzi na dyskoteki, to niech znajdzie jakiś obszar wartości, który będzie dla niego sztywny.”

Nie wiedziałam, że uprawianie paralotniarstwa rozmywa wartości moralne, nie wspominając o tatuażach. Guilty.
No cóż, mimo braków w moim moralnym pionie, dzieci wyrosły mi na mądre, samodzielne  i empatyczne jednostki.

Gdyby pan doktor nie zauważył, to żyjemy w cholernie trudnych czasach, a nasze dzieci najprawdopodobniej będą żyły w jeszcze trudniejszych.

Będą potrzebowały dużo odwagi. To z tych wartości uniwersalnych.

A ponieważ uczą się przez przykład, to zostawmy sobie tą odwagę w poszukiwaniu siebie, choćby na weekend.

[social_share show_share_icon="yes"]
3 komentarze
  • M
    Posted at 17:53h, 22 maja Odpowiedz

    Mogę być ,,pod prąd” ale ja zaryzykuję, że W PEWNYM STOPNIU, nie całkiem, ten Pan ma rację. Moim zdaniem, on podał złe przykłady, na wyrost (paralotnia, tatuaże, warsztaty, zajęcie się sobą, nie mają absolutnie nic do tego). I myślę, że jemu wcale nie chodzi o takich ludzi jak Wiedźma, czy ludzi, którzy realizują swoje cele w ogóle i nie ślęczą nad dziećmi. Tylko o ludzi, którzy zajęci np. tipsami, romansami z kolejną panienką, 10 mieszkaniem, 50 samochodem i powierzchownością, faktycznie nie rozmawiają z dziećmi. Nie pokazują świata. Nie zagłębiają się w duchowość, umysł, emocje. Nie spędzają czasu. Nie interesują się ich problemami ani tym, co czują. Prawie wcale. Może to zabrzmieć dla kogoś śmiesznie ale w porównaniu do krajów biedniejszych, nawet jeśli jest tam nieciekawie z powodu konfliktów, mafii itd., odsetek samobójstw wśród dzieci jest o wiele niższy. To nie jest kwestia braku danych. Po prostu ludzie (dzieci) są nauczeni mieć cel. I żyć po coś. Nawet jak jest trudno. Nawet jak mają bardzo niewiele. I mają oparcie (przyjaciół, rodzinę, kogoś, naprawdę a nie tylko ,,na dobre”). W naszej ,,cywilizacji” coraz więcej rzeczy (pseudo-postęp, zbędna produkcja, przesadna konsumpcja) jest po nic. Jak się robi trudno to ,,zwiewamy” i budzimy się za późno. Wielu ludzi dziś się tak zachowuje. Pewnie to jest kwestia subiektywna, inne obserwacje-inne miejsce zamieszkania. Ja dzisiaj naprawdę obserwuję wielu młodych ludzi, zupełnie innych od tych opisanych w poście. Niemrawych, prawie jak zombie. Bez chęci do jakiegokolwiek wysiłku, bez cierpliwości, uważności. Bezmyślnych. Podłych. Wulgarnych. Szyderczych. Którzy mają na wszystko wy*, wyśmiewają wszystko, potrafią być okrutni i to jeszcze na dużą skalę. Ile się teraz słyszy o samobójstwach, że kogoś dręczyli tak okrutnie, że nie wytrzymał. Co robią 12 latki na kamerkach? Co robią 9 latki na stronie z porno? Skąd tyle hejtu w internecie, między innymi od młodych ludzi? Tyle wulgarności?Jeśli by się ktoś interesował, to by wiedział, często nie wie i zdziwienie, jak to ,,mój syn/córka?”. Tak, te dzieci mają często wiele. Nowy smartfon, modne buty, najnowsza kurtka.Tyle tylko, że nawet jeśli ktoś materialnie da komuś wiele, to jeszcze nie wszystko. Ten artykuł nie jest o Wiedźmie. Nie o normalnych ojcach/matkach, którzy dbają o dziec i się interesują i nie rezygnują przy tym z siebie. Tylko o stawianiu granic. Ja tak to widzę, mogę się mylić. A, że do tego dochodzi inna kwestia-nadopiekuńczość? Tak, dochodzi, i to potworna. I to jest równie poważny problem. Między innymi taki mix ,,możesz wszystko” i ,,gie mnie to obchodzi boś Ty moim bombelkiem a teraz idź oglądać PewDiePie bo mamusia ma pedicure a tatuś obślinia Panią od Faxu” tworzy takie karykatury ludzi. W fajnych bańkach żyją fajni ludzie ale jak się wyjdzie, to czasami wraca się z krzykiem z powrotem…

    • Wiedźma Radzi
      Posted at 20:10h, 22 maja Odpowiedz

      a to prawda, ale myślisz, że tacy czytają Newsweeka? Cokolwiek?

      • M
        Posted at 20:49h, 22 maja Odpowiedz

        Zapewne nie. Ten Pan chciał po prostu naświetlić problem, obawiam się, że do tego typu ludzi, jak opisane powyżej, nic nie dotrze…

Leave a Reply

%d bloggers like this: