Zdrada, zdrada, podstępne oczy gada..

Oczywiście przeczytałam „Czułą przewodniczkę” Natalii de Barbaro, serdecznie polecam. I jestem sobie nawet na stosownej grupie, na której różne miłe panie wymieniają się nastrojami, doświadczeniami i takie tam. Bardzo lubię kobiece gremia.

Tylko postulowałabym żeby czasem mniej uczuć, a więcej zdrowego rozsądku. Pewnie już stara jestem i mało co mnie wyprowadza z emocjonalnej równowagi, a już na pewno coraz rzadziej faceci. Właściwie to wcale.

I to mi pozwala na pewne sprawy spojrzeć ze zdrowym dystansem.

Już mówię, o co chodzi.

Otóż pisze na grupie dziewczyna, matka maleńkich dzieci, że dowiedziała się o zdradzie męża i świat jej się zawalił. Mąż przeprasza, kaja się, naprawia związek, a ona nie i nie, bo jednak nie może darować.

Sprawa tak powszechna, że aż boli. Wolałabym czytać więcej zwierzeń typu : „Mąż mnie przyłapał i jak go teraz udobruchać”, no, ale jest jak jest.

Dziewczyny, waga jaką u nas przywiązuje się do męskiego skoku w bok jest wprost proporcjonalna do tego jaką w ogóle wagę przywiązujemy do zachowań facetów i odwrotnie proporcjonalna do naszego poczucia własnej wartości.

Dla niewydolnych matematycznie bardziej literacko: robicie z igły widły i te widły wbijacie sobie w brzuch.

Rozpatrywanie zostania matką samotnie wychowującą w kraju nieściągalnych alimentów i kłód rzucanych pod nogi pracującym matkom to jest klasyczne strzelanie sobie w stopę. Bo, żeby jeszcze miała któraś pomysł pozostawienia niewiernemu progenitury na wychowanie, to ja bym to rozumiała.

Sama jestem podszyta awanturnicą i pewnie bym to rozważała jako tak zwane „nowe otwarcie”. Odwiedzanie dzieci co dwa tygodnie żeby je zabrać do kina nie jest wcale takie złe. Zwłaszcza w porównaniu z anginami, szkarlatynami i okresem dojrzewania, kiedy to dowiadujemy się jak bardzo nasze słodkie bombelki nas nienawidzą.

Ale zostawanie samej z tym całym kramem na głowie podczas kiedy niewierny będzie dobrze się bawił i opowiadał kolejnym naiwnym jaki to jest nieszczęśliwy i biedny misio do pocieszenia, bo go niedobra małżonka wystawiła za drzwi i „zabrania” widywać dzieci, co jest o tyle prawdą, że zwykle chce je widywać w dogodnych dla siebie porach nie licząc się z ich i twoimi planami?? Litości! To ma być kara??

W ten sposób niczego sobie na ogół nie poukładasz, tylko potwornie utrudnisz sobie życie.

Dla ułatwienia dodam, że sympatyczni koledzy w sporej większości przyprawiają nam rogi i to NAPRAWDĘ nie ma dla nich takiego znaczenia, jakie temu przypisujecie. Biologiczny imperatyw.

Jeśli się wściekłaś i chcesz odreagować to karaj jego, nie siebie.

Jedyną prawdziwą karą jest w tych okolicznościach wyjazd, którego potrzebujesz na „dojście do siebie”, a tam wedle potrzeb albo spa, albo przystojny instruktor snowboardu i nieodbieranie telefonów z domu typu : „Kochanie, a gdzie są lekarstwa dla Jasia?”

Minimum miesiąc.

 

[social_share show_share_icon="yes"]
No Comments

Leave a Reply

%d bloggers like this: