Żyje się tylko dwa razy

W komentarzach pod poprzednim wpisem dziewczyny wspomniały o tzw. DDA, czyli Dorosłych Dzieciach Alkoholików. W sensie, że jednak takie doświadczenie w dzieciństwie jak pijący jeden czy oboje rodziców kształtuje osobowość dziecka w specyficzny sposób i nie ma co udawać, że nie decyduje w znacznym stopniu o późniejszym kształcie jego życia. Dla DDA są specjalne terapie i grupy terapeutyczne, podobnie jak AA dla alkoholików, a AlAnon dla współuzależnionych członków rodziny.

Nie zamierzam się wymądrzać, że coś wiem na ten temat, moi rodzice są niepijący do tego stopnia, że tacie w okresie PRL-u utrudniało to karierę i nawet poszedł do lekarza z pytaniem co ma robić, bo alkohol mu nie służy. Odpowiedź brzmiała “Trenować!”. Tata się nie zastosował, ale faktycznie, wielkiej kariery nie zrobił, za to ma zdrową wątrobę.

Niestety, są chlubnymi wyjątkami, ogólnie Polska wódą spływa, jak długa i szeroka. Państwo z akcyzy ciągnie niebotyczne zyski, a listkiem figowym na tym bezwstydzie jest Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Patrząc po skutkach, to chyba rozwiązuje problemy z dostawą odpowiedniej ilości flaszek na stacje benzynowe, żeby kierowcom nie zabrakło.

Ale do rzeczy. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jakim piekłem potrafi być dorastanie w rodzinie, w której przeplatają się alkohol i przemoc. Ani jakie rany zadaje to psychice dziecka. Natomiast psychologia adlerowska uważa, że przeszłość ma nas wpływ, ale NIE DETERMINUJE naszej przyszłości. Przeszłość się już wydarzyła, nie da się jej cofnąć. Ale możemy na własne potrzeby różnie ją interpretować. I chyba lepiej robić to w sposób, który posłuży nam do bycia szczęśliwymi, niż w taki, który zrobi z nas wieczne tej przeszłości ofiary. Nic nie mogę poradzić na to, czy na tamto, bo jestem DDA, koniec kropka. A teraz mi, świecie, wynagradzaj parszywe dzieciństwo, jesteś mi to winien. Byłoby fajnie, ale nie działa.

Tu z kolei przyda się adlerowska koncepcja rozdzielania zadań. Bardzo mi się spodobała, bo okazało się, że moje matczyne lenistwo w kwestiach edukacyjnych moich pociech było jak najbardziej wychowawcze. Otóż mam takie obrzydzenie do szkolnej nauki po wielu latach prymusowania, że kompletnie nie byłam w stanie zmusić się do pilnowania odrabiania zadań i chociażby udawania większego zainteresowania szkołą moich córek. Wyszłam więc z założenia, że ich nauka to ich sprawa, reagowałam jedynie w sytuacjach alarmowych, a i to niechętnie. Dbałam natomiast o odpowiednią podaż książek w domu, bo do czytania mam zaufanie ogromne. Okazuje się, że wcale o tym nie wiedząc, zastosowałam zasady psychologii adlerowskiej dotyczące rozdziału zadań. Czyli zadanie należy do tego, kto OSTATECZNIE PONIESIE KONSEKWENCJE DOKONANEGO WYBORU. Czyli językiem ludowym- możesz konia doprowadzić do wodopoju, ale nie zmusisz go, żeby pił. Nadmienię jeszcze tylko, że koncepcja działa, obie uwielbiają się uczyć, oczywiście tylko tego, co je interesuje. Matematyka się nie załapała.

Stosując tą zasadę powinniśmy sobie uświadomić, że stanie się szczęśliwym człowiekiem to NASZE ZADANIE. Dla niektórych trudniejsze niż dla innych, ale nadal nasze. I świat nas w nim nie wyręczy. Ba, nawet nie będzie się specjalnie starał.

Szczęście to wybór. Nasz.

 

 

2 komentarze
  • Avatar
    Jolanta Nowacka
    Posted at 11:39h, 01 maja Odpowiedz

    Dziękuję! A już myślałam że ze mną coś nie tak bo mam identyczne podejście w kwestii szkoły!

    • Wiedźma Radzi
      Wiedźma Radzi
      Posted at 16:49h, 01 maja Odpowiedz

      To jest bardzo dobre podejście 🙂

Dodaj komentarz